Przed nami trzeci mecz Legii Warszawa w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Podopieczni Jacka Magiery zmierzy się w delegacji z Realem Madryt i trudno oczekiwać, by zdołali wywieźć z Estadio Santiago Bernabeu komplet punktów. Praktycznie wszyscy komentatorzy skazują zespół z Warszawy na sromotną porażkę, a niektórzy wieszczą, że Królewscy mogą odnieść najwyższe zwycięstwo w historii rozgrywek.
Piłkarze Legii Warszawa stoją przed niezwykle trudnym zadaniem (foto: Ł.Skwiot)
Real złapał przed przerwą na mecze reprezentacji narodowych lekką zadyszkę i po dwóch kolejnych remisach w Primera Division, stracił pozycję lidera. Jak jednak pokazało spotkanie z Betisem, które Królewscy wygrali na wyjeździe aż (6:1), drużyna Zinedine’a Zidane’a wróciła na właściwe tory i będzie chciała we wtorkowy wieczór odprawić z kwitkiem kolejnego rywala.
Zainteresowanie meczem z Legią jest w Madrycie znikome. Lokalni dziennikarze nie byli podczas przedmeczowej konferencji zainteresowani warszawskim klubem i pytali wspomnianego Zidane’a praktycznie o wszystko, poza Legią. Świadomość wyższości Królewskich i różnicy klas dzielącą obie drużyny jest w Hiszpanii powszechna i nikt tam nie dopuszcza do siebie myśli, by Real mógł nie wygrać spotkania z mistrzem Polski. W miejscowych mediach zastanawiają się jednak, ile bramek zdobędą Cristiano Ronaldo i spółka, i czy uda się pobić osiągnięcie z meczu z Malmoe, kiedy to Los Blancos zwyciężyli aż (8:0).
Czy skazywaną na porażkę Legię cokolwiek może uratować przed pogromem? Wydaje się, że uniknięcie wysokiej porażki będzie bardzo trudne, przynajmniej z kilku powodów.
Po pierwsze, chyba nikogo nie trzeba przekonywać o ogromnym potencjale Realu Madryt, który ma w swoich szeregach takich piłkarzy jak Gareth Bale, Karim Benzema, Toni Kroos czy wspomniany już Ronaldo. O ich sile przekonał się przed kilkoma dniami Betis, który od pierwszych minut sobotniego meczu został zepchnięty do głębokiej defensywy i jeszcze przed przerwą stracił cztery gole. Gdyby drużyna Zidane’a do końca grał na wysokim poziomie intensywności i nie zaczęła oszczędzać sił, to wynik mógłby się śmiało zakręcić około „dwucyfrówki”.
Po drugie, defensywa Legii nadal wygląda bardzo słabo. Jakub Rzeźniczak wciąż popełnia proste błędy i prokuruje zagrożenie pod własną bramką. Maciej Dąbrowski i Jakub Czerwiński nie wydają się być z kolei piłkarzami, którzy wyjdą na takiego rywala jak Real bez żadnych kompleksów i będą walczyć na murawie jak równy z równym. Przed kilkoma dniami Legia straciła aż trzy gole w Szczecinie, co na pewno nie jest najlepszym prognostykiem na wtorkowy wieczór.
Po trzecie, mecze z Borussią i Sportingiem pokazały, że piłkarze Legii odstają od rywali pod względem kondycyjnym. W obu tych przypadkach przeciwnicy biegali więcej i szybciej, a po końcowym gwizdku i tak wyglądali na mniej zmęczonych. Wspomniany już Rzeźniczak po spotkaniu w Lizbonie prezentował się z kolei jakby przebiegł dwa maratony z rzędu i sam przyznał, że pod koniec brakowało mu już sił. Jeśli więc ktoś liczył, że Legia „wybiega” mecz w Madrycie, tego czeka raczej srogi zawód.
Po czwarte, stołeczny klub wciąż nie może odnaleźć swojej tożsamości. Jacek Magiera pracuje już przy Łazienkowskiej od kilku tygodni, ale to wciąż zbyt krótki okres czasu, by zdołał on odcisnąć na drużynie swoje piętno. Efektowna wygrana z Lechią Gdańsk to dopiero pierwsza jaskółka wiosny w stolicy, jednak na razie Legia wciąż jest nijaka i trudna do zdefiniowania.
Ktoś może oczywiście zaryzykować stwierdzenie, że „Real pewnie zlekceważy Legię”. Niewykluczone, że będzie miał słuszność i Ronaldo, James czy Bale nie zagrają w tym meczu na 120 procent swoich możliwości. Być może Królewscy faktycznie nie będą sobie wypruwać żył na boisku i gryź trawy. To bardzo prawdopodobne. Problem w tym, że ich przewaga nad Legią jest tak ogromna, że nawet jeśli przez dłuższy czas będą grać z zaciągniętym hamulcem ręcznym, to i tak powinni na końcu wszystkich rachunków cieszyć się ze zdobycia trzech punktów.
– Można różnie mobilizować piłkarzy na mecz z Realem. To jednak spotkanie, dla którego warto żyć. Wielu piłkarzy marzy, by na tym poziomie wyjść na murawę Estadio Santiago Bernabeu. Cieszę się, że gramy z Realem, bo polska piłka może pokazać się w wielkim świecie. Nie mamy nic do stracenia, a jeśli nasza drużyna dobrze się pokaże, morale wzrośnie. Będziemy chcieli udowodnić, że mistrz Polski potrafi grać w piłkę – powiedział Jacek Magiera.
Legii zaś pozostaje ambitna walka od początku do końca. Jeśli mistrzowie Polski nie przegrają tego meczu w głowach, już w drodze z szatni na boisko, to wierzę, że przynajmniej spróbują napsuć faworytowi nieco krwi.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.