Piątek,
13. dzień listopada, nie okazał się wcale taki pechowy dla
reprezentacji Polski. Biało-czerwoni wygrali 4:2 z Islandią w meczu
towarzyskim rozegranym na Stadionie Narodowym w Warszawie. Bohaterem spotkania został Robert Lewandowski, który strzelił dwie decydujące bramki dla zespołu Adama Nawałki.
Robert Lewandowski swoimi dwoma golami poprowadził Polskę do wygranej nad Islandią (foto: Ł. Skwiot)
Spotkaniem
z Islandią reprezentacja Polski wkroczyła w okres przygotowań do
finałów Euro 2016. Na Stadionie Narodowym w Warszawie drużyna
Adama Nawałki rozegrała pierwszy z cyklu meczów towarzyskich przed
przyszłorocznymi mistrzostwami Europy. To starcie miało dać
odpowiedź na pytanie, jak Polacy poradzą sobie na tle innego
finalisty Euro i jednej z największych rewelacji zakończonych
niedawno eliminacji.
Piątkowe
zawody były szóstą w historii potyczką drużyn narodowych Polski
i Islandii. Bilans dotychczasowych meczów był bardzo korzystny dla
biało-czerwonych: w pięciu spotkaniach nasz zespół zanotował
cztery zwycięstwa, w jednym przypadku padł remis.
Jak
na piątek trzynastego przystało, mecz na Stadionie Narodowym
rozpoczął się niezwykle pechowo dla gospodarzy. W trzeciej minucie
w nasze pole karne wpadł rozpędzony Kolbeinn Sigthorsson, z
łatwością ograł Łukasza Szukałę, po czym padł na murawę po
wejściu Jakuba Wawrzyniaka. Arbiter Padraig Sutton bez wahania
wskazał w tej sytuacji na punkt oddalony o 11 metrów od bramki
Wojciecha Szczęsnego. Do piłki podszedł Gylfi Sigurdsson i pewnym
uderzeniem w górny róg wyprowadził gości na prowadzenie.
To
nie był niestety koniec pechowych wydarzeń dla reprezentacji
Polski. W dziesiątej minucie podczas jednego ze sprintów Jakub
Błaszczykowski najprawdopodobniej naderwał mięsień dwugłowy w
lewej nodze. Skrzydłowy polskiej kadry nie był w stanie kontynuować
gry i kilkadziesiąt sekund później opuścił boisko, a jego
miejsce zajął Maciej Rybus.
Piłkarz
Tereka Grozny bardzo szybko wkomponował się w spotkanie. W 15.
minucie Rybus dobrze dośrodkował w pole karne Islandii, Arkadiusz
Milik uprzedził bramkarza, ale piłka po jego uderzeniu nieznacznie
minęła słupek bramki gości.
Reprezentacja
Polski dłużej utrzymywała się przy piłce, prowadziła grę i
stwarzała sobie okazje do zdobycia goli. Biało-czerwoni nie
wystrzegali się jednak błędów w defensywie. W 30. minucie wręcz
podręcznikową akcję przeprowadziła Islandia, długi przerzut
trafił do Birkira Bjarnasona, ten wycofał piłkę do Sigurdssona,
ale strzał największej gwiazdy reprezentacji Islandii nieznacznie
minął słupek polskiej bramki.
Jeszcze
przed przerwą Polacy mieli sytuacje, po których mogli doprowadzić
do remisu. W 31. minucie niecelnie uderzał Kamil Grosicki, pięć
minut później z dystansu szczęścia próbował Grzegorz
Krychowiak. Ostatnią dobrą okazję miał Milik, który w 42.
minucie w swoim stylu strzelał lewą nogą sprzed pola karnego.
Żadna z tych prób nie przyniosła jednak rezultatu.
Prawdziwe
emocje w tym spotkaniu rozpoczęły się jednak dopiero po przerwie.
Początek drugiej części gry należał do Polaków. Cztery minuty
po wyjściu z szatni drużyna Adama Nawałki doprowadziła do remisu:
Piotr Zieliński zagrał do ustawionego z prawej strony pola karnego
Kamila Grosickiego, nasz skrzydłowy przyjął piłkę i uderzył
płasko w kierunku bliższego słupka bramki. Po chwili islandzki
bramkarz musiał wyciągać piłkę z siatki.
Minął
kwadrans, a wynik na tablicy świetlnej Stadionu Narodowego zmienił
się na 2:1 dla gospodarzy. W szesnastkę drużyny gości dośrodkował
Łukasz Piszczek, piłka odbiła się od Roberta Lewandowskiego,
minęła Milik i spadła pod nogi Bartosza Kapustki. Młody pomocnik
Cracovii nie bez namysłu oddał strzał, który zaskoczył bramkarza
rywali. Trzeba zaznaczyć, że Kapustka pojawił się na boisku zaledwie
kilkadziesiąt sekund przed zdobyciem gola!
Radość
z pierwszego w tym meczu prowadzenia Polaków nie trwała jednak
długo. Fatalny błąd Szukały sprawił, że Alfred Finnbogason
znalazł się w sytuacji sam na sam ze Szczęsnym – islandzki
napastnik nie zmarnował doskonałej okazji i posłał piłkę do
siatki. Po 69 minutach meczu w Warszawie było 2:2.
O
losach spotkania przesądziły indywidualności. A właściwie jedna
i był to nie kto inny, jak Robert Lewandowski. W 76. minucie
najlepszy polski napastnik świetnie odnalazł się w polu karnym,
wykorzystał potężne zamieszanie i z bliska wpakował piłkę do
islandzkiej bramki.
To
nie był jednak koniec show Lewego. Na dziesięć minut przed końcem
regulaminowego czasu gry Lewandowski po podaniu Krychowiaka znalazł się w polu karnym
gości i mimo asysty jednego z obrońców, w swoim stylu oddał
strzał, z którym nie poradził sobie bramkarz Ogmundur Kristinsson.
Euforia na Narodowym, Polska – Islandia 4:2!
Do
ostatniego gwizdka irlandzkiego sędziego wynik spotkania nie uległ
już zmianie. Reprezentacja Polski podtrzymała bardzo dobrą serię
w potyczkach z Islandią i pokonała innego finalistę Euro 2016.
Kolejny
mecz towarzyski podopieczni Adama Nawałki rozegrają we wtorek we
Wrocławiu. Rywalem Polaków będą Czesi.
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.