– Czekałem bardzo długo na ten rewanż i cieszę się bardzo z tego, że w meczu derbowym zdobyliśmy mistrzostwo Polski – powiedział po meczu z Cracovią Patryk Małecki. Dzięki zwycięstwu 1:0 Wisła Kraków zapewniła sobie tytuł mistrzowski na trzy kolejki przed końcem sezonu.
Rok temu Wisła straciła mistrzostwo w meczu z „Pasami”, w niedzielę historia zatoczyła koło. – Na pewno odpłaciliśmy się Cracovii za to, co stało się rok temu. Z tych zawodników, którzy wtedy byli, zostało nas tylko paru. Pamiętam, jak bardzo byłem smutny po tamtym meczu. Nie dowierzałem, że mogliśmy stracić bramkę w 93. minucie. Czekałem bardzo długo na ten rewanż i cieszę się bardzo z tego, że w meczu derbowym zdobyliśmy mistrzostwo Polski – nie ukrywał swojej radości pomocnik Wisły Kraków.
– Oglądałem wcześniejsze mecze Cracovii i grali bardzo słabo. Ale dzisiaj, pomimo tego, że każdy wie, jak się gra w derbach, zaskoczyli mnie tym, że wyglądali dobrze fizycznie, że nie wykopywali tej piłki. Starali się ją wyprowadzać. Zaskoczenie jest takie, że próbowali przy Reymonta grać w piłkę i dlatego był to taki mecz, w którym nie tylko my atakowaliśmy. Ale najważniejsze, że zdobyliśmy trzy punkty. Nie wiem, czemu rozegraliśmy drugą połowę tak słabo. Pewnie w naszej podświadomości było to, że prowadzimy 1:0 i że przy takim wyniku mamy mistrzostwo Polski. Gdybyśmy grali tak jak w meczu z Lechem, wygralibyśmy pewnie z 3:0, 4:0. Ale nieważne, jak graliśmy. Ważne, że zdobyliśmy trzy punkty – stwierdził Małecki.
– Zdobycie mistrzostwa Polski w meczu derbowym to coś wspaniałego. Początek sezonu był nijaki. Mieliśmy bodajże po siedmiu kolejkach ósme miejsce, ale pokazaliśmy charakter, wolę walki, nie poddaliśmy się. Zostały trzy kolejki, a my zdobyliśmy mistrzostwo. Pozostałe drużyny powinny mieć do nas szacunek, bo dawno się nie zdarzyło, żeby Wisła wywalczyła tytuł trzy kolejki przed końcem sezonu. W meczu derbowym chcę pokazać, że Wisła jest najlepsza w Krakowie. W tym roku wygraliśmy dwa razy po 1:0 i nikt nam nie może powiedzieć, że nie jesteśmy najlepsi – oznajmił pomocnik.
– Podejdę do tego jak do normalnego meczu, bardzo skoncentrowany. Będzie pełen stadion w Warszawie, a sama nazwa „Legia Warszawa” wywołuje dreszczyk emocji. Jedziemy tam jako mistrz, ale jedziemy też jako drużyna, która chce wygrać na Łazienkowskiej. To będzie też taki przedsmaczek przed Superpucharem – przyznał piłkarz nowego mistrza Polski.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.