Kiedy krajowa piłka przeżywa kryzys, potrzebna jest strategia i długofalowe działania. Litwini przekonali się, że nawet to nie jest gwarancją sukcesu. Po kilkunastu latach funkcjonowania zamknęli projekt, którego założeniem było szkolenie i dostarczanie piłkarzy do reprezentacji. Kolejnym pomysłem na wyjście z marazmu jest współpraca z Anderlechtem i czerpanie wzorców z Belgii.
Grający od dziesięciu lat w drużynie narodowej Arvydas Novikovas w 2018 roku został wybrany najlepszym piłkarzem na Litwie. To jeden z nielicznych tamtejszych piłkarzy cieszący się niezłą renomą zagranicą. Futbolowy kryzys na Litwie jest potworny.
Ostatnia dekada to dla litewskiego futbolu niemal nieustanne pikowanie. Jeszcze w 2010 roku Litwa zajmowała 55. miejsce w rankingu FIFA, a dwa lata wcześniej ocierała się nawet o pierwszą pięćdziesiątkę. Wystarczyło siedem lat, by spaść niemal o sto lokat, na 149. miejsce w 2017 roku. W ostatnim notowaniu została sklasyfikowana na 131. pozycji, między Rwandą a Komorami. Na zwycięstwo w meczu o stawkę Litwa czeka już trzy i pół roku. Ostatnie odniosła w 2016 roku, wygrywając 2:0 z Maltą w eliminacjach mistrzostw świata 2018, które zakończyła na przedostatnim miejscu w grupie. Bilans (zwycięstwo i trzy remisy) wyglądał jednak całkiem dobrze w porównaniu z kolejnymi eliminacjami, tym razem mistrzostw Europy. Ich finał był beznadziejny: ostatnie miejsce w grupie, jeden punkt zdobyty w ośmiu meczach.
EKSPORT JAKO ODZWIERCIEDLENIE
Problemy rzucają się cieniem na eksport litewskich piłkarzy, których próżno szukać w czołowych ligach Europy. Na ostatnie zgrupowanie kadry narodowej zostało powołanych dwóch graczy występujących w Niemczech: Markus Palionis i Benas Satkus. Pierwszy gra jednak na drugim poziomie rozgrywek (Jahn Regensburg), zaś drugi to 19-latek, który póki co terminuje w drużynach młodzieżowych 1. FC Nuernberg.
Odczuwa to również… Ekstraklasa. W polskiej lidze przyzwoicie radzi sobie Arvydas Novikovas (Legia). Jakiś czas temu gole dla Górnika Łęczna i Jagiellonii Białystok strzelał Fedor Cernych (obecnie kapitan reprezentacji), ale postaci takich jak oni bądź Darvydas Sernas, Andrius Skerla lub Mindaugas Panka – Litwinów, którzy stanowili o sile polskich drużyn – jest coraz mniej. Owszem, nasze kluby wciąż sięgają na tamtejszy rynek, ale większość ruchów okazuje się niewypałami.
Donatas Kazlauskas przychodził do Lechii Gdańsk jako młodzieżowy piłkarz roku na Litwie i reprezentant kraju. W Ekstraklasie rozegrał jeden mecz, po czym odesłano go na wypożyczenie do pierwszoligowej Olimpii Grudziądz. Tam też się nie przebił. Rok temu uznawany za jeden z największych talentów na Litwie Justinas Marazas odbił się od Wisły Płock. O zawodnikach takich jak Dziugas Bartkus, Edvinas Girdvanis, Justas Lasickas czy Evaldas Razulis – wszyscy w ciągu kilku ostatnich lat przewinęli się przez naszą ligę – mało kto pamięta.
WYGASZONY PROJEKT
Futbolowe dyskusje na Litwie jeszcze do niedawna toczyły się wokół jednego, fundamentalnego pytania: co zrobić, żeby w końcu było lepiej? Odpowiedzią na zapotrzebowanie na dobrze wyszkolonych zawodników, którzy z czasem mieli odmienić oblicze reprezentacji, miała być Narodowa Akademia Piłkarska (Nacionaline Futbolo Akademija). Zlokalizowana w ponad trzystutysięcznym Kownie (drugie po Wilnie miasto kraju pod względem liczby mieszkańców) miała stać się krajową kuźnią talentów. Schemat był prosty: po serii naborów wyselekcjonowana została grupa młodych zawodników, którzy zamieszkali w centrum treningowym młodzieżowego ośrodka szkoleniowego oraz wydziału technicznego LFF. Razem trenowali, regularnie poddawani byli ocenom, z czasem zostali też zgłoszeni do rozgrywek ligowych jako drużyna. Pieczę nad całością sprawowała federacja. To tak, jakby PZPN powołał do życia własną szkółkę.
Nikt nie oczekiwał natychmiastowych efektów. Proces miał trwać latami i prowadzić na szczyt: do dorosłej reprezentacji. O ile kilku wychowanków faktycznie przebiło się do drużyny narodowej (choćby wspomniany Kazlauskas), to w szerszej perspektywie efekty okazały się niezadowalające i nie odmieniły oblicza krajowego futbolu. Coś musiało być nie tak, jeśli młody piłkarz, będący już po debiucie w reprezentacji, potrafił zrezygnować z dalszej kariery, by rozpocząć pracę jako… informatyk. To historia Simonasa Stankeviciusa, którego w 2014 roku mogliśmy oglądać na Stadionie Narodowym w meczu z Polską. W reprezentacji wystąpił 10 razy, a dziś nie gra już profesjonalnie w piłkę.
Wyszło na to, że nawet długofalowe działania nie są gwarancją sukcesu. Litewskie media pisały wprost, że koszt utrzymania zawodników, sztabu i personelu jest nieproporcjonalny do wyników. Oczekiwano czegoś więcej. Nie piłkarzy, którzy osiągną dotychczasowy poziom, ale takich, którzy zdecydowanie go przeskoczą. W zeszłym roku nowe władze związku zdecydowały się zakończyć projekt. Obiekty nadal stoją, akademia istnieje, ale nie jest już prowadzona przez federację.
– Przejął ją klub sportowy Be1, który wcześniej przez trzy lata zajmował się szkoleniem lekkoatletów, nawet z kwalifikacjami olimpijskimi – mówi Daniel Okuniewski, który od czerwca ubiegłego roku pracuje w akademii funkcjonującej teraz pod nazwą Nacionaline Futbolo Akademija Be1. Pochodzący z Biskupca w województwie warmińsko-mazurskim trener pełni funkcję dyrektora do spraw operacyjnych i szefa szkolenia bramkarzy.
Decyzja o rezygnacji z prowadzenia związkowej akademii zbiegła się ze zmianami w strukturze federacji. Dyrektorem technicznym LFF został Belg Patrick de Wilde. Pochodzenie okazało się kluczowe, bo związek ogłosił również nawiązanie współpracy z Anderlechtem. Belgowie udostępnili autorski program „In Youth We Trust” opracowany komercyjnie z myślą o klubach, akademiach i federacjach z całego świata.
– To pierwszy znaczący punkt zwrotny w rozwoju litewskiego futbolu młodzieżowego – mówił przy podpisywaniu umowy Tomas Danilevicius, prezes federacji. Kluby otrzymały model gry i szkolenia, definiujący cały proces wychowania młodego zawodnika. Docelowo ma zrównoważyć u litewskich zawodników proporcje między fizycznością a techniką, które dziś mocno skłaniają się w stronę pierwszego aspektu. Równolegle funkcjonuje elektroniczna platforma mająca za zadanie ułatwić prowadzenie akademii, planowanie pracy trenerów i ocenę postępów. Wszystko pod ścisłym nadzorem Belgów, którzy na bieżąco opiniują działania i zachodzące zmiany.
POZA STREFĄ KOMFORTU
– Na Litwie brakowało narodowego systemu, który obejmowałby wszystkie etapy szkolenia. Nie wydaje mi się, żeby na miejscu znalazł się ktoś, kto sam mógłby opracować taki program. Ten z Anderlechtu jest łatwy do wprowadzenia, więc reakcja środowiska była pozytywna. Można nawet powiedzieć, że zapanował hurraoptymizm, przecież jest różnica między całkowitym brakiem systemu a posiadaniem go i to z dobrego źródła. Federacja nie stawiała ograniczeń, mógł go wprowadzić każdy zainteresowany klub. Zgłosiło się osiemnaście – mówi Okuniewski.
Jego akademia akurat nie zdecydowała się na skorzystanie z belgijskiego modelu, kontynuuje pracę według własnej filozofii. Początek nowego programu De Wilde nazwał wyjściem ze strefy komfortu. Przed inauguracją przeprowadzony został audyt, który wykazał szereg problemów. Wskazywano między innymi na trenerów młodzieży. Z jednej strony to osoby młode i bez doświadczenia, z drugiej – starsze, niezbyt przychylnie nastawione do zmian czy innowacji, hołdujące podejściu do treningów na zasadzie „macie piłkę, pograjcie sobie”. To przekładało się na niską jakość szkolenia, które na domiar złego prowadzone było bez żadnej konkretnej, spójnej wizji. Trudno więc, by efekty były pozytywne. Wskazywano również na słaby proces selekcji w najmłodszych kategoriach wiekowych oraz problemy z infrastrukturą, w tym niską dostępność boisk. Koniec końców wszystko sprowadza się do jednego: chęci i otwartości na wprowadzenie zmian, budujących silne fundamenty. Bo żeby coś zmienić, nie wystarczy książka z zagranicy ze spisanymi złotymi myślami. Choćby były najlepsze, nie zaczną funkcjonować same, bez odpowiedniej pracy wykonanej przez całe środowisko.
– Zdarzało się, że zimą niektóre akademie przestawały pracować. Dzieci od grudnia do marca po prostu nie trenowały. Czasami chodziło o brak boiska, a czasami po prostu o to, że jego właściciel w ogóle nie pomyślał, by na zimę przygotować je do użytku – mówi Okuniewski. – Każdy chce grać w piłkę, ale na Litwie nie wszędzie można w nią grać. To przykre, bo dzięki ogromnej popularyzacji w całej Europie niedawno piłka po raz pierwszy w historii przegoniła tu pod względem popularności koszykówkę. Faktycznie widać większe zainteresowanie wśród dzieci – dodaje.
PATRZĄ NA POLSKĘ
Wzorce czerpane są również z Polski. Litwini zaadaptowali u siebie program na wzór naszego Pro Junior System, który premiuje finansowo kluby wystawiające do gry młodych zawodników. Obowiązuje on tam w trzech najwyższych klasach rozgrywkowych. Zasady są podobne, diametralnie różnią się jednak finanse. O ile u nas w samej Ekstraklasie do podziału jest ponad 8 milionów złotych, tak na Litwie wszystkie trzy poziomy rozgrywek dzielą między siebie 150 tysięcy euro. W 2019 roku (liga gra systemem wiosna-jesień) najlepsza okazała się drużyna Żalgirisu Kowno, która zainkasowała 23,5 tysiąca euro. W przeliczeniu na złotówki to niewiele ponad 100 tysięcy. Konkurencja nie była duża, bo na najwyższym szczeblu zagrało jedynie osiem zespołów. W tym roku będzie ich jeszcze mniej – sześć. Gdzie tkwi problem? Tam gdzie zawsze, w portfelu. Niewiele klubów stać na grę na najwyższym poziomie. Wygląda to dość zabawnie w konfrontacji z niedawnymi planami, by rozszerzyć ligę do dwunastu zespołów.
Nacionaline Futbolo Akademija Be1 – mimo że nie korzysta z belgijskiego programu – pokazuje, że spójna, systematyczna i prowadzona według konkretnej myśli przewodniej praca z młodzieżą dość szybko może przynieść pierwsze, chociaż na razie jeszcze drobne efekty.
– Mamy stu zawodników, w tym szesnastu, którzy grają w reprezentacjach młodzieżowych. Skauci zaczynają się interesować rynkiem litewskim, o naszych piłkarzy pytają znane kluby. Sporting Lizbona, Inter Mediolan, SPAL, Atalanta, Horsens z Danii – wymienia Okuniewski. Wiadomo, że zaproszenie na testy nie oznacza jeszcze transferu, z kolei pojedynczy transfer nie zmieni obrazu krajowego futbolu. Widać jednak, że ziarno pomalutku zaczyna kiełkować.
– Nie potrafię odpowiedzieć, czy efekty nowych działań są już widoczne na boiskach, ale widać, że inne akademie, które korzystają z pomocy Anderlechtu, pod kątem organizacyjnym zaczynają funkcjonować coraz lepiej – mówi Okuniewski. – Litwa ma duży potencjał do wprowadzania zmian i nowych myśli szkoleniowych. Coś się ruszyło, trenerzy zaczęli szukać rozwiązań, patrzeć, co jest za rogiem, otwierać się na nowe pomysły – dodaje. Kluczowe dla rozwoju nowego przedsięwzięcia będą pierwsze trzy lata. One pokażą, czy metody zaczerpnięte z zagranicy przyniosą lepsze rezultaty niż centralna akademia. Pocieszeniem – choć marnym – jest fakt, że gorzej już nie będzie. Przynajmniej na poziomie reprezentacyjnym.
MATEUSZ SOKOŁOWSKI
TEKST UKAZAŁ SIĘ W 12 TEGOROCZNYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.
On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.
Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji
Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.
Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce
Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.