Tydzień temu niewielu potrafiło myśleć o piłce nożnej, szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę piłkarzy Borussii Dortmund. Ci, w drodze na pierwsze spotkanie z Monaco padli ofiarą zamachu terrorystycznego i otarli się o śmierć. Mecz został więc przełożony o kilkanaście godzin i zakończył się zwycięstwem gości z Księstwa, którzy przed rewanżem znajdują się w bardzo komfortowym położeniu.
W Dortmundzie cały czas wierzą w awans do półfinału
Przypomnijmy, że starcie BVB z Monaco miało się pierwotnie odbyć w ubiegły wtorek, jednak z powodu zamachu bombowego zawody musiały zostać odwołane. Nie mogło jednak być inaczej, skoro poważnie ranny został Marc Bartra, a reszta zawodników była w takim szoku, że gra w piłkę była ostatnim o czym myśleli. UEFA – tak przynajmniej twierdzi strona niemiecka – naciskała na to, to mecz rozegrać kolejnego dnia i tak się właśnie stało. Spotkało się to jednak ze zdecydowanym odzewem.
– Cóż, potraktowano nas tak, jakby w autokar ktoś rzucił puszką z piwem, a nie wybuchły przy nim bomby – powiedział Thomas Tuchel, wściekły szkoleniowiec Borussii – To jasne, że powinniśmy otrzymać więcej czasu na dojście do siebie. Moi piłkarze byli w szoku. Poczuliśmy się kompletnie bezsilni, gdy przyszła decyzja z Nyonu, że spotkanie ma zostać rozegrane w ciągu 24 godzin – dodał.
Wtórował mu obrońca BVB Sokratis Papastathopoulos, który zdradził, że po całym zdarzeniu futbol był ostatnim, o czym myślał. – W ogóle nie mogłem myśleć po takim wydarzeniu o sporcie. To był najtrudniejszy dzień mojego życia – stwierdził – Wszyscy mamy swoje uczucia, własne rodziny. Nie jesteśmy zwierzętami, tylko ludźmi – dodał.
Fakty są jednak takie, że Borussia przegrała przed własną publicznością (2:3) i o awans do półfinału będzie jej niezwykle trudno. Trzy stracone gole na swoim terenie nie wróżą wicemistrzowi Niemiec nic dobrego, podobnie jak nie wróżyły dobrze Manchesterowi City. Z tą jednak różnicą, że „Obywatele” wygrali swoje spotkanie, strzelając Monaco aż pięć bramek, a BVB przegrała i dopisała na swoje konto zaledwie dwa trafienia.
Monaco udowodniło już w tym sezonie, że jest zespołem mocnym, o ogromnym potencjale, szczególnie w ofensywie. Nie może jednak być inaczej, kiedy ma się w swoich szeregach takich piłkarzy jak Radamel Falcao i Kylian Mbappe. Ten drugi znajduje się na liście życzeń najbogatszych klubów europejskich i bardzo możliwe, że już podczas najbliższego lata stanie się bohaterem jakiegoś wielomilionowego transferu.
Równie solidnie zespół z Księstwa wygląda w defensywie, którą dyryguje Kamil Glik. Polak zbiera za swoje występy w obecnym sezonie bardzo wysokie noty i jest oczywiście awizowany do gry w podstawowym składzie Monaco. Od pierwszej minuty na boisku powinniśmy również zobaczyć Łukasza Piszczka, który w pierwszym meczu z Monaco popełnił błąd, który doprowadził do utraty gola przez jego drużynę.
– Nie jesteśmy marzycielami. Wiemy, że nasze szanse na awans nie są zbyt duże – powiedział Hans-Joachim Watzke, prezes Borussii Dortmund. – Dopóki jednak jest choć cień szansy, to będziemy walczyć do samego końca. W ostatnim tygodniu musieliśmy sobie poradzić z wieloma przeciwnościami. Wyszliśmy z tego obronną ręką, co tylko dodało nam sił – dodał.
Szkoleniowcy obu zespołów nie będą mogli wystawić do gry swoich najmocniejszych składów. W ekipie gospodarzy zabraknie zawieszonego za kartki Fabinho, a także kontuzjowanych Djibrila Sidibe, Guido Carrillo oraz Boschilli. Jeśli zaś chodzić o obóz gości, to Tuchel nie będzie mógł skorzystać z usług Mario Goetze, Andre Schuerrle i oczywiście dochodzącego do siebie po zamachu Bartry.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.