Liverpool FC nadal na zwycięskiej ścieżce. The Reds odnieśli czwartą wygraną w tym sezonie, pokonując w sobotni wieczór Burnley (3:0)
Sadio Mane był jednym z bohaterów meczu z Burnley (fot. Reuters)
Mimo wczesnej fazy sezonu, fachowcy na Wyspach nie mają wątpliwości, że tak jak w poprzedniej kampanii, kwestia mistrzostwa kraju rozstrzygnie się pomiędzy Liverpoolem i Manchesterem. A skoro Obywatele wygrali swój mecz w sobotnie popołudnie, to należało z ciekawością spoglądać na Turf More, by przekonać się jak w tym wyścigu dwóch koni odpowiedzą piłkarze The Reds.
Drużyna Juergena Kloppa była oczywiście faworytem do zgarnięcia trzech punktów, jednak na stadionie Burnley nikomu nie gra się łatwo i można było w ciemno zakładać, że gospodarze postawić wicemistrzowi Anglii bardzo trudne warunki.
Od pierwszych minut to Liverpool dominował jednak na boisku i prowadził grę, a chociaż goście nie szturmowali bramki rywali z jakąś niespotykaną zaciekłością, to okazje bramkowe stwarzali. Najlepsze miał Mohamed Salah, którego mocny strzał na słupek zdołał sparować Nick Pope i także w drugiej sytuacji bramkarza Burnley zdołał uprzedzić Egipcjanina.
Przyczajeni The Clarets potrafili się odgryźć. Znakomicie w polu karnym Liverpoolu znalazł Chris Wood, który zwiódł obrońcę i oddał płaski strzał. Na posterunku był jednak Adrian, który spisał się bez zarzutu.
Wynik został ostatecznie otworzony w 32. minucie. To właśnie wtedy na dośrodkowanie z prawej strony boiska zdecydował się Trent Alexander-Arnold. Piłka zapewne byłaby rzucona na walkę o strzał głową, jednak wcześniej odbiła się ona od Wooda i całkowicie zmieniła tor swojego lotu, wpadając za kołnierz Nicka Pope’a. Kuriozalna bramka.
Liverpool poszedł za ciosem, wykorzystując katastrofalny błąd Bena Mee. Roberto Firmino wypuścił na pozycję Sadio Mane, a ten znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem i po prostu nie mógł się pomylić. Kilka minut, które wstrząsnęły Burnley i zasadniczo przesądziły o losach rywalizacji.
W drugiej połowie na Turf More nie byliśmy już świadkami większych emocji. Miejscowi nie mieli argumentów, by odpowiedzieć rywalowi, natomiast Liverpool mając korzystny wynik nie forsował już tempa i szukał swoich okazji na dołożenie kolejnych goli w szybkich wypadach.
50 – Roberto Firmino has become the first Brazilian to score 50 Premier League goals; he is the 9th player to reach the milestone for Liverpool – no other club has had more (level with Man Utd). Bullseye. pic.twitter.com/IsXUVeAwjf
Mecz został definitywnie zamknięty w 80. minucie. Szarżujący Salah wypuścił sobie zbyt daleko piłkę i zanim do niej dopadł, uprzedził go Roberto Firmino, który huknął sprzed pola karnego i zmusił Pope’a do trzeciego kapitulacji. Jak się okazało, było to już pięćdziesiąte trafienie Brazylijczyka w Premier League.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.