– Przez większość rundy mieliśmy kłopoty z wahaniami formy, jednak w ostatnich czterech spotkaniach zrobiliśmy mały kroczek do przodu. W przerwie zimowej wciąż czeka nas jednak dużo pracy – podsumował Stanislav Levy ostatnie miesiące w Śląsku Wrocław.
– Kiedy przychodziłem do Śląska miałem inne wyobrażenie o przygotowaniu zespołu. Proszę mnie dobrze zrozumieć – nie chcę, aby to zabrzmiało jak usprawiedliwianie się, szukanie alibi lub krytykowanie kogokolwiek. Jednak każdy trener ma swoje wyobrażenie o tym, jak piłkarze powinni być przygotowani, zarówno pod względem taktycznym, jak i motorycznym. Przez ostatnie trzy miesiące pracowaliśmy, aby wyglądało to tak, jak chcę. Chodzi o ogólnie pojętą grę zespołu – zaznaczył Levy.
Szkoleniowiec jest zadowolony ze swojej pracy w Śląsku i chciałby we Wrocławiu zostać na dłużej. – Warunki do pracy i organizacja klubu są na najwyższym poziomie i niczego mi ani zespołowi nie brakuje. Stadion, baza treningowa – wszystko jest. To, co mnie zaskoczyło, to kibice. Są z nami nie tylko na meczach we Wrocławiu, ale także na wyjazdach i cały czas nas dopingują. Nawet jak wynik jest niekorzystny, oni nas wspierają. To niesamowite. Przyznam się, że mógłbym w Śląsku pracować długie lata. Ale to już nie zależy tylko ode mnie – zakończył Levy.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.