Lipiński o Serie A: Powrót znikąd napastnika Sampdorii
Jeśli uznać, że Mario Balotelli to mister Hyde włoskiego futbolu, doktorem Jekyllem jest Stefano Okaka Chuka.
TOMASZ LIPIŃSKI
Mają tyle wspólnego, że właściwie można by ich uznać za jedną osobę. Afrykańskie pochodzenie i włoskie paszporty, rodziców emigrantów ledwo wiążących koniec z końcem na obczyźnie, wczesne piłkarskie początki i etykietkę wielkich talentów – z dzisiejszej perspektywy bardziej lub mniej niespełnionych. Urodzili się pod tym samym znakiem zodiaku, jest między nimi tylko rok różnicy. I jeszcze na dodatek żyją w przyjaźni.
Smart kontra ferrari Z drugiej strony dzieli ich przepaść. Mario uwielbia pławić się w luksusie i obnażać przed światem w mediach społecznościowych, co zupełnie nie pasuje do rodzinnego i zdumiewająco nieśmiałego Stefano, który jeśli poza boiskiem rzuca się w oczy, to w sympatyczny i akceptowalny sposób. Kiedy Mario rozbija się po włoskich i brytyjskich drogach kosmicznym ferrari, jego alter ego porusza się smartem, choć trudno uwierzyć, jak człowiek takich rozmiarów może się w nim zmieścić. Można zostać przy tym motoryzacyjnym porównaniu, bo oni są jak smart i ferrari. I właśnie teraz samochód-gadżet wyprzedził demona prędkości.
Z perspektywy reprezentacji Włoch świat bez Balotellego wcale nie jest taki zły. Po wtopie na mistrzostwach świata w Brazylii nowy selekcjoner Antonio Conte powołał go tylko raz: na ostatni tegoroczny mecz eliminacyjny z Chorwacją. Jednak kontuzja przedwcześnie zawróciła napastnika City do Manchesteru. Przy poprzednich okazjach Conte świadomie pomijał Mario, od którego kompletnie odkleił się przedrostek super, i stawiał na młodych lub gniewnych. Oni wprawdzie mogliby czyścić trofea w szafie (jeśli taką posiada) Balotellego, ale w błękitnych szatach prezentowali się z fasonem. W ten sposób Italia jednego kapryśnego króla pola karnego zastąpiła trzema królewiczami. Pierwszy na scenę wkroczył Simone Zaza z Sassuolo, który w Oslo zaczął strzelanie w tych eliminacjach. Następny był Graziano Pelle z Southampton – ojciec wyjazdowego zwycięstwa nad Maltą. Na trzeciego przyszła pora w listopadowym towarzyskim spotkaniu z Albanią.
18 listopada 2014 roku Okaka zadebiutował, zmieniając w 65 minucie Sebastiana Giovinco, zdobył bramkę w 82 minucie (część statystyków obstaje przy samobójczym trafieniu Salihiego) i to tamtego dnia jego smart połknął ferrari Balotellego. Niemal dokładnie 10 lat – bez jednego miesiąca od debiutu w Serie A i mniej więcej 10 miesięcy po drugich narodzinach.
Zabłąkany Do Romy polecił go Zbigniew Boniek. Prawdopodobnie zobaczył w jakimś meczu juniorów Cittadelli, niedużego miasta położonego między Wenecją a Weroną. Nasz człowiek w Rzymie zasięgnął głębiej języka i uznał, że warto młodym napastnikiem zainteresować Bruno Contiego, odpowiedzialnego za sektor młodzieżowy. Był rok 2004, kiedy Okaka Chuka znalazł się w Romie. Zamieszkał w internacie w ośrodku treningowym w Trigorii. Przeprowadził się tam razem z rodzicami, którym klub zapewnił pracę. Matce w jednej z okolicznych restauracji i w szkole w roli woźnej, a ojcu w rzeczonym internacie, gdzie jego obowiązki polegały na budzeniu chłopców, odwożeniu i przywożeniu ze szkoły. Państwo Okaka mają jeszcze dwoje dzieci: starszego syna Carlo i córkę Stefanię, bliźniaczkę Stefano, która zawodowo uprawia siatkówkę. (…)
Cały artykuł w najnowszym numerze tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!