Linetty dla PN: Mieszkałem w internacie, nic mnie nie zaskoczy
Z Lechem Poznań żegnał się kilka razy. Było poważna zainteresowanie Tottenhamu Hotspur, wizyta na mecz Club Brugge i wyczekiwanie na podpisanie kontraktu, wreszcie przeciągający się transfer do Sampodorii genua. Po przeprowadzce do Serie A Karol Linetty udowodnił, że polski piłkarz za granicą, i to w silnej lidze, wcale nie potrzebuje długich miesięcy na aklimatyzację i przekonanie do swoich umiejętności.
Karol Linetty bardzo szybko zaaklimatyzował się we Włoszech
– Jedenaście meczów w pierwszym składzie w dwunastu kolejkach Serie A, podstawowy plac w pucharze kraju. Nie potrzebowałeś dużo czasu na aklimatyzację w Genui. – Bardzo pomaga mi moja dziewczyna Wioletta. Wokół transferu do Sampdorii było trochę nerwów i stresu. Ale kiedy już podpisałem kontrakt i wyszedłem na pierwszy trening, czułem się bardzo dobrze. Chłopaki w szatni przyjęli mnie życzliwie, atmosfera jest fajna, a we Włoszech żyje się fantastycznie. Wiem co chcę osiągnąć, jestem na drodze do tego, dlatego nie pozostaje mi nic więcej jak dalej się rozwijać i gonić za marzeniami. Sampdoria to profesjonalny klub dlatego po przyjeździe zostałem oddany w ręce pracownika, który pomógł mi załatwić wszystkie formalności i do minimum ograniczył zamieszanie ze znalezieniem mieszkania. Znalazłem już grupę znajomych w Genui, mamy kontakt po treningach i meczach, dzięki czemu nie siedzę zamknięty w czterech ścianach. W drużynie zdecydowana większość chłopaków mówi po angielsku, dlatego nie mam żadnego problemu z komunikacją. Poprosiłem już o lekcje włoskiego, uczę się od kilku tygodni, żeby nie mieć jakichkolwiek barier. Nauczycielem jest Polak, jestem zadowolony z postępów. Kiedy czegoś nie rozumiem na treningu po prostu proszę, żeby zostało mi wytłumaczone jeszcze raz. Nikt nie ma z tym problemu. Kiedy jesteśmy gdzieś z drużyną, nie muszę się wstydzić i sobie radzę. Potrafię złożyć zamówienie w restauracji, poprosić danie bez składnika, którego nie lubię. Dzięki takim małym rzeczom łatwiej mi funkcjonować w zespole.
(…)
– Coś cię zaskoczyło w Genui? – W Poznaniu tyle lat mieszkałem w internacie, że naprawdę nic mnie w życiu nie może zaskoczyć. Do wyjazdu zagranicę przygotowywałem się od dłuższego czasu, wiedziałem czego mogę się spodziewać. Rozmawiałem z bardziej doświadczonymi piłkarzami, moimi doradcami, i minimalizowałem ryzyko tego, że zamiast na piłce będę musiał się skupić na urządzaniu życia na nowo. We Włoszech zdziwiła mnie tylko długość trwania sjesty. Dla mnie, przyzwyczajonego do obiadu około 14, zanim nauczyłem się zwyczajów kilka razy naciąłem się na przerwę. Podobnie w sklepie z elektroniką. Poszliśmy z dziewczyną i akurat trafiliśmy w czas sjesty. To ciekawostka, bo we Włoszech żyje się świetnie. Kiedy jest tyle słońca, człowiek cały się uśmiecha, żyje się łatwiej. Ludzie są mniej spięci, korzystają z życia, wszystko toczy się wolniej. W Polsce wszyscy są zabiegani. – Jak transfer wpłynął na twoją pozycję w kadrze? – Na plus. Jestem bardziej pewny siebie, w górę poszły też umiejętności.
(…)
Cały wywiad można znaleźć w nowym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”