Kto na gwałt kupuje i wypożycza w styczniu, ten zawalił letnią sesję transferową i choćby stawał na głowie, to straconego czasu nie nadrobi – tego uczy historia zimowego mercato. Wyjątki tylko potwierdzają regułę.
To, co dzieje się pierwszego miesiąca każdego roku, trochę przypomina burzę w szklance wody. Oczywiście ruch w interesie musi być, który jednak bardziej przypomina ruchy pozorne.
Na chybił trafił
W mnogości i chaosie wymian, wypożyczeń i coraz rzadziej zakupów gotówkowych trudno się połapać, tym bardziej że one wszystkie dotyczą w przeważającej części piłkarzy drugorzędnych. Zazwyczaj tylko w specyficznych zimowych warunkach wywołują szum medialny, latem przeszłyby bez takiego echa.
Weźmy pod lupę styczniowe nabytki sześciu najmocniejszych włoskich klubów z 2014 roku. Juventus wziął Argentyńczyka Pablo Osvaldo, kadrę Romy powiększyli Brazylijczycy Rafael Toloi i Michel Bastos oraz Belg Radja Nainggolan, Napoli ściągnęło Algierczyka Faouziego Ghoulama, Brazylijczyków Jorginho i Henrique, Inter kupił Danilo D’Ambrosio, Brazylijczyka Hernanesa i wypożyczył Argentyńczyków Ezequiela Schelotto i Rubena Bottę, do Milanu trafili Francuz Adil Rami, Ghańczyk Michael Essien, Japończyk Keisuke Honda i Marokańczyk Adel Taarabt, wreszcie Fiorentina pozyskała Francuza Mobido Diakite, Brazylijczyka Andersona i Alessandro Matriego.
Z 18 nazwisk co najwyżej przy czterech można postawić mały plus, a tylko jeden transfer okazał się strzałem w dziesiątkę. Chodzi oczywiście o Nainggolana. Natomiast w innych klubach: ligowych średniakach i słabeuszach, które zwłaszcza w styczniu idą na ilość kosztem jakości, procent celnych transferowych strzałów jest jeszcze niższy (coś na zasadzie na chybił trafił). Większość piłkarzy sprowadzonych w styczniu przemyka przez swoje nowe kluby jak meteory. Poza tym, że byli, nic więcej nie da się o nich powiedzieć.
(…)
Tomasz Lipiński
Cały artykuł w najnowszym numerze tygodnika „Piłka Nożna”! Już w kioskach!