Brawa powitały trenera Wisły Kraków, Roberta Maaskanta na konferencji po spotkaniu z Cracovią. – Mógłbym powiedzieć coś o meczu, ale nie zamierzam – stwierdził Holender, który jeszcze na murawie wypalił mistrzowskie cygaro. Jednak smak triumfu kojarzy mu się z czymś innym. – Mistrzostwo smakuje właśnie jak szampan, trochę się go polało w szatni. Świetnie smakuje.
– Najważniejsze, że wygraliśmy i zostaliśmy mistrzem wcześniej niż oczekiwaliśmy – podkreślił Maaskant. – To był trudny sezon nawet jeśli to tak nie wygląda, skoro zdobywamy tytuł trzy mecze przed końcem sezonu. Od początku był to niełatwy czas. Gratulacje należą się właścicielowi klubu, prezesowi Basałajowi, Stanowi Valckxowi – podczas gdy na klubie wywierana była wielka presja oni zachowali spokój. Świetnie się spisał cały mój sztab. Udawało się by wszyscy zawodnicy tworzyli wspólną drużynę. Teraz już jestem spokojny, euforia jeszcze do mnie przyjdzie.
– Gdy przyszedłem do drużyny nikt nie wierzył w mistrzostwo. To była zupełnie nowa drużyna, nowi gracze. Zimą zmieniliśmy kilku zawodników, drużyna nabrała jakości. Opuściło nas kilku zawodników, pamiętajmy o Mariusz Pawełku czy braciach Brożkach – oni też są częścią mistrzowskiej drużyny. Od dłuższego czasu wydawało się, że zostaniemy mistrzem. W Ekstraklasie trudno wygrywa się każdy mecz, każdego tygodnia widzieliśmy ciężką walkę – kontynuował Holender.
– To moje pierwsze mistrzostwo – przyznał Maaskant. – Chcemy ten sezon zakończyć w mistrzowskim stylu, a potem czekają na nas nowe cele. Musimy obronić mistrzostwo, czekają nas też kwalifikacje do Ligi Mistrzów. Pierwszy krok został wykonany.
Jaki był najważniejszy moment dla mistrzowskiej Wisły w tym sezonie? – Nie można powiedzieć, że zadecydował jeden moment. Wygraliśmy 7-8 meczów z rzędu, to było najważniejsze. Odzyskaliśmy zaufanie w siebie. Jeśli miałbym koniecznie podać jeden mecz, wybrałbym ten z Lechią Gdańsk u siebie. Przegrywaliśmy 0:1, a skończyło się na zwycięstwie 5:2. Od tego czasu zaczęliśmy grać dobrą piłkę. Dobra też była przerwa zimowa – zakończył szkoleniowiec „Białej Gwiazdy”.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.