To był spacerek dla piłkarzy Liverpoolu. The Reds w drugiej kolejce Ligi Mistrzów bez żadnych problemów ograli w delegacji FC Porto (5:1).
Mohamed Salah potwierdził wysoką formę (fot. Reuters)
Podopieczni Juergena Kloppa rozpoczęli zmagania w tej edycji Champions League od zwycięstwa nad Milanem. Liverpool już za kilka dni czeka szlagierowe starcie z Manchesterem City i można było w ciemno zakładać, że Mohamed Salah i spółka będą chcieli się przed nim podbudować. Okazja ku temu nadarzała się znakomita, ponieważ The Reds udali się na spotkanie z FC Porto, z którym w ostatnich sezonach grało się im bardzo dobrze.
Popularne Smoki nie zamierzały jednak tanio sprzedawać skóry, czego najlepszym dowodem był ich remis przed dwoma tygodniami z faworyzowanym Atletico Madryt na jego terenie. Porto pokazało więc, że jest w stanie napsuć krwi nawet wyżej notowanemu rywalowi.
Rozpędzony Liverpool od początku próbował narzucić przeciwnikowi swoje warunki gry i po nieco ponad kwadransie już był na czele rywalizacji. W 18. minucie wynik spotkania otworzył znajdujący się w wyśmienitej formie Mohamed Salah i gospodarze byli zmuszeni do odrabiania strat.
400 – Jordan Henderson tonight becomes the 27th player to reach 400 appearances for Liverpool in all competitions, and first since Steven Gerrard in October 2007. Reference. pic.twitter.com/OwI20AjsX3
Porto nie było w stanie odpowiedzieć, oferując na boisku bardzo niewiele. Nic więc dziwnego, że gości to wykorzystali i skarcili rywala tuż przed końcem pierwszej połowy. James Milner wystawił piłkę do Sadio Mane, a ten dopełnił formalności i The Reds wyprowadzili drugi cios, którzy mocno zachwiał Smokami.
Jeśli miejscowi kibice spodziewali się, że ich pupile ruszą do bardziej zdecydowanych ataków po zmianie stron, to ich nadzieje stosunkowo szybko rozwiał Salah, który w 60. minucie dorzucił drugiego gola i ostatecznie pozbawił piłkarzy Porto ochoty na grę.
Gospodarzom udało się w końcu odpowiedzieć trafieniem Mehdiego Taremiego, ale jak się okazało, stracona bramka podziałała na piłkarzy Liverpoolu jak płachta na byka. The Reds momentalnie podkręcili tempo, czego pokłosiem były dwa kolejne gola – oba autorstwa rezerwowego Roberto Firmino.
Liverpool wygrał ostatecznie 5:1 i raz jeszcze potwierdził, że w tym sezonie ma apetyt, by raz jeszcze wdrapać się na sam szczyt.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.