Gdy Leszek Ojrzyński po dwu i pół letnim bezrobociu zasiadł na ławce zagrożonego spadkiem Zagłębia Lubin, na Dolnym Śląsku nie brakowało krytycznych i pesymistycznych głosów. Szkoleniowiec obronił się jednak swoją pracą i wynikami.
Przypomnijmy, Ojrzyński przejmował Miedziowych w połowie marca na 15. miejscu, z identyczną liczbą punktów (22), co znajdująca się w pod czerwoną kreską Puszcza Niepołomice.
Obecnie, na trzy kolejki przed końcem, Zagłębie w dalszym ciągu znajduje się na ostatniej bezpiecznej pozycji, lecz jednocześnie przewaga nad strefą spadkową wynosi 6 punktów.
Ojrzyński wręcz wzorowo wywiązuje się z roli strażaka. Szczególnie udany dla niego i Zagłębia był kwiecień, w którym ani razu nie zaznali gorzkiego smaku porażki. Miedziowi w tym okresie zaliczyli serię trzech zwycięstw z rzędu (1:0 z Radomiakiem, 2:1 z Górnikiem i 3:1 z Jagiellonią), a na koniec miesiąca zremisowali 2:2 ze Stalą Mielec.
Dodatkowo na podkreślenie zasługuje fakt, że najmniej bramkostrzelna ofensywa w lidze zanotowała średnią 2 goli na mecz, co w dużej mierze pozwoliło lubinianom oddalić widmo spadku.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.