Patryk Małecki walnie przyczynił się do zwycięstwa Wisły nad Ruchem. Pomocnik Wisły bramki tym razem nie strzelił, ale jak sam przyznał, nie ma to dla niego większego znaczenia. – Nieważne, kto strzela bramki. Ważne, że Wisła wygrała – stwierdził.
– Cieszy zwycięstwo i to, że strzeliliśmy trzy bramki, ale nasza gra w obronie pozostawia trochę do życzenia – przyznał „Mały”. Pomocnik Wisły skrytykował zwłaszcza początek drugiej połowy meczu w wykonaniu gospodarzy. – Po przerwie mieliśmy zagrać w pełni skoncentrowani, a zaraz po wyjściu z szatni straciliśmy bramkę. Graliśmy na własnym boisku i to my powinniśmy się rzucić na Ruch – ocenił.
Zdaniem Małeckiego mecz mógł zakończyć się innym rezultatem. – Przeciwnicy mieli swoje okazje. Musimy pracować nad defensywą, bo inna drużyna mogła wykorzystać z zimną krwią te sytuacje, które stworzyli goście – stwierdził. Zawodnik przyznał jednak, że Ruch zawsze był dla niego niewygodnym rywalem. – To zespół z charakterem, który nigdy nie odpuszczał. Dlatego te trzy punkty są cenne – dodał.
Pomocnik Wisły nie przejął się tym, że nie udało mu się powiększyć swojego dorobku strzeleckiego. – Nieważne, kto strzela bramki. Ważne, że Wisła wygrała – powiedział bez wahania. To, że Wisła przynajmniej na jeden dzień została liderem, nie zrobiło na nim większego wrażenia. – Ja staram się skupiać na każdym kolejnym meczu, to jest dla mnie ważne. Musimy w każdym spotkaniu robić swoje i nie oglądać się na innych – podsumował.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.