– Jak jesteś już mistrzem to trudno wyzwolić pełną motywację – tak Robert Maaskant tłumaczył porażkę Wisły w Warszawie 0:2 z Legią.
Holenderski trener wiedział, co mówi. W grze jego zawodników nie było takiej determinacji jak zwykle. Poza tym po wyrzuceniu z boiska bramkarza Sergieja Parniki siły stały się nierówne i Legia kontrolowała spotkanie.
– Przygotowania do tego meczu były nieco inne niż dotychczas. Po zdobyciu mistrzostwa Polski dałem zawodnikom kilka dni przerwy. W spotkaniu nie wystąpił Andraż Kirm, który wcześniej grał niemal w każdym. Postanowiłem dać mu odpocząć. Wybraliśmy inną taktykę niż zwykle. Ustawiłem trzech zawodników w linii, przed nimi Małeckiego i Meliksona, a przed nimi Genkowa. Wcześniej tak nie graliśmy – dodał trener Białej Gwiazdy.
– W pierwszych dwudziestu minutach zawodnicy nie wykazywali żadnego zaangażowania i zdecydowaną przewagę mieli gospodarze. Później wyglądało to już nieco lepiej. Mieliśmy kilka szans na zdobycie bramki. Byliśmy przekonani, że do przerwy utrzyma się bezbramkowy remis. Popełniliśmy jednak głupi błąd, który zadecydował o naszej porażce. W drugiej części gry postanowiliśmy jak najdłużej utrzymywać wynik, a w końcówce postawić wszystko na jedną kartę i zaatakować większą liczbą zawodników, doprowadzając do remisu. Tak się jednak nie stało, a gospodarze strzelili kolejnego gola. Porażki nigdy nie smakują dobrze. Szczególnie z tak prestiżowym rywalem jak Legia. Porażkę rekompensuje jednak zdobyte mistrzostwo – zakończył Maaskant.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.