Listkiewicz broni Marciniaka. I uderza w Kowalczyka: To jest nieakceptowalne!
Szymon Marciniak znalazł się pod ostrzałem krytyki po meczu Inter – Barcelona (4:3) w półfinale Ligi Mistrzów. – Udźwignął ciężar gatunkowy tego spotkania – mówi "PN" Michał Listkiewicz.
Inter po szalonym meczu pokonał w rewanżu 4:3 Barcelonę i awansował do finału Ligi Mistrzów. Na Giuseppe Meazza nie brakowało kontrowersji. Sędzia Szymon Marciniak miał sporo pracy.
– Szymon ma albo szczęście, albo pecha, że w większości jego meczów są jakieś kontrowersje, ale to nie wynika z jego złych decyzji, tylko z tego, że dostaje mecze takiej rangi, o takiej skali trudności – mówi Michał Listkiewicz, były sędzia międzynarodowy, w rozmowie z „PN”.
Pierwsza sytuacja sporna miała miejsce w 26. minucie, przy stanie 1-0 dla Interu, kiedy to Francesco Acerbi upadając na ziemię, dotknął piłki ręką w polu karnym. Piłkarze Barcelony domagali się rzutu karnego. Marciniak nie dopatrzył się jednak nieprzepisowego zagrania, podobnie zresztą jak VAR, który podtrzymał jego decyzję.
– Hiszpanie chyba nie doczytali przepisów. To się zmieniło. Jeśli jest rykoszet od innej części ciała w rękę, która jest w miarę naturalnie ułożona, przecież przy upadaniu zawodnik nigdy nie będzie na baczność z rękami wzdłuż ciała… Prawidłowa decyzja Szymona i VAR – ocenił Listkiewicz.
W 70. minucie, przy stanie 2-2, Marciniak początkowo wskazał na wapno po faulu Henricha Mkhitarayana na Laminie Yamalu, lecz przy udziale VAR ostatecznie odwołał jedenastkę i podyktował rzut wolny tuż przed szesnastką. Listkiewicz nie ma wątpliwości, że to był słuszny werdykt.
– VAR ma do dyspozycji tak wiele kamer, że w zasadzie tylko oni wiedzą, jak było na sto procent. My w telewizji, nawet na powtórkach, mamy ujęcia tylko z kilku kamer. Nie można mieć do Szymona pretensji, że podyktował rzut karny, ani do VAR-u, że interweniował. Przepisy mówią jasno, że przy faulu liczy się pierwsze kopnięcie, a nie skutek późniejszy. Szymon to zresztą świetnie sprzedał, kiedy uniósł dwa palce do góry i pokazał wyraźnie, że to były centymetry różnicy – stwierdził Listkiewicz.
O Szymonie Marciniaku zrobiło się głośno już po końcowym gwizdku. Hansi Flick, trener Barcelony, wypalił, że „każda sytuacja 50 na 50 była gwizdana na korzyść Interu”. W podobnych tonach wypowiedział się Pedri, mówiąc, że „UEFA powinna przyjrzeć się temu sędziemu”.
Michał Listkiewicz nie dziwi się taki głosom z obozu Barcelony. Jednocześnie odniósł się do wpisu Wojciecha Kowalczyka na platformie X. – Trudno mieć pretensje do hiszpańskiej prasy, trenera, czy zawodników – to jest rozgoryczenie i emocje po porażce. Wojciech Szczęsny zachował się z klasą, mówiąc, że nie będzie szukał usprawiedliwienia w sędziowaniu i że należy patrzeć w pierwszej kolejności na siebie. Wielka klasa, w przeciwieństwie do innego Wojtka, czyli Kowalczyka. To, co on wyczynił, to jest nieakceptowalne, żeby facet – były reprezentant Polski i ekspert piłkarski – pozwalał sobie na publiczne mówienie o „sprzedajnych kurw…”. To wyklucza możliwość rozmowy z nim na jakikolwiek temat. Na takim poziomie się nie da – powiedział.
Zdaniem Michała Listkiewicza, arbiter z Płocka udźwignął ciężar gatunkowy tego spotkania. – Potwierdził, że jest mistrzem zarządzania, trzymania dyscypliny, człowiekiem charyzmatycznym. Za wczorajszy mecz dałbym mu piątkę – podsumował.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.
Kowal to stary pijak, kogo obchodzi jego zdanie?