Nieuchronnie nadchodzi druga era braci Inzaghich. Znani z boisk napastnicy coraz lepiej radzą sobie w rolach trenerów.
TOMASZ LIPIŃSKI
Co prawda na razie tylko drużyn Primavera (rocznik 1996 i młodsi), ale sukcesy osiągają konkretne. W lutym Filippo wygrał z Milanem prestiżowy międzynarodowy turniej w Viareggio. Natomiast niedawno Simone zdobył z Lazio Puchar Włoch. Niedługo powalczą – niewykluczone, że w samym finale – o ligowy tytuł w tym sezonie.
O obu ich zwierzchnicy wypowiadają się w samych superlatywach i widzą przed nimi świetlaną przyszłość. Prawdopodobnie gdyby głos decydujący należał do Adriano Gallianiego, to Superpippo zostałby następcą Massimiliano Allegriego. Silvio Berlusconi postawił na Clarence’a Seedorfa. Jednak włodarze Milanu nie pozwolili początkującemu trenerowi odejść do Sassuolo, gdzie miał zastąpić zdymisjonowanego pod koniec stycznia Eusebio di Francesco. Z kolei Claudio Lotito stał za tym, żeby to młodszy z braci objął drugi co do ważności zespół w klubie, choć z Alberto Bollinim Lazio w 2013 roku zdobyło mistrzostwo Włoch juniorów.
Jako piłkarz Superpippo osiągnął wszystko, być może nawet więcej niż zasługiwał. Simone wprost odwrotnie, miał dość, na pewno nie mniej talentu od brata, żeby jego najpiękniejsze wspomnienia z kariery nie ograniczyły się tylko do scudetto z 2000 roku. Pierwszy miał wielką determinację i nigdy niezaspokojony apetyt na kolejne gole – być może najbrzydsze na świecie, ale często bardzo ważne i przede wszystkim strzelane z niesamowitą regularnością. Drugi zbyt wcześnie spoczął na laurach. Nie miał charakteru zwycięzcy.
Który z nich ma ciekawsze perspektywy i lepsze papiery na szkoleniowca dużej klasy – za wcześnie, żeby oceniać. Na pewno Filippo, tak jak w czasach piłkarskich, częściej ponosi temperament i nie oszczędza sędziów, którzy aż trzykrotnie karnie odsyłali go z ławki rezerwowych.
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika „Piłka Nożna”! Już w kioskach!