Real Madryt zwyciężył w konfrontacji z Galatasaray Stambuł w ramach czwartej kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów 6:0. Drużyna dowodzona przez Zinedine Zidane’a za sprawą wygranej jest o krok od awansu do fazy pucharowej najbardziej prestiżowych rozgrywek piłkarskich świata.
Gole Karima Benzemy w dzisiejszym meczu był jego 49. i 50. trafieniami w Lidze Mistrzów w barwach Realu Madryt. FOTO: JAVIER BARBANCHO
– Postaramy się rozegrać wielki mecz – zapowiedział na przedmeczowej konferencji prasowej Zinedine Zidane. I co tu dużo mówić – nie rzucał słów na wiatr. Chociaż mając w pamięci dyspozycję wicemistrzów Hiszpanii w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów (wysoka porażka przeciwko PSG, podział punktów z Club Brugge i minimalna wygrana z Galatasaray) ani dziennikarze, ani kibice raczej nie traktowali nadmienionych słów poważnie, a bardziej postrzegając je jako przejaw myślenia życzeniowego francuskiego szkoleniowca.
Powiedzieć, że spotkanie w wykonaniu Realu rozpoczęło się w wymarzony sposób, to tak naprawdę nic nie powiedzieć. Bo jak inaczej nazwać trzybramkowe prowadzenie objęte w zaledwie dwanaście minut? „Los Blancos” nacierali od pierwszych sekund na bramkę rywali, w czym pomagali im… sami rywale. Piłkarze Galatasaray popełniali błąd za błędem w grze defensywnej, co skrzętnie wykorzystywali piłkarze przywdziewający białe trykoty.
Worek z bramkami otworzył Rodrygo. Młodziutki Brazylijczyk wszedł w posiadanie piłki w polu karnym po dośrodkowaniu Marcelo z lewej strony, przyjął, prostym dryblingiem zwiódł obrońców, oddał skuteczny strzał na bramkę Fernando Muslery, a chwilę później świętował wraz z kolegami z drużyny swojego premierowego gola w rozgrywkach Ligi Mistrzów.
„Królewscy” potrzebowali niespełna stu osiemdziesięciu sekund, by podwyższyć prowadzenie. Marcelo dośrodkował w obręb pola karnego, w powietrze wyskoczył niepilnowany przez nikogo Rodrygo i pewnym strzałem głową nie dał żadnych szans urugwajskiemu golkiperowi, który zdobył się tylko na odprowadzenie piłki wzrokiem.
W dwunastej minucie Steven N’Zonzi nastąpił na stopę Tonie Kroosa. Arbiter Felix Zwayer nie miał wątpliwości co do przewinienia, jednak samodzielnie nie był w stanie stwierdzić, czy faul miał miejsce przed czy w polu karnym. Całe zajście zostało poddane wideo-weryfikacji VAR i wskutek analizy niemiecki sędzia wskazał na wapno. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Sergio Ramos, który w stylu legendarnego Antonina Panenki podciął piłkę, czym zupełnie zmylił Muslerę.
W doliczony czasie gry pierwszej połowy Yuto Nagatomo wykonał fatalne podanie, które w mig przejął błyszczący dzisiejszego wieczora Rodrygo. 18-latek nie zastanawiając się długo podał piłkę wzdłuż pola karnego w kierunku Karima Benzemy. Francuzowi pozostało nic innego jak odpowiednio ułożyć stopę, a następnie świętować swoje 49. trafienie w Lidze Mistrzów. Tym samym były napastnik Olympique Lyon wyrównał osiągnięcie legendarnego Alfredo Di Stefano.
A już w drugiej połowie wyprzedził Di Stefano w klasyfikacji strzelców. Po rozegraniu zespołowej akcji Dani Carvajal zagrał do ustawionego tuż przed linią bramkową Benzemy, który – podobnie jak kilkadziesiąt minut wstecz – wcale nie się wysilać, by wpisać się do protokołu meczowego w rubryce „gole” po raz drugi.
Strzelaninę zakończył ten, kto ją zapoczątkował. W doliczonym czasie gry Rodrygo pokonał Muslerę po raz trzeci.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.