Lipiński o nowym selekcjonerze reprezentacji Włoch
Był jedynym poważnym kandydatem na miejsce zwolnione po mistrzostwach świata przez Cesare Prandellego, ale to nie znaczy, że jego wybór nie wzbudził kontrowersji. Głównie z tego powodu, kto go wybrał.
Kiedy 24 czerwca Urugwaj zamknął Italii drogę do 1/8 finału mistrzostw świata i przedwcześnie odesłał do domu, do dymisji podali się Giancarlo Abete i Cesare Prandelli. Pierwszy stał na czele włoskiej federacji piłkarskiej (FIGC) od 2007 roku, drugi brał odpowiedzialność za wyniki drużyny narodowej przez ostatnie cztery lata.
(…)
Jeśli przy wyborach prezydenckich można dyskutować, czy wygrał najlepszy kandydat, tak w przypadku selekcjonera nie ma żadnej wątpliwości. Conte wzniósł Juventus na ligowe wyżyny i zostawił na niedostępnym dla innych poziomie. Bez dwóch zdań najlepszy fachowiec pracujący w Serie A. Pracoholik, perfekcjonista, kat, urodzony zwycięzca. Z drugiej strony – wierny poddany Starej Damy. Z nią utożsamiany, jako piłkarz i trener, z nią odnosił największe sukcesy. Jako trener bianconerich przyjął na siebie rolę piorunochronu, który zbierał większość gromów, które czekały na Juventus wszędzie poza własnym stadionem. Powiedzieć, że go nie lubili, to mało powiedzieć. On jednak nie zabiegał o niczyje względy, nie starał się przypodobać. Był sobą i robił swoje. Lubić go nie musieli, ale szanować za wyniki już tak. Takie samo motto powinno mu przyświecać w pracy z reprezentacją. 4 września zadebiutuje z Holandią w Bari (gdzie akurat go kochają), pięć dni później z Norwegią w Oslo rozpocznie eliminacje Euro 2016.
Tomasz Lipiński
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!