Przejdź do treści
Mamy mistrza w Santosie Laguna! Kraj dwóch świętości

Ligi w Europie Świat

Mamy mistrza w Santosie Laguna! Kraj dwóch świętości

Kiedy 10 lat temu przyszedł do redakcji „PN” chcąc odbyć praktykę, jak zwykle w takich sytuacjach zaakcentowałem przede wszystkim te gorsze strony zawodu prasowego dziennikarza sportowego. Niewielu młodych ludzi można w ten sposób zniechęcić, ale akurat Adrian Peterson był w mniejszości. Nie stracił zapału do futbolu, ale poszedł zupełnie inną drogą. I wyszedł na ludzi. Przez Londyn, i pracę w Chelsea, Liverpoolu i studia na tamtejszym uniwersytecie, praktykę w Celtiku Glasgow, która zaowocowała popisaniem bezterminowego kontraktu – w charakterze sekretarza technicznego – w meksykańskim klubie Santos Laguna z miasta Torreon.

Nasz człowiek w Meksyku



Jeśli ktoś nie interesuje się ligą meksykańską, lub przeoczył tę informację – Santos jest aktualnym mistrzem tego 120-milionowego kraju, którego piłkarska liga jest trzecią na świecie pod względem frekwencji na stadionach. Zaś pod względem zarobków także mieści się w pierwszej dziesiątce; jak utrzymują miejscowi – w rankingu płacowym plasują się przed Portugalczykami, Holendrami i Ukraińcami. Więcej ludzi na trybuny przyciągają jedynie Bundesliga i Premier League, co oczywiście musi działać na wyobraźnię, ale nie oddaje skali zainteresowania futbolem w państwie, którego reprezentacja jest potentatem w strefie CONCACAF i lipcowym triumfatorem turnieju o Złoty Puchar, podczas którego wyłaniany jest mistrz tej strefy geograficznej. – Akurat okoliczności awansu Meksyku do finału Copa Oro pozostawiły duży niesmak w tutejszym społeczeństwie, bo nie brakowało głosów, że drużyna El Tri została wciągnięta za uszy, ale to nie zmienia faktu, że turniej wzbudzał ogromne zainteresowanie. Znacznie większe niż gościny udział reprezentacji Meksyku w bardziej prestiżowej imprezie, którą jest bez wątpienia Copa America – tłumaczy nasz rodak. – Z prostego powodu – zwycięstwo w tym turnieju zapewnia udział w Pucharze Konfederacji. A futbol meksykański jest ukierunkowany na udział w imprezach globalnych. Dlatego z zaproszenia do klubowego Copa Libertadores w Ameryce Południowej nie korzysta żaden z czterech półfinalistów tutejszej ligi. Pierwsze cztery zespoły sezonu ligowego występują w ConcaChampions League, gdyż to triumf w tych rozgrywkach jest przepustką do klubowych mistrzostw świata. A cóż z tego, że tutejszy UANL Tigres wystąpił w finale wspomnianego Pucharu Wyzwolicieli, skoro nawet w przypadku wygranej (ostatecznie Meksykanie przegrali dwumecz – przyp. red) w FIFA Club World Cup i tak wystąpiliby piłkarze argentyńskiego River Plate?

Jak w Meksyku robi się futbol

Społeczeństwo meksykańskie uważane jest za biedne i na ulicach ubóstwa rzeczywiście nie brakuje, także rozwój cywilizacyjny, zwłaszcza najbiedniejszych warstw, z punktu widzenia Europejczyka, jest mocno spóźniony, ale finanse klubów mają się lepiej niż dobrze. – Każdy zespół z czołówki ma po kilku głównych sponsorów, sześciu czy siedmiu, bo tutejszy biznes widzi dobry interes w reklamowaniu się w piłkarskiej ekstraklasie. Prawa telewizyjne nie są scentralizowane, każdy klub sprzedaje je indywidualnie, ale w przeciwieństwie na przykład do Premier League, wszystkie kwoty są pilnie strzeżonymi tajemnicami. Na przykład o moim klubie powszechnie wiadomo jedynie, że jest trzeci w rankingu atrakcyjności medialnej, a z ratingu fanów wynika, że Santos Laguna może pochwalić się liczbą 8,3 milionów kibiców – tłumaczy Adrian. – Bilety i merchandising także przynoszą znaczące wpływy. Właśnie otwarty został nowy stadion w Monterrey, na 50 tysięcy widzów, i karnety zostały wyprzedane na… dwa lata z góry! Obiekty w Meksyku są ogólnie dobre i duże, sporo z nich pozostało po mistrzostwach świata w 1986 roku, ale naturalnie później były modernizowane. Stadiony, za wyjątkiem dwóch lub maksymalnie trzech, są własnością klubów, co oczywiście pomaga generować większe przychody. Nie byłoby jednak aż tak wielkich pieniędzy w meksykańskim futbolu, gdyby nie bogaci inwestorzy i korporacje, które są właścicielami klubów. Kiedy w zeszłym roku z Santosu do zespołu Club America odchodzili Oribe Peralta i Kolumbijczyk Darwin Quintero, to transakcja wiązana – w zamian do Torreon przyszło również dwóch zawodników – wyceniona została na 30 milionów dolarów.

A’ propos transferów – w lidze meksykańskiej obowiązuje nie tylko inny system rozgrywek niż w Europie – na podobieństwo Ameryki Południowej rozgrywa się w roku dwa krótkie turnieje Apertura i Clausura, tyle że w MX kończone są play-offami – ale także wzorowany na koszykarskiej NBA sposób wymiany zawodników. – Okno transferowe wewnątrz ligi trwa tylko jeden dzień i nazywa się draftem. Dwa razy w roku przedstawiciele wszystkich klubów spotykają się w Cancun na kilka dni, aby przygotować wszystkie krajowe transakcje i przeprowadzić je oficjalnie ostatniego dnia draftu. Transfery w drugiej lidze robione są dzień później – wyjaśnia nasz rodak i wymienia kolejne różnice między ligą MX i rozgrywkami w Europie: – Nie ma tutaj ani reguł finansowego Fair Play, ani zasady, że dwa lub więcej klubów nie mogą mieć tego samego właściciela. Zatem obecnie kluby w pierwszej lidze jak Pachuca i Leon, Jaguares i Puebla, Tijuana i Dorados czy Atlas i Morelia mają tych samych właścicieli. Pomaga to w dużej mierze w transferach, gdyż zawodnicy wymieniani są między tymi klubami bez większych problemów. Draft jest jednak workiem stresu dla piłkarzy, ponieważ nie mają zbyt wiele do powiedzenia, jeśli ich zespół dojdzie do porozumienia z innym i sprzeda ich kartę.

Jeśli natomiast idzie o krótkie cykle rozgrywkowe – w praktyce działają – jak twierdzi naoczny świadek – fantastycznie. – W niektórych ligach już dziesięć kolejek przed końcem wiadomo kto zostanie mistrzem. Tu liga produkuje dwóch mistrzów na rok, którzy są nieznani do ostatniej minuty drugiego meczu finałowego. Z finansowego punktu widzenia to absolutny strzał w dziesiątkę. Jest więcej pieniędzy, przede wszystkim ze sponsoringu, TV i biletów. Ludzie kochają tak zwane live or die (żyjesz albo umierasz – przyp. red). W play-offach nigdy nic nie wiadomo i to jest najbardziej ekscytujące – reklamuje Peterson. – Santos skończył rozgrywki regularne Clausura 2015 na 8 miejscu, a potem wygraliśmy tytuł. Różnica między pierwszym i dwunastym zespołem wynosiła w sezonie zasadniczym tylko pięć punktów, a piętnasty miał stratę dziewięciu oczek. Liga jest wyrównana, natomiast jej nieprzewidywalność – wysoka. W pierwszej kolejce nowych rozgrywek, czyli Apertura 2015 trzech głównych faworytów – Tigres, America i Santos – zanotowało porażki. Aha, przy degradacjach z ligi także obowiązują inne zasady niż w Europie. Spadkowicza wyłania się na podstawie średniej punktów wywalczonych w trzech ostatnich długich sezonach. Oczywiście w statystykach nie uwzględnia się play-offów.

Gignac śladami Pepa Guardioli

Meksyk jest otwarty na gwiazdy wypromowane w Europie, ale generalnie – choć ostatnio od tej reguły jest coraz więcej odstępstw – preferowani są hiszpańsko- ewentualnie portugalskojęzyczni piłkarze. Kiedyś na meksykańskich boiskach szyku zadawali Eusebio, Emilio Butragueno, Bebeto, Ivan Zamorano, Claudio Lopez, czy Pep Guardiola. Całkiem niedawno – Jackson Martinez, do połowy tego roku Ronaldinho, który z zespołem Queretaro przegrał finałowy dwumecz play-off Clausura 2015 z Santosem Laguna. – Teraz największą gwiazdą rozgrywek jest Andre-Pierre Gignac, który wybrał ofertę Tigres mimo że podobne warunki finansowe oferował londyński Tottenham. Zatem uznał najwyraźniej, że o międzynarodowe trofea będzie łatwiej w klubie z Meksyku niż z Premier League. Oprócz Francuza warto wymienić takich zawodników jak Walter Gargano, Roque Santa Cruz, Rafael Sobis, Mauro Boselli oraz Ikechukwu Uche. No i najbardziej znanego meksykańskiego piłkarza grającego nadal w kraju, wspomnianego już Oribe Peraltę – wylicza Adrian. – Taki gwiazdozbiór to mocny magnes, również z tego powodu średnia liczba widzów w lidze to 27,5 tysiąca na mecz, czyli więcej niż we Włoszech, Francji, Holandii, czy USA. Inna sprawa, że w Meksyku mawia się, że ludzie mają tu dwie świętości: Matkę Boską z Guadalupe i futbol, więc można powiedzieć, bez przesady, że naprawdę żyją piłkarskimi rozgrywkami i marzeniami z nimi związanymi. Ponad 60 procent spotkań pokazywanych jest w publicznej TV, co jest ewenementem wśród najlepszych lig świata. Torreon znajduje się w stanie Coahuila, który mimo bliskiego położenia od USA nie jest zbytnio bogaty. Trzy czwarte naszych kibiców wywodzi się z klasy pracującej. Mogą zatem liczyć na zarobki między cztery a dwanaście tysięcy pesos. Czyli w przeliczeniu od tysiąca do trzech tysięcy złotych. Najtańsze bilety kosztują 100 pesos, zatem około 25 złotych. Klub szacuje jednak, że łącznie z dojazdem, parkingiem i tym, co zostawi na stadionie, przeciętny kibic w dniu meczu wydaje około 400 pesos. Na jedynej zadaszonej trybunie, czyli na jednej czwartej stadionu, wzdłuż całej linii bocznej, mamy loże dla znacznie majętniejszych widzów. Również cieszą się wzięciem.

Aby dostać licencję na występy w pierwszej lidze MX – nie wystarczy jednak wyłowić dobrych graczy z doświadczeniem w Europie. Absolutnie nie wolno jednak zapomnieć o szkoleniu, ponieważ każdy klub z ekstraklasy oprócz pierwszego zespołu musi wystawiać do rozgrywek także drugą drużynę w 3. lidze (trzeci poziom rozgrywkowy), i cztery zespoły młodzieżowe: U-20, U-17, U-15 i U-13. W akademii w Torreon, gdzie pracuje nasz rodak, szkoli się obecnie 140 młodych zawodników. Na trzech boiskach treningowych i dwóch dodatkowych placach, na których pracują bramkarze i szlifuje się wykonywanie stałych fragmentów. – Zespoły U-20 i U-17 podróżują i grają z tymi samymi przeciwnikami, co ekstraklasa i również kwalifikują się do play-offów. Do tego po każdym meczu U-17 jest konkurs karnych (wygrana daje +1 pkt w tabeli ligi), aby uczyć młodych piłkarzy, jak radzić sobie z presją. Kluby zrozumiały, że akademia to nie koszt, ale inwestycja – mówi o szczegółach nasz rodak pracujący w Torreon. – Choć pewnie nie wszystkie, ponieważ jedna z dużych osobowości w Lidze MX powiedziała mi niedawno: – W Europie wiedzą jak grać w piłkę, tutaj tylko gra się w piłkę. Tam wszystko jest totalnie sprofesjonalizowane: przygotowanie taktyczne i techniczne, strategiczne zarządzanie klubami, zaawansowana analiza, rozbudowane zaplecze, tutaj tylko… grają w piłkę. I sporo w tym prawdy, bo Santos jest jednym z zaledwie dwóch klubów, które mają wydział Sports Intelligence – do którego trafiłem – wspomagający działania sportowe sztabu szkoleniowego poprzez analizę gry własnej jak i przeciwników, czy scouting zawodników z poziomu biurka przy pomocy nowoczesnego software’u. Tyle że po sukcesie Santosu inne kluby także zaczynają wprowadzać ten europejski model. Są też innowacyjne rozwiązania na skalę światową. Na przykład klub Pachuca ma jedyny w swoim rodzaju uniwersytet piłkarski na świecie.

Jak to się robi w Santosie

Dziewięć ostatnich miesięcy to pasmo sukcesów klubu Santos Laguna – klub wywalczył w tym okresie trzy trofea: Puchar Meksyku Apertura 2014, mistrzostwo kraju Clausura 2015 i Superpuchar 2015. Nikt w Torreon nie ma wątpliwości, że to wypadkowa długoterminowych działań, więc sukcesy nie są odbierane w kategorii niespodzianki. – Z pięciu ostatnio rozegranych turniejów ligowych, w czterech awansowaliśmy do półfinałów, a w czerwcu wreszcie wygraliśmy tytuł – tłumaczy Adrian. – Portugalczyk Pedro Caixinha jest uznawany za najlepszego trenera w lidze i po zwolnieniu Miguela Herrery z funkcji selekcjonera był jednym z faworytów do jego zastępstwa. Zresztą do Torreon nie trafił przypadkowo, przyszedł tu z rekomendacji samego Jose Mourinho. Kadra klubu jest szeroka, to generalnie mieszanka młodości i doświadczenia, ale średnia wieku w pierwszej drużynie nie sięga 24 lat. Klub ma być samowystarczalny, obowiązuje zatem zasada: tanio kupić, wypromować, a potem drogo sprzedać. Z tak młodymi zawodnikami regularnie grającymi w wyjściowej jedenastce, jak Abella (21 lat – przyp. red), Ceballos (21), Renteria (22) czy Araujo (23) absolutnie możliwa do zrealizowania. Największa gwiazdą zespołu jest argentyński bramkarz Agustin Marchesin. Aż dziwne, że jeszcze nie trafił do Europy, bo jest naprawdę znakomity. Jego rodacy: kapitan i środkowy obrońca Carlos Izquierdoz i nasz pomocnik box-to-box Pulpo Gonzalez także wiele znaczą – w szatni i na boisku. Motorami napędowymi ataku są natomiast Djaniny Tavarez i wspomniany wyżej Renteria. Co ciekawe, każdy z tutejszych zespołów może zatrudniać po pięciu obcokrajowców, i pięciu naraz może grać. Tyle że po dwóch latach spędzonych w lidze MX, zawodnik zagraniczny nie jest już traktowany jak obcokrajowiec.

Santos jest klubem partnerskim Celtiku Glasgow oraz kolumbijskiego Club Equidad, ale nikt nie kryje, że model, na którym najbardziej wzorują się w Torreon stworzono w… Porto. Dlatego, aby realizować strategiczne cele postawione przez młodego prezydenta klubu Alejandro Irraragorriego, które zakładają regularne awanse do ligowych play-offów i jak najdłuższą międzynarodową promocję marki w rozgrywkach ConcaChampions – którą docelowo Święci z Torreon mają wygrać, aby uzyskać awans do FIFA Clubs World Cup – nieodzowne jest wyszukiwanie utalentowanych piłkarzy. To znaczy ponadprzeciętnie uzdolnionych, czyli takich, których później – jak choćby wspomnianego Quintero – można odsprzedać z dużym zyskiem. – Analiza ponad stu lig z całego świata mieści się w zakresie obowiązków wszystkich zatrudnionych w dziale Inteligencia Deportiva. Używamy software’u WyScout, GolSTATS i MatchAnalysis, większość scoutingu robimy stąd, ale często analitycy jeżdżą obserwować poszczególnych piłkarzy. Mamy tylko jednego scouta w Europie plus rozbudowane kontakty w ligach Południowej Ameryki. Na przykład Bryan Rabello, który przyszedł latem z Sevilla FC monitorowany był od 3 lat – wyjaśnia transferowe tajemnice Adrian. – Kandydatury są omawiane na spotkaniach analityków z dyrektorem technicznym, po nich tworzona jest lista pięciu najlepszych piłkarzy na każdą pozycję pasujących do naszego profilu. Decyzję o angażu, bazując na informacjach przygotowanych przez mój wydział, podejmują prezydent, trener i dyrektor sportowy. Równie poważnie traktowane jest szkolenie. Akademia trenuje na terenie stadionu i ośrodka treningowego pierwszej drużyny, aby młodzieżowcy mogli uczyć się blisko pierwszego zespołu. Każdy z trenerów ma obowiązek przejść szkolenie i dostać akredytację z meksykańskiego ZPN. Oprócz analityków, dietetyków, trenerów przygotowania fizycznego, lekarzy i fizjoterapeutów, mamy też specjalistę od wyszkolenia technicznego z Hiszpanii. Albert Espigares przedtem pracował w Espanyolu Barcelona, Valencii i Realu Madryt. Efekty? W ostatnich pięciu latach ponad dwudziestu piłkarzy z naszej akademii zostało wprowadzonych do pierwszego zespołu. Dziewięciu jest obecnie w 23-osobowej kadrze Santosu.

Zaczęło się od „Piłki Nożnej”

Skoro tyle już było o lidze Meksyku i realiach w jakich funkcjonuje mistrz kraju z miejscowości Torreon, słów kilka warto poświęcić naszemu rodakowi. A miał oczywiście ciekawą drogę do Santosu Laguna. – Kiedy usłyszałem w redakcji „PN”, że praca dziennikarza jest trudniejsza niż się może wydawać, a równolegle dostałem kosza od dziewczyny, postanowiłem wyjechać z Polski. Najlepiej jak najdalej, myślałem o USA, ale ostatecznie zatrzymałem się w Anglii. Zaczynałem od pracy w pubach i restauracjach, później dostałem robotę w Chelsea w pionie zarządzającym stadionem poza meczami, następnie pomagałem w dziale IT. Równolegle zaangażowałem się w program grassroots, czyli w trenowanie młodzieży, a stąd już był tylko krok do własnego biznesu – zacząłem organizować obozy i weekendowe szkółki piłkarskie – wspomina niedoszły reporter „PN”. – Trafiłem w niszę na rynku w dobrej dzielnicy Londynu, dobrze mi szło. Naturalnie nie zapominałem o edukacji, najpierw na London Metropolitan University zrobiłem licencjat, a potem MBA Football Industries na University of Liverpool. Ta druga uczelnia, to największy konkurent FIFA Masters w Szwajcarii. Ceniona, ale i ceniąca się, za roczne studia musiałem zapłacić 13 tysięcy funtów. Praktyki z tej uczelni odbywaliśmy w Celtiku Glasgow, gdzie po ich zakończeniu kontrakt dostał mój kolega z roku, Meksykanin. I to on mnie zarekomendował do klubu partnerskiego Szkotów ze swojej ojczyzny, Santosu z Torreon.

Kiedy w połowie ubiegłej dekady Adrian, który pochodzi z niewielkiego miasteczka Brok na Mazowszu, myślał o praktykach w tygodniku „Piłka Nożna”, nosił jeszcze nazwisko Piotrowski. Do dziś zresztą w niezmienionej formie pozostało w paszporcie, ale na co dzień używa: Peterson. Z jakiego powodu? – Kiedy jako trener starałem się o angaż w elitarnej szkole, która poszukiwała kandydatów na to stanowisko, i dostałem ostatecznie tę posadę po rekomendacji rodziców dzieci, które trenowałem, nikt nie odpowiadał na moje CV. Już pracując w placówce, zapytałem szefa HR, z jakiego powodu. Bez ogródek i zażenowania powiedział mi, że nawet nie czyta życiorysów osób, których nazwisk nie jest w stanie wymówić – wyjaśnia nasz rodak. – Pomijając fakt, że tolerancja dla obcokrajowców ze strony Anglików jest udawana, a rasistowskie nastawienie jest na Wyspach o wiele silniejsze niż w Polsce, nie chciałem, aby ktoś ponownie, zamiast kompetencji, oceniał moje pochodzenie i z tego tytułu dyskwalifikował moje podania. A Piotrowski, to przecież – identycznie jak Peterson – syn Piotra. Dla mnie i mojej rodziny żadna różnica, za to możliwości na rynku pracy zupełnie inne.

Adrian do dziś nie ma brytyjskiego obywatelstwa, a do Meksyku trafił z rekomendacji i jako absolwent elitarnej uczelni, ale akurat w Torreon nikt nie czyni mu zarzutu, że jest Polakiem. Przeciwnie – to atut. – Santos, czyli Święci – nazwa klubu jest nieprzypadkowa, ponieważ związki z religią chrześcijańską, są pewnie większe niż gdziekolwiek indziej na świecie. Stadion w Torreon jest jedynym w obu Amerykach, a nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że także na świecie, gdzie w kompleks sportowy jest wkomponowany kościół, który jest siedzibą tutejszej parafii. Wszyscy, na czele z władzami klubu, są niezwykle religijni, a świętego Jana Pawła II otacza tu kult pewnie większy nawet niż w Polsce. Wszędzie są obrazy z podobizną naszego papieża a ten, który mam nad biurkiem wisiał długo przedtem, zanim stało się moje – opisuje Adrian. – Przed obecnym sezonem w Santosie pojawił się inny polski akcent, klub sprowadził wspomnianego już Chilijczyka Bryana Rabello, który ma nasze obywatelstwo. Po dziadkach, którzy wyemigrowali do Ameryki Południowej, co pomogło mu w transferze do klubu z Unii Europejskiej. Tyle że po polsku nie mówi nawet słowa, i nie czuje żadnych związków z ojczyzną przodków. Kiedy zostaliśmy sobie przedstawieni jako rodacy – jedyne, co zdołał okazać, to… zdziwienie.

Odbezpieczone spluwy

Niespełna 29-letni Adrian jest w Santosie sekretarzem do spraw futbolu. Dla sztabu pierwszej drużyny wykonuje analizy dotyczące własnej drużyny, podgląda również grę przeciwników. Zajmuje się scoutingem kandydatów do gry w Santosie z Europy, w spisie obowiązków ma również kontakty z klubami z naszego kontynentu w celu nawiązywania współpracy i poszukiwania innowacji w systemach stosowanych przez akademie funkcjonujące na Starym Kontynencie. –  Mam duże szczęście, że mogę uczyć się od Pepe Riestry, naszego dyrektora technicznego, który w lidze uchodzi za niezwykle rzetelnego i najbardziej otwartego na nowe trendy – komplementuje przełożonego nasz rodak. – Kiedyś chciałbym wypełniać taką rolę, więc możliwość pracy u boku profesjonalisty rekompensuje mi ciężki klimat, w jakim funkcjonuję w Meksyku. Torreon to miasto w środku pustyni, półtorej godziny samolotem do Mexico City, pięć godzin autem do morza i sześć do granicy z USA. Temperatury wahają się tu pomiędzy 30 i 40 stopni Celsjusza. Jedzenie jest dobre, ostre, choć trzeba uważać gdzie kupuje się posiłki, bo w ulicznych barach nikt nie przestrzega BHP, zatem dość szybko trafiłem do szpitala po zatruciu pokarmowym. Ludzie są niesamowicie mili i pomocni, szkoda tylko, że tak niewielu mówi po angielsku. Meksyk jest źle postrzegany przez obcokrajowców, ale zupełnie niesłusznie. Światowe media donoszą tylko o rabunkach, napadach i kartelach narkotykowych, a tak naprawdę w ciągu sześciu miesięcy nie spotkałem się tu z żadną przemocą. Owszem, po ulicach jeżdżą odkryte furgonetki z wojskiem z ostrą bronią, ale to jest jeden z kosztów bezpieczeństwa. Jeszcze trzy lata temu Torreon zaliczano do pięciu najniebezpieczniejszych, obok Johanesburga, Caracas, czy Rio, miast świata, ale teraz ludzie mogą czuć się tu bezpiecznie. Zatem nie dziwne, że przywykli do widoku odbezpieczonych spluw. Inwestycja w walkę z przestępczością spowolniła modernizację dróg, które są generalnie słabe, i pewnie w ogóle rozwój kraju, ale od czegoś trzeba było zacząć. Zapomniałem tylko dodać że Toreon liczy zaledwie… milion mieszkańców. Przy dwadzieścia razy większym Mexico City, czy dziesięć razy liczebniejszej Guadalajarze jest zatem niewielkie. Przynajmniej w tutejszych realiach…



Adam GODLEWSKI


Artykuł ukazał się w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 4/2026

Nr 4/2026

Ligi w Europie Świat

Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]

FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.

Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]

Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.

On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji

Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.

2025.06.06 Chorzow
pilka nozna Mecz TowarzyskiPolska - Moldawia
N/z Bartosz Slisz, Jakub Moder radosc gol bramka, Jakub Kiwior, Mateusz Bogusz, Sebastian Walukiewicz
Foto Marcin Karczewski / PressFocus

2025.06.06 Chorzow Friendly match Poland - MoldaviaBartosz Slisz, Jakub Moder radosc gol bramka, Jakub Kiwior, Mateusz Bogusz, Sebastian Walukiewicz
Credit: Marcin Karczewski / PressFocus
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Endrick show! Brazylijczyk z hat-trickiem w Ligue 1 [WIDEO]

Olympique Lyon pokonał Metz aż 5:2. Trzy bramki zdobył Endrick, który notuje kapitalne wejście do francuskiego klubu po wypożyczeniu z Realu Madryt.

Endrick show! Brazylijczyk z hat-trickiem w Ligue 1 [WIDEO]
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce

Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Sebastian Szymanski 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej