W pierwszych środowych spotkaniach Ligi Mistrzów Tottenham zremisował z Olympiakosem 2:2, a Club Brugge z Galatasaray 0:0.
Klub z Londynu w poprzednim sezonie zawiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Finał będzie bardzo trudno powtórzyć, ale wyjście z grupy B nie powinno sprawić „Kogutom” większych problemów. Oprócz nich, rywalizują w niej Crvena zvezda, Bayern, a także Olympiakos. To właśnie w Grecji podopieczni Mauricio Pochettino (na zdjęciu)zainaugurowali elitarne rozgrywki.
Londyńczycy, po niepewnym początku, w 26 minucie objęli prowadzenie. Yassine Meriah faulował jednego z rywali pod własną bramką, a sędzia zdecydował się podyktować rzut karny, który na gola zamienił Harry Kane. Gospodarze, którzy nie najgorzej radzili sobie z „Kogutami”, nie zdążyli się otrząsnąć po pierwszym golu, już musieli patrzeć, jak piłka po raz drugi wpada do siatki. Błąd rywali przy wyprowadzaniu akcji wykorzystał Ben Davies, który najpierw przejął piłkę, a potem zagrał ją do Lucasa. Brazylijczyk mocnym uderzeniem podwyższył prowadzenie gości.
Ku zaskoczeniu Tottenhamu, a radości gospodarzy, po kolejnych 30 minutach był remis 2:2. Mathieu Valbuena obsłużył podaniem wbiegającego w pole karne Daniela Podence, który strzelił gola kontaktowego. Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy bliscy szczęścia byli goście, bo piłka znalazła się w siatce dzięki Dele Allemu. Sędzia odgwizdał jednak pozycję spaloną. Po chwili podjął kolejną dobrą dla Olympiakosu decyzję – podyktował rzut karny z faul jednego z obrońców angielskiej drużyny. Karnego na drugiego gola zamienił Valbuena.
Tottenham może żałować, że nie wykorzystał innych stworzonych sytuacji. Teraz czeka go bowiem rywalizacja z dużo bardziej wymagającym rywalem – do Londynu przyjdzie Bayern.
***
W grupie A do gry na początku przystąpili ci, którzy teoretycznie skazani są na walkę o trzecie miejsce. Jakiekolwiek inne rozstrzygnięcie w tej grupie, niż dwa pierwsze miejsca dla PSG i Realu Madryt, będą zaskoczeniem. Club Brugge na własnym obiekcie podejmował Galatasaray i dla obu drużyn mecz ten miał duże znaczenie.
Goście byli częściej przy piłce, ale to gospodarze byli konkretniejsi. Częściej stwarzali sytuacje pod bramką przeciwników. Zabrakło im jedynie skuteczności, bo przy odrobinie szczęścia mogli strzelić nawet kilka goli. Dobre sytuacje mieli m.in. Matej Mitrović i Federico Ricca. Strzał tego drugiego zatrzymał się na poprzeczce.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.