Lenczyk wspomina pracę we Wrocławiu. „Ktoś nie dotrzymał słowa”
Podczas wtorkowego przeglądu prasy nie może nie zahaczyć o pierwszy od zwolnienia ze Śląska Wrocław wywiad z Orestem Lenczykiem. – Zawodnicy poprosili o rozmowę, obrażeni, że tak ich potraktowałem. Gdybym ja się obrażał o takie słowa, to już dawno bym nie pracował. O mnie gorsze rzeczy mówią – wspomina Lenczyk sytuację, w której do Internetu wyciekła jego rozmowa z jednym z członków rady nadzorczej klubu.
Lenczyk opowiada dokładnie o wszystkich sytuacjach, o których pisały media, ale tak naprawdę nigdy nie zostały potwierdzone przez żadną ze stron. Były szkoleniowiec Śląska wraca pamięcią do przerwy meczu o Superpuchar z Legią… – Kiedy w szatni powiedziałem Cristianowi Diazowi, że na drugą połowę wchodzi za niego Johan Voskamp, Argentyńczyk nazwał mnie ch… Przy wszystkich zawodnikach. Zbaraniałem, nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Gdyby 30 lat temu wydarzyło się coś takiego, zawodnicy sami wyrzuciliby takiego gościa z szatni. A cudzoziemca zwłaszcza. Teraz nikt się nie odezwał, wszyscy szukali czegoś na podłodze. To ja już wiedziałem, że coś się skończyło – mówi Lenczyk.
Konflikt na linii Lenczyk – Diaz trwał do momentu, aż trener został wezwany na rozmowę z kierownictwem klubu. Nakazano mu wówczas wystawić Diaza w składzie na mecz z Hannoverem 96, a do rozmowy o przyszłości strony miały wrócić po powrocie z Niemiec. – Wracaliśmy całą noc autokarem, rano w domu robiłem sobie kawę, kiedy na pasku w telewizji zobaczyłem informację: trener Orest Lenczyk zwolniony ze Śląska. Pamiętałem, że do rozmowy mieliśmy wrócić po meczu z Ruchem Chorzów, ale ktoś nie dotrzymał słowa. Pojechałem do klubu, tam prezes wręczył mi wypowiedzenie kontraktu i wieczorem tego samego dnia jadłem z żoną kolację w domu w Krakowie. Od tamtej pory nie byłem we Wrocławiu – opowiada Lenczyk.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.