Kapitalny mecz Bayernu Monachium na Santiago Bernabeu udowodnił wszystkim ślepo zapatrzonym w hiszpański futbol, że świat nie kończy się na Barcelonie i Realu.
Pyszałkowatość i pewność siebie fanów hiszpańskich ekip była tak porażająca, jak porażająca jest teraz skala ich zaskoczenia po rozegranych półfinałach. Oto okazało się, że istnieją ekipy będące w stanie w meczach o pełną pulę odesłać gigantów w ciepłe kapcie. Triumfują ci, nieliczni rzecz jasna, którzy nie idąc za katalońsko – madryckim trendem trzymali się swoich, o dziwo niehejterowskich przekonań. Teraz oni mają swoje pięć minut. Teraz oni mogą wyzłośliwiać się i dozować słodką ironię.
W przypadku dwumeczu Chelsea z Barceloną przyznać trzeba, że Barca prezentowała futbol ładniejszy od The Blues. Argument o zabijaniu futbolu, stosowany tradycyjnie już w takich momentach, wydaje się mimo wszystko totalnie idiotyczny, bo piłka to gra prosta. Chelsea strzeliła więcej goli, straciła mniej. Wygrała. O to w tej zabawie chodzi. Walory artystyczne mile widziane są w jeździe figurowej. Albo w cyrku.
Real natomiast w dwumeczu z Bayernem okazał się po prostu słabszy. – W dwóch meczach prezentowaliśmy podobny poziom, a na koniec zasłużenie wygraliśmy – powiedział po konkursie rzutów karnych Manuel Neuer. Bohater bawarskiej ekipy trafił chyba w samą dychę. Jupp Heynckes znakomicie zbilansował zespół w ofensywie i obronie, a jego podopieczni wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności. Bayern imponował spokojem nawet w momencie, gdy awans do finału zaczął odjeżdżać im sprzed nosa. Ostatecznie batalię zakończył konkurs rzutów karnych, w których piłkarze Realu sprawiali wrażenie rozedrganych, niepewnych swoich możliwości. Dzieci we mgle – mistrzowie Hiszpanii.
Znakomitych obrazków dostarczyła kibicom niemiecka telewizja. Reporterom obecnym na stadionie udało się zaciągnąć przed kamery Uli Hoenessa. – Gdy Lahm przestrzelił, myślałem że umieram. Ostatecznie zrobił nam się znakomity sezon – tyle legenda, która na ekranie wyglądała na oszołomioną. Wiek już nie ten, serce słabsze… A tu jeszcze wielki finał u siebie… A drugi w Berlinie!
Jasne, po fakcie można powiedzieć wiele. Można powiedzieć wszystko. Że Gran Derbi i przemęczenie, że zespoły z Katalonii i Madrytu wyeliminowały się wzajemnie, mimo że nie grały w jednej parze półfinałowej. Że zbyt wiele srok ciągniętych za jeden ogon, bo przecież do ostatniej chwili Hiszpanie bili się o tytuł na własnym podwórku, a kopacze Chelsea i Bayernu o tytule już dawno zapomnieli. Wytłumaczenie znajdzie się zawsze – niżej podpisany jest absolutnie przekonany, że kilka takich odnajdzie w komentarzach pod tekstem. Nie ma to jednak żadnego znaczenia, bo w Lidze Mistrzów na tym etapie liczy się tylko jedno. Tylko zwycięstwo. A zespoły z Madrytu i Barcelony poległy.
Odrzućmy jednak złudzenia, bo świat po porażkach Blaugrany i Realu nie będzie wcale inny. To wciąż Barca i Real będą w najbliższym czasie dwiema absolutnie najlepszymi drużynami na świecie. To wciąż potyczki Messiego z Ronaldo ściągać będą największą liczbę fanów przed telewizory, a ich koszulki będą najlepiej sprzedającymi się tiszertami. Smakujmy się jednak w chwili, w której kibice Realu i Barcy swoją wyższość nad – jak to nazywają – piłkarską miazgą choć na moment schować muszą do kieszeni. To piękny moment, nieprawdaż?
Paweł Kapusta, Piłka Nożna źródło: własne fot. Bayern Monachium
Bayern zdecydował ws. Harry’ego Kane’a. Rozmowy już trwają
Włodarze Bayernu Monachium są niezwykle zadowoleni ze współpracy z Harry’m Kane’em. Jego aktualny kontrakt wygasa za półtora roku, ale Bawarczycy już teraz chcą zapewnić sobie usługi Anglika na kolejne lata.
Sensacja w Monachium! Bayern przegrał z Augsburgiem [WIDEO]
Bawarczycy doznali pierwszej porażki w sezonie 25-26. Pierwszymi pogromcami ekipy Kompany'ego okazał się derbowy rywal – FC Augsburg, który w ostatnim kwadransie zdobył dwie bramki na wagę trzech punktów.