– Polonia jest na fali, wygrała cztery mecze z rzędu, ale z drugiej strony my pokonaliśmy ostatnio lidera. Dlatego ciężko wskazać faworyta w jutrzejszym spotkaniu – mówi obrońca Śląska Wrocław, Antoni Łukasiewicz, przed sobotnim meczem z Polonią.
– Jesteś wychowankiem Polonii, więc we Wrocławiu pełnisz rolę dyżurnego eksperta od „Czarnych Koszul”. Jak to jest, że od awansu do Ekstraklasy ani razu nie potrafiliście pokonać ich w Warszawie? – Cóż można powiedzieć – ewidentnie ten rywal nam nie leży. Poprzednie spotkania przy Konwiktorskiej zakończyły się tak, jak się zakończyły. W tym sezonie wszystko jest jednak możliwe, a rozstrzygnięcia wielu meczów już często nas zaskakiwały. Polonia jest na fali, wygrała cztery mecze z rzędu, ale z drugiej strony my pokonaliśmy ostatnio lidera. Dlatego ciężko wskazać faworyta w jutrzejszym spotkaniu. Na pewno będziemy chcieli zmazać plamę z dwóch poprzednich pojedynków przy Konwiktorskiej. Jak to się mówi – do trzech razy sztuka.
– Tak jak wspomniałeś, Polonia wygrała cztery mecze z rzędu. To efekt powrotu na Konwiktorską trenera Jacka Zielińskiego? – W Polonii ewidentnie coś drgnęło. Widać, że Jacek Zieliński ma dobry wpływ na drużynę. Trudno się jednak dziwić. W końcu dobrze zna większość z tych piłkarzy, więc musieli szybko znaleźć wspólny język. Wiedział, co pozmieniać w treningach czy taktyce, by zespół wrócił na właściwe tory. Cztery wygrane mecze z rzędu to naprawdę seria, o którą nie jest łatwo.
– Śląsk akurat coś o tym wie. – Tak, ale my, choć nie przegraliśmy czternastu meczów z rzędu, chyba nie odnieśliśmy aż tylu zwycięstw po kolei. Polonia mocno ruszyła do przodu – dzięki tym punktom wskoczyła na wyższe miejsce w tabeli, a w Warszawie znów głośno mówi się o pucharach. W sobotę wszystko może się wydarzyć. Na pewno jedziemy tam powalczyć o korzystny rezultat.
– O to nie będzie jednak łatwo, bo informacje o stanie zdrowia niektórych piłkarzy Śląska nie napawają optymizmem. Łukasz Gikiewicz złamał nogę, Przemek Kaźmierczak przeszedł artroskopię kolana, Sebastian Mila ma kłopot z przywodzicielem, a Darka Sztylkę męczy rwa kulszowa. – Rzeczywiście, w ostatnich dniach nasza sytuacja mocno się skomplikowała. Jeszcze niedawno wydawało się, że wszystko mamy pod kontrolą jeśli chodzi o zabezpieczenie każdej z pozycji. Kilka urazów na raz spowodowało jednak, że trener w sobotę raczej nie będzie miał łatwego zadania przy ustalaniu wyjściowej jedenastki. Zawodnikom, którzy zastąpią kontuzjowanych graczy, nie pozostanie nic innego, jak grać o jak najlepszy wynik, także dla nich. Musimy udowodnić, że Śląsk jest silny niezależnie od tego, kto akurat w danym meczu wychodzi na boisko.
– Ty ostatnio grałeś mniej, ale za to w każdym meczu, w którym w tym roku wystąpiłeś, Śląsk wygrywał. – Tak się jakoś ułożyło. To bardzo miłe, bo dla każdego zawodnika w pierwszej kolejności najważniejszy jest udział w meczu, a w drugiej – by ten mecz był zwycięski. Szkoda tylko, że tych spotkań w moim wykonaniu ostatnio było tak mało. Statystyki jednak mnie nie interesują – w sobotę to nie będzie miało żadnego znaczenia. Musimy wyjść, zacisnąć zęby i zagrać jak najlepiej potrafimy.
– Do Warszawy Śląsk wyjątkowo poleci samolotem w dniu meczu. Dla piłkarzy ma to jakieś znaczenie? – Absolutnie nie. W ogóle nie zaprzątamy sobie głowy takimi sprawami. Myślimy już tylko wyłącznie o sobotnim pojedynku przy Konwiktorskiej.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.