FC Bracelona nie bez problemów pokonała w Pradze tamtejszą Slavię 2:1. Po trzech seriach gier rozgrywek Ligi Mistrzów Katalończycy przewodzą w grupie F z siedmioma punktami na koncie.
Leo Messi trafił do siatki już w trzeciej minucie meczu. FOTO: ALBERTO ESTEVEZ
Przyjezdni już po upływie stu osiemdziesięciu sekund gry cieszyli się z objęcia prowadzenia. A to wszystko za sprawą niefrasobliwego zagrania w wykonaniu Petra Sevcika, którego niedokładnego podanie przejął Lionel Messi. Argentyńczyk zagrał piłkę do ustawionego przed polem karnym Arthura, a sam popędził za linię szesnastego metra. Po chwili otrzymał podanie zwrotne i, będąc zupełnie niepilnowanym, zdecydował się na strzał z pierwszej piłki. Strzegący bramki Ondrej Kolar mógł się tylko przyglądać, jak futbolówka trzepocze w siatce.
Na kolejne bramki kibicom zgromadzonym na Eden Arenie w Pradze przyszło długo czekać, choć jeszcze przed przerwą mistrzowie Czech przystąpili do śmiałych ataków na bramkę Ter Stegena. I bynajmniej nie szło im źle, gdyż tylko bardzo dobra dyspozycja niemieckiego golkipera uratowała gości przed utratą bramki.
W 50. minucie Lukas Masopust otrzymał długą piłkę na połowie Barcelony, jednak osamotniony w starciu z Gerardem Pique i Clementem Lengletem nie był w stanie wskórać wiele. Masopust wybrał więc najlepszą najlepszą z możliwych opcji – poczekał na wsparcie kolegów z drużyny. Po chwili zagrał piłkę do wbiegającego w pole karne Jana Borila. Czech szturmem wpadł w pole karne i uderzył na bramkę niecodzienny sposób – czubkiem buta. Interweniujący Ter Stegen nie miał nic do powiedzenia, a na tablicy wyników pojawił się rezultat remisowy.
Radość Slavii nie trwała jednak długo, ponieważ siedem minut później znów musieli gonić wynik. Messi dośrodkował piłkę w pole karne po rzucie wolnym w środkowej strefie boiska. Futbolówki po centrze nie zdołał opanować Peter Olayinka, wskutek czego trafiła ona do Luisa Suareza ustawionego nieopodal bramki przy końcowej linii boiska. Urugwajczyk oddał strzał, praktycznie rzecz biorąc, z zerowego konta. Na nieszczęście Slavii na torze lotu piłki znajdował się wspomniany Olayinka, od którego odbiła się ona w taki sposób, że przemknęła tuż pomiędzy Kolarem a słupkiem bramki. Do końca meczu rezultat nie uległ już zmianie, mimo, że jeszcze w doliczonym czasie gry Czesi nie złożyli broni, ambitnie (ale i bezskutecznie) atakując bramkę Barcelony.
Mimo porażki Slavia może być szczerze zadowolona. Czesi postawili naprawdę trudne warunki gry Dumie Katalonii (oddali niemal dwa razy więcej strzałów!) i gdyby nie ich własna nieskuteczność kto wie, czy nie cieszyliby się właśnie ze zwycięstwa. A tak Barcelona jest liderem grupy F z siedmioma punktami na koncie. Natomiast ostatnią pozycję zajmuje Slavia z jednym oczkiem w dorobku.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.