ŁKS Łódź notuje wyniki, jakich dawno w Ekstraklasie nie notował. W niedzielę znów może nawiązać do osiągnięcia sprzed lat. Ale łatwo nie będzie, wszak zmierzy się z Rakowem Częstochowa.
ŁKS jest w gazie. (fot. 400mm.pl)
W minionych tygodniach beniaminek wygrał dwa mecze z rzędu – z Puszczą Niepołomice i Wartą Poznań. Wydawało się, że nie ma już szans na utrzymanie, a teraz te szanse, choć wciąż niewielkie, odżyły. Nie mogło być inaczej, skoro łodzianie zanotowali najlepszą serię wyników w najwyższej klasie rozgrywkowej od 2011 roku.
Trzy razy z rzędu nie zwyciężyli w Ekstraklasie od roku 2009. Dokładnie od półtorej dekady, bo wówczas też radzili sobie tak dobrze w marcu.
W nawiązaniu do tamtego osiągnięcia postara się ŁKS-owi przeszkodzić Raków. Częstochowianom nie brakuje motywacji, w przypadku wygranej zostaną nowym wiceliderem tabeli. Zmniejszą stratę do lidera do zaledwie dwóch punktów. Od pięciu kolejek są niepokonani.
– Mecz z Rakowem Częstochowa jest punktem kulminacyjnym całego mikrocyklu. Momentem przyjemnym. Zwieńczeniem całej pracy. Te dwa ostatnie zwycięstwa to zasługa wielu czynników. Chcemy, żeby każdy trening był sposobnością do rozwoju zawodników. Wynik osiągnięty w spotkaniu z Puszczą był momentem przełomowym. Pozwolił uwierzyć w to, że nasza praca nie idzie na marne – stwierdził w trakcie konferencji prasowej Marcin Matysiak.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.