Górnik Zabrze dał prawdziwy popis umiejętności na Łazienkowskiej. Marcin Brosz i spółka pokonali Legię aż 3:1. Dzięki zwycięstwu górnicy umocnili się na pozycji lidera i nadal pozostają jedyną drużyną w całej ligowej stawce z kompletem punktów po czterech kolejkach PKO Bank Polski Ekstraklasy.
Marcin Brosz ma niemało powodów do zadowolenia. (fot. Michał Chwieduk / 400mm.pl)
„Czasem dość mam tej Warszawy, jakbym grał w Górniku” – śpiewał Taco Hemingway w piosence zatytułowanej „C3PO”. Raper miał oczywiście na myśli wyjątkowo niechlubną passę zabrzan w meczach przeciwko Legii na jej własnym stadionie.
Otóż czternastokrotni mistrzowie Polski po raz ostatni odnieśli zwycięstwo na terenie legionistów blisko dwadzieścia dwa lata temu! Był 12 października 1998 roku, kiedy to Tomasz Sobczak efektownym wolejem w doliczonym czasie gry dał śląskiej drużynie wygraną.
Od tamtego momentu Górnik rozegrał w Warszawie aż dwadzieścia trzy razy. Za każdym razem nie był w stanie wywieźć ze stolicy Polski trzech punktów. Aż do dzisiejszego wieczora. Piłkarze prowadzeni przez Marcina Brosza w efektownym stylu zakończyli niekończącą się serię bez zwycięstwa.
Zabrzanie rozpoczęli mecz z wysokiego C. Zaledwie po upływie czterech minut objęli prowadzenie. I to jak! Jesus Jimenez zagrał piętką do Bartosza Nowaka, który natychmiast podał wzdłuż pola karnego w kierunku Alexa Sobczyka, a ten uderzeniem z bliskiej odległości wpisał się na listę strzelców.
Trzynaście minut później Górnik prowadził już dwiema bramkami. Sobczyk wykazał się zmysłem asystenckim, posyłając futbolówkę w kierunku całkowicie osamotnionego na piątym metrze Nowaka, któremu nie pozostało nic innego, jak ponownie zmusić do kapitulacji strzegącego dostępu do bramki Artura Boruca.
To nie był koniec strzeleckich popisów w wykonaniu Brosza i spółki. Tuż po zmianie stron, w czterdziestej siódmej minucie, błysnął Jimenez. Gracz rodem z Hiszpanii w dziecinnie prostym balansem ciała zwiódł pilnującego go Artura Jędrzejczyka i piekielnie mocnym strzałem na bliższy słupek nie dał Borucowi żadnych szans.
Śledząc przebieg boiskowych wydarzeń, można było odnieść nieprzeparte wrażenie, że rywalizujące ze sobą ekipy zamieniły się rolami. Górnik wyglądał niczym świeżo upieczony mistrz Polski, zaś Legia grała na poziomie dziewiątej drużyny poprzedniego sezonu.
Podopiecznych Aleksandara Vukovicia było stać tylko na honorowe trafienie. Jego autorem był Bartosz Slisz. Były gracz Zagłębia Lubin skutecznie sfinalizował szybko przeprowadzony kontratak. Ale to wszystko, jeśli chodzi o bramkowy dorobek legionistów, którzy w – delikatnie rzecz ujmując – w nie najlepszych nastrojach przystępują do meczu trzeciej rundy eliminacji do Ligi Europy przeciwko kosowskiej Dricie Gnjilane.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.