Pod koniec ubiegłego tygodnia ogłoszono, że prokuratura wniosła przeciw byłym sternikom PZPN, na czele z poprzednim prezesem związku Michałem Listkiewiczem akt oskarżenia w zadawnionej sprawie przekazania środków pieniężnych przez futbolową centralę klubowi Widzew Łódź. Co ciekawe, fakt, że dochodzenie znajdzie wreszcie finał na wokandzie bardziej ucieszyło niż zmartwiło poprzedniego szefa piłkarskiego związku.
– Trochę jestem tyko zdziwiony, że akurat tej sprawie nadano taki rozgłos. Oczywiście prokuratura jest od tego, żeby stawiać zarzuty, ale to sądy są po to, aby je podtrzymywać lub odrzucać. Więc z nagłaśnianiem można się było wstrzymać do ostatecznego wyroku tej drugiej instytucji – mówi „PN” Listkiewicz, który obecnie przebywa w roli obserwatora UEFA w Gruzji, dokąd poleciał bezpośrednio z Kongresu UEFA w Stambule.
– I to z dwóch powodów. Sprawa jest stara, sprzed 12 lat, prokuratura zaczęła ją badać dopiero przed czterema laty, a ja tak naprawdę nie mam z nią nic wspólnego. Jestem niewinny, bo jedynym grzechem, który popełniłem, było zasiadanie na fotelu prezesa PZPN. W Polsce bardzo chętnie zresztą stawia się zarzuty, a potem uniewinnia ludzi, czego chodzącymi dowodami są byli prezesi związku siatkarskiego Janusz Biesiada, narciarskiego Paweł Włodarczyk czy biznesmen Roman Kluska. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że kilku niechętnych mi ludzi zatarło ręce z radości, gdy usłyszeli tę informację, ale nie mam wątpliwości, że po wyroku sądu będą rozczarowani.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.