Takie rzeczy tylko w Polsce. Śląsk Wrocław boryka się z problemami finansowymi, a na wiosnę gra bardzo słabo, jednak mimo tego nadal ma spore szanse na tytuł mistrzowski. Wiary w swoich piłkarzy nie traci Orest Lenczyk.
Nestor polskiej myśli szkoleniowej zdradził, że dopóki piłka jest w grze, to wszystko może się zdarzyć. W najbliższej kolejce ligowej jego Śląsk zmierzy się w derbach z będącym na fali Zagłębiem Lubin. – Po kolejnym dramatycznym meczu w dalszym ciągu mamy szansę – powiedział Lenczyk.
– Uważam, że należy zapomnieć o wyniku 5:1, jaki osiągnęliśmy jesienią w Lubinie i przystąpić do niedzielnego spotkania zmobilizowani i zmotywowani. Nie możemy liczyć na to, że Zagłębie zagra słaby mecz – kontynuował. – Zespół z Lubina jest na fali, chwalony za ostatnie występy, nie tylko z powodu osiąganych rezultatów, ale także i za grę. Kilka zmian dokonanych zimą w tej drużynie z pewnością podniosło jej jakość – dodał Lenczyk.
– Jeżeli derby rządzą się swoimi prawami, to chciałbym, aby niedzielny mecz potwierdził prawidłowość z trzech poprzednich spotkań, w których za każdym razem wygrywaliśmy, strzelając łącznie aż dziewięć bramek – zakończył opiekun Śląska.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.