Nie zobaczyliśmy ani jednego gola w pierwszym meczu 36. kolejki Premier League. Liverpool zremisował bezbramkowo ze Stoke City i poważnie ograniczył swoje szanse na wicemistrzostwo kraju.
Juergen Klopp tym razem nie miał powodów do zadowolenia (fot. Łukasz Skwiot)
Liverpool czeka za kilka dni rewanżowe spotkanie z Romą w półfinale Ligi Mistrzów i wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji Juergen Klopp postawi wszystko na starcie we Włoszech i podczas meczu ze Stoke City da odpocząć swoim liderom. Nic z tego. Niemiec posłał do boju Mohameda Salaha, Roberto Firmino oraz Jordana Hendersona, licząc zapewne na to, że dzięki ich obecności na boisku uda się stosunkowo szybko przesądzić o losach zawodów. Błąd.
Piłkarze Stoke wcale nie przyjechali na Anfield po to, by zebrać swoje i wrócić do domów z podkulonymi ogonami. Podopieczni Paula Lamberta rozpaczliwie walczą o utrzymanie w Premier League i każdy punkt (a najlepiej trzy punkty) są dla nich niczym haust powietrza dla tonącego. I chociaż pod względem czysto sportowym goście zdecydowanie ustępowali miejscowym, to gdy trzeba było podjąć walkę, to w niczym przeciwnikowi nie ustępowali.
Na boisku lepiej prezentowali się oczywiście gracze Liverpoolu, którzy w pierwszej połowie stworzyli sobie kilka niezłych okazji. Zdecydowanie najlepszą zmarnował Salah, który po znakomitym podaniu z głębi pola znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Egipcjanin chciał go pokonać sprytnym lobem, ale skierował piłkę obok słupka.
Kolejną „setkę” zmarnował Trent Alexander-Arnold, który otrzymał od Salaha świetne podanie, wpadł przed bramkę Stoke i uderzył wprost w Jacka Butlanda.
Goście próbowali się odgryzać, ale Loris Karius nie został zmuszony do wykazania się swoimi umiejętnościami. Strzałem głową próbował go zaskoczyć Mame Diouf, ale piłka po jego uderzeniu zatrzymała się na bocznej siatce.
Futbolówka wpadła ostatecznie do bramki, a ze strzelonego gola mógł się cieszyć Danny Ings, który z ostrego kąta skierował ją pod poprzeczkę. Radość napastnika „The Reds” nie trwała jednak zbyt długo, ponieważ sędzia odgwizdał pozycję spaloną i bramki nie uznał.
Im bliżej końca spotkania, tym coraz bardziej rosła dominacja gospodarzy, którzy w 88. minucie powinni otrzymać rzut karny za ewidentne zagranie ręką Erika Pietersa. Żaden z sędziów przewinienia zawodnika Stoke nie widział i „jedenastka” nie została ostatecznie podyktowana.
Goli ostatecznie na Anfield nie zobaczyliśmy i mecz zakończył się remisem. Taki wynik oznacza, że Liverpool ma coraz mniejsze szanse na wicemistrzostwo Premier League. Jeśli zaś chodzi o Stoke City, to „The Potters” zdobyli cenny punkt, który na końcu wszystkich rachunków może im pomóc w utrzymaniu się w elicie.
All square in a tense encounter at Anfield – and Mo Salah must wait for another chance to break the #PL scoring record #LIVSTKpic.twitter.com/UaFqpokSA6
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.