– Moja wypowiedź będzie bardzo krótka. Ten mecz dowodzi tego, że w futbolu lepsza drużyna nie zawsze wygrywa. Popełniliśmy oczywisty błąd w defensywie i po dwóch minutach straciliśmy bramkę, od tego momentu musieliśmy stale gonić wynik, co nam się nie udało. Mam pewne wątpliwości, czy druga bramka nie padła po spalonym, ale teraz nie ma to znaczenia – powiedział po meczu ze Śląskiem Wrocław, trener Wisły – Robert Maaskant.
– Mamy świadomość tego, że zdobycie mistrzostwa nie będzie proste. Wiemy, że szczególnie media chciałyby byśmy spanikowali z tego powodu, że rywale zbliżają się do nas. Wciąż jednak jesteśmy liderem, mamy trzy punkty przewagi nad Jagiellonią. Dzisiejszy mecz był sygnałem ostrzegawczym po długiej serii bardzo dobrych meczów. Teraz przegraliśmy, ale przed nami jeszcze pięć tygodni. Rywalizacja zacieśnia się, ale sezon jeszcze się nie skończył, musimy walczyć o każdy kolejny punkt – dodał Maaskant.
– Spodziewaliśmy się, że Śląsk będzie grał z kontry na własnym boisku. Przez większą część czasu to my dominowaliśmy. Śląsk był groźny w trzech kontrach, ale nie miał wielu okazji poza tymi, w których zdobył bramki. Po przerwie graliśmy bardzo ofensywnie, bo chcieliśmy wyrównać wynik. Gdybym miał jeszcze raz podjąć tę decyzję, także postawiłbym w ataku na Małeckiego. Genkow nie mógł grać, a Żurawski ostatni raz cały mecz zagrał jesienią z Jagiellonią, Rios natomiast nie pokazuje tego, czego oczekuję – zakończył Holender.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.