Dziś zapadną ostateczne decyzje, które z pierwszoligowych drużyn w nowym sezonie pojawią się w krajowej elicie. Tabela końcowa zadecyduje również o dalszych losach trenerów, jako że tym przegranym prezesi spadkowiczów podziękują, co zrozumiałe za współprace. Wygrani oczekiwać będą nowych propozycji, choćby w kwestiach finansowych.
Jurij Szatałow, przejmując 19 kwietnia zespół Zawiszy, otrzymał zadanie wywalczenia z bydgoskimi piłkarzami awansu do ekstraklasy. Czy wykona zadanie przekonamy się już dziś w Gliwicach, ale w przypadku wygranej Pogoni Szczecin w Gdyni, w starciu z Arką nawet ewentualny remis podopiecznych Szatałowa nie zapewni im upragnionego sukcesu.
Nic to jednak, bo skądinąd wiemy, że pilnymi obserwatorami niedzielnego meczu w Gliwicach są nowi sternicy Lechii Gdańsk, którzy ponoć poważnie myślą o nawiązaniu współpracy z Szatałowem. Jego kontrkandydatem pozostaje Czesław Michniewicz, który po nieudanym pobycie w Warszawie, chętnie objąłby posadę pierwszego szkoleniowca Lechii. Problem w tym, że polski Mourinho kojarzony jest w Trójmieście głównie z Arką, a dla sympatyków zespołu z ulicy Traugutta, mocno skonfliktowanych z gdyńskimi fanami, ma to jednak spore znaczenie.
Ci ostatni chętnie widzieliby na trenerskiej ławce zespołu Zielonych Leszka Ojrzyńskiego, któremu odwołany niedawno prezes Lechii zaoferował podobno pensję większą od tej, jaką trener otrzymuje obecnie w Kielcach. Kolejny ruch należy teraz do działaczy Korony, ale ci ostatni nie zamierzają rozstawać się z młodym szkoleniowcem. W Kielcach coraz większym poparciem cieszy się bowiem hasło: – Leszku prowadź!
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.