Takie spotkania, jak piątkowe starcie Legii z Widzewem, powinny doprowadzać kibiców zgromadzonych na trybunach do skrajnych emocji. Niestety trwający konflikt na linii kibice – Legia powoduje, że wielkie spektakle zamieniają się przy Łazienkowskiej w marne widowiska. Legia po sennym meczu ograła Widzew 1:0.
Po totalnej demolce w Poznaniu kibice warszawskiej Legii spodziewali się, że przy Łazienkowskiej w meczu z Widzewem będą mieli okazję zobaczyć kolejny strzelecki festiwal w wykonaniu piłkarzy Jana Urbana. Tym bardziej, że już po 120 sekundach Daniel Ljuboja oddał mocny strzał z rzutu wolnego, który ostatecznie został sparowany na poprzeczkę przez Dragojevicia.
Mimo obiecującego początku okazało się jednak, że gości e z Łodzi całkiem nieźle radzili sobie w pierwszej połowie w defensywie, przez co ta zakończyła się bezbramkowym remisem. Legia stworzyła sobie wprawdzie jeszcze dwie znakomite okazje, ale najpierw Ljuboja posłał futbolówkę obok słupka, a chwilę później Żyro źle przyjął piłkę, przez co nie był w stanie oddać skutecznego strzału.
Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia gospodarzy. Znakomitą, fantastyczną bramkę w 47. minucie zdobył Jakub Kosecki, który jak tyczki minął trzech defensorów Widzewa i wpakował piłkę do siatki zakładając przy tym siatę Dragojeviciowi. To był znakomity mecz młodego Koseckiego. Kosa imponował szybkością, umiejętnością prowadzenia futbolówki w pełnym biegu i szkoda tylko, że w niektórych sytuacjach brakowało mu dokładności przy otwierających podaniach.
Do końca meczu wyniki nie uległ zmianie, dzięki czemu legioniści dopisali sobie kolejne trzy punkty do ligowej tabeli. Oznacza to, że zespół z Warszawy ma już na koncie 30 punktów. Zmiany lidera po 13. kolejce na pewno więc nie będzie.
W następnej kolejce Legia zagra w niedzielę u siebie z chorzowskim Ruchem. Widzew w sobotę podejmie Koronę Kielce.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.