Mamy mistrza w Santosie Laguna! Kraj dwóch świętości
Kiedy 10 lat temu przyszedł do redakcji „PN” chcąc odbyć praktykę, jak
zwykle w takich sytuacjach zaakcentowałem przede wszystkim te gorsze
strony zawodu prasowego dziennikarza sportowego. Niewielu młodych ludzi
można w ten sposób zniechęcić, ale akurat Adrian Peterson był w
mniejszości. Nie stracił zapału do futbolu, ale poszedł zupełnie inną
drogą. I wyszedł na ludzi. Przez Londyn, i pracę w Chelsea, Liverpoolu i
studia na tamtejszym uniwersytecie, praktykę w Celtiku Glasgow, która
zaowocowała popisaniem bezterminowego kontraktu – w charakterze
sekretarza technicznego – w meksykańskim klubie Santos Laguna z miasta
Torreon.
Nasz człowiek w Meksyku
Jeśli ktoś nie
interesuje się ligą meksykańską, lub przeoczył tę informację – Santos jest
aktualnym mistrzem tego 120-milionowego kraju, którego piłkarska liga jest
trzecią na świecie pod względem frekwencji na stadionach. Zaś pod względem
zarobków także mieści się w pierwszej dziesiątce; jak utrzymują miejscowi – w
rankingu płacowym plasują się przed Portugalczykami, Holendrami i Ukraińcami.
Więcej ludzi na trybuny przyciągają jedynie Bundesliga i Premier League, co
oczywiście musi działać na wyobraźnię, ale nie oddaje skali zainteresowania futbolem
w państwie, którego reprezentacja jest potentatem w strefie CONCACAF i lipcowym
triumfatorem turnieju o Złoty Puchar, podczas którego wyłaniany jest mistrz tej
strefy geograficznej. – Akurat okoliczności awansu Meksyku do finału Copa Oro
pozostawiły duży niesmak w tutejszym społeczeństwie, bo nie brakowało głosów,
że drużyna El Tri została wciągnięta za uszy, ale to nie zmienia faktu, że
turniej wzbudzał ogromne zainteresowanie. Znacznie większe niż gościny udział
reprezentacji Meksyku w bardziej prestiżowej imprezie, którą jest bez wątpienia
Copa America – tłumaczy nasz rodak. – Z prostego powodu – zwycięstwo w tym
turnieju zapewnia udział w Pucharze Konfederacji. A futbol meksykański jest
ukierunkowany na udział w imprezach globalnych. Dlatego z zaproszenia do
klubowego Copa Libertadores w Ameryce Południowej nie korzysta żaden z czterech
półfinalistów tutejszej ligi. Pierwsze cztery zespoły sezonu ligowego występują
w ConcaChampions League, gdyż to triumf w tych rozgrywkach jest przepustką do
klubowych mistrzostw świata. A cóż z tego, że tutejszy UANL Tigres wystąpił w
finale wspomnianego Pucharu Wyzwolicieli, skoro nawet w przypadku wygranej
(ostatecznie Meksykanie przegrali dwumecz – przyp. red) w FIFA Club World Cup i
tak wystąpiliby piłkarze argentyńskiego River Plate?
Jak w Meksyku robi
się futbol
Społeczeństwo
meksykańskie uważane jest za biedne i na ulicach ubóstwa rzeczywiście nie
brakuje, także rozwój cywilizacyjny, zwłaszcza najbiedniejszych warstw, z
punktu widzenia Europejczyka, jest mocno spóźniony, ale finanse klubów mają się
lepiej niż dobrze. – Każdy zespół z czołówki ma po kilku głównych sponsorów,
sześciu czy siedmiu, bo tutejszy biznes widzi dobry interes w reklamowaniu się
w piłkarskiej ekstraklasie. Prawa telewizyjne nie są scentralizowane, każdy
klub sprzedaje je indywidualnie, ale w przeciwieństwie na przykład do Premier
League, wszystkie kwoty są pilnie strzeżonymi tajemnicami. Na przykład o moim
klubie powszechnie wiadomo jedynie, że jest trzeci w rankingu atrakcyjności
medialnej, a z ratingu fanów wynika, że Santos Laguna może pochwalić się liczbą
8,3 milionów kibiców – tłumaczy Adrian. – Bilety i merchandising także
przynoszą znaczące wpływy. Właśnie otwarty został nowy stadion w Monterrey, na
50 tysięcy widzów, i karnety zostały wyprzedane na… dwa lata z góry! Obiekty w
Meksyku są ogólnie dobre i duże, sporo z nich pozostało po mistrzostwach świata
w 1986 roku, ale naturalnie później były modernizowane. Stadiony, za wyjątkiem
dwóch lub maksymalnie trzech, są własnością klubów, co oczywiście pomaga
generować większe przychody. Nie byłoby jednak aż tak wielkich pieniędzy w
meksykańskim futbolu, gdyby nie bogaci inwestorzy i korporacje, które są
właścicielami klubów. Kiedy w zeszłym roku z Santosu do zespołu Club America
odchodzili Oribe Peralta i Kolumbijczyk Darwin Quintero, to transakcja wiązana
– w zamian do Torreon przyszło również dwóch zawodników – wyceniona została na
30 milionów dolarów.
A’ propos transferów
– w lidze meksykańskiej obowiązuje nie tylko inny system rozgrywek niż w
Europie – na podobieństwo Ameryki Południowej rozgrywa się w roku dwa krótkie
turnieje Apertura i Clausura, tyle że w MX kończone są play-offami – ale także
wzorowany na koszykarskiej NBA sposób wymiany zawodników. – Okno transferowe
wewnątrz ligi trwa tylko jeden dzień i nazywa się draftem. Dwa razy w roku
przedstawiciele wszystkich klubów spotykają się w Cancun na kilka dni, aby
przygotować wszystkie krajowe transakcje i przeprowadzić je oficjalnie
ostatniego dnia draftu. Transfery w drugiej lidze robione są dzień później –
wyjaśnia nasz rodak i wymienia kolejne różnice między ligą MX i rozgrywkami w
Europie: – Nie ma tutaj ani reguł finansowego Fair Play, ani zasady, że dwa lub
więcej klubów nie mogą mieć tego samego właściciela. Zatem obecnie kluby w
pierwszej lidze jak Pachuca i Leon, Jaguares i Puebla, Tijuana i Dorados czy
Atlas i Morelia mają tych samych właścicieli. Pomaga to w dużej mierze w
transferach, gdyż zawodnicy wymieniani są między tymi klubami bez większych
problemów. Draft jest jednak workiem stresu dla piłkarzy, ponieważ nie mają
zbyt wiele do powiedzenia, jeśli ich zespół dojdzie do porozumienia z innym i
sprzeda ich kartę.
Jeśli natomiast idzie
o krótkie cykle rozgrywkowe – w praktyce działają – jak twierdzi naoczny
świadek – fantastycznie. – W niektórych ligach już dziesięć kolejek przed
końcem wiadomo kto zostanie mistrzem. Tu liga produkuje dwóch mistrzów na rok,
którzy są nieznani do ostatniej minuty drugiego meczu finałowego. Z finansowego
punktu widzenia to absolutny strzał w dziesiątkę. Jest więcej pieniędzy, przede
wszystkim ze sponsoringu, TV i biletów. Ludzie kochają tak zwane live or die
(żyjesz albo umierasz – przyp. red). W play-offach nigdy nic nie wiadomo i to
jest najbardziej ekscytujące – reklamuje Peterson. – Santos skończył rozgrywki
regularne Clausura 2015 na 8 miejscu, a potem wygraliśmy tytuł. Różnica między
pierwszym i dwunastym zespołem wynosiła w sezonie zasadniczym tylko pięć
punktów, a piętnasty miał stratę dziewięciu oczek. Liga jest wyrównana,
natomiast jej nieprzewidywalność – wysoka. W pierwszej kolejce nowych
rozgrywek, czyli Apertura 2015 trzech głównych faworytów – Tigres, America i
Santos – zanotowało porażki. Aha, przy degradacjach z ligi także obowiązują
inne zasady niż w Europie. Spadkowicza wyłania się na podstawie średniej
punktów wywalczonych w trzech ostatnich długich sezonach. Oczywiście w
statystykach nie uwzględnia się play-offów.
Gignac śladami Pepa Guardioli
Meksyk jest otwarty
na gwiazdy wypromowane w Europie, ale generalnie – choć ostatnio od tej reguły
jest coraz więcej odstępstw – preferowani są hiszpańsko- ewentualnie
portugalskojęzyczni piłkarze. Kiedyś na meksykańskich boiskach szyku zadawali
Eusebio, Emilio Butragueno, Bebeto, Ivan Zamorano, Claudio Lopez, czy Pep
Guardiola. Całkiem niedawno – Jackson Martinez, do połowy tego roku Ronaldinho,
który z zespołem Queretaro przegrał finałowy dwumecz play-off Clausura 2015 z
Santosem Laguna. – Teraz największą gwiazdą rozgrywek jest Andre-Pierre Gignac,
który wybrał ofertę Tigres mimo że podobne warunki finansowe oferował londyński
Tottenham. Zatem uznał najwyraźniej, że o międzynarodowe trofea będzie łatwiej
w klubie z Meksyku niż z Premier League. Oprócz Francuza warto wymienić takich
zawodników jak Walter Gargano, Roque Santa Cruz, Rafael Sobis, Mauro Boselli
oraz Ikechukwu Uche. No i najbardziej znanego meksykańskiego piłkarza grającego
nadal w kraju, wspomnianego już Oribe Peraltę – wylicza Adrian. – Taki
gwiazdozbiór to mocny magnes, również z tego powodu średnia liczba widzów w lidze
to 27,5 tysiąca na mecz, czyli więcej niż we Włoszech, Francji, Holandii, czy
USA. Inna sprawa, że w Meksyku mawia się, że ludzie mają tu dwie świętości:
Matkę Boską z Guadalupe i futbol, więc można powiedzieć, bez przesady, że
naprawdę żyją piłkarskimi rozgrywkami i marzeniami z nimi związanymi. Ponad 60
procent spotkań pokazywanych jest w publicznej TV, co jest ewenementem wśród
najlepszych lig świata. Torreon znajduje się w stanie Coahuila, który mimo
bliskiego położenia od USA nie jest zbytnio bogaty. Trzy czwarte naszych
kibiców wywodzi się z klasy pracującej. Mogą zatem liczyć na zarobki między
cztery a dwanaście tysięcy pesos. Czyli w przeliczeniu od tysiąca do trzech
tysięcy złotych. Najtańsze bilety kosztują 100 pesos, zatem około 25 złotych.
Klub szacuje jednak, że łącznie z dojazdem, parkingiem i tym, co zostawi na
stadionie, przeciętny kibic w dniu meczu wydaje około 400 pesos. Na jedynej
zadaszonej trybunie, czyli na jednej czwartej stadionu, wzdłuż całej linii
bocznej, mamy loże dla znacznie majętniejszych widzów. Również cieszą się
wzięciem.
Aby dostać licencję
na występy w pierwszej lidze MX – nie wystarczy jednak wyłowić dobrych graczy z
doświadczeniem w Europie. Absolutnie nie wolno jednak zapomnieć o szkoleniu,
ponieważ każdy klub z ekstraklasy oprócz pierwszego zespołu musi wystawiać do
rozgrywek także drugą drużynę w 3. lidze (trzeci poziom rozgrywkowy), i cztery
zespoły młodzieżowe: U-20, U-17, U-15 i U-13. W akademii w Torreon, gdzie
pracuje nasz rodak, szkoli się obecnie 140 młodych zawodników. Na trzech
boiskach treningowych i dwóch dodatkowych placach, na których pracują bramkarze
i szlifuje się wykonywanie stałych fragmentów. – Zespoły U-20 i U-17 podróżują
i grają z tymi samymi przeciwnikami, co ekstraklasa i również kwalifikują się
do play-offów. Do tego po każdym meczu U-17 jest konkurs karnych (wygrana daje
+1 pkt w tabeli ligi), aby uczyć młodych piłkarzy, jak radzić sobie z presją.
Kluby zrozumiały, że akademia to nie koszt, ale inwestycja – mówi o szczegółach
nasz rodak pracujący w Torreon. – Choć pewnie nie wszystkie, ponieważ jedna z
dużych osobowości w Lidze MX powiedziała mi niedawno: – W Europie wiedzą jak
grać w piłkę, tutaj tylko gra się w piłkę. Tam wszystko jest totalnie
sprofesjonalizowane: przygotowanie taktyczne i techniczne, strategiczne
zarządzanie klubami, zaawansowana analiza, rozbudowane zaplecze, tutaj tylko…
grają w piłkę. I sporo w tym prawdy, bo Santos jest jednym z zaledwie dwóch
klubów, które mają wydział Sports Intelligence – do którego trafiłem – wspomagający
działania sportowe sztabu szkoleniowego poprzez analizę gry własnej jak i
przeciwników, czy scouting zawodników z poziomu biurka przy pomocy nowoczesnego
software’u. Tyle że po sukcesie Santosu inne kluby także zaczynają wprowadzać
ten europejski model. Są też innowacyjne rozwiązania na skalę światową. Na
przykład klub Pachuca ma jedyny w swoim rodzaju uniwersytet piłkarski na
świecie.
Jak to się robi w
Santosie
Dziewięć ostatnich
miesięcy to pasmo sukcesów klubu Santos Laguna – klub wywalczył w tym okresie
trzy trofea: Puchar Meksyku Apertura 2014, mistrzostwo kraju Clausura 2015 i
Superpuchar 2015. Nikt w Torreon nie ma wątpliwości, że to wypadkowa
długoterminowych działań, więc sukcesy nie są odbierane w kategorii
niespodzianki. – Z pięciu ostatnio rozegranych turniejów ligowych, w czterech
awansowaliśmy do półfinałów, a w czerwcu wreszcie wygraliśmy tytuł – tłumaczy
Adrian. – Portugalczyk Pedro Caixinha jest uznawany za najlepszego trenera w
lidze i po zwolnieniu Miguela Herrery z funkcji selekcjonera był jednym z
faworytów do jego zastępstwa. Zresztą do Torreon nie trafił przypadkowo,
przyszedł tu z rekomendacji samego Jose Mourinho. Kadra klubu jest szeroka, to
generalnie mieszanka młodości i doświadczenia, ale średnia wieku w pierwszej
drużynie nie sięga 24 lat. Klub ma być samowystarczalny, obowiązuje zatem
zasada: tanio kupić, wypromować, a potem drogo sprzedać. Z tak młodymi
zawodnikami regularnie grającymi w wyjściowej jedenastce, jak Abella (21 lat –
przyp. red), Ceballos (21), Renteria (22) czy Araujo (23) absolutnie możliwa do
zrealizowania. Największa gwiazdą zespołu jest argentyński bramkarz Agustin
Marchesin. Aż dziwne, że jeszcze nie trafił do Europy, bo jest naprawdę
znakomity. Jego rodacy: kapitan i środkowy obrońca Carlos Izquierdoz i nasz
pomocnik box-to-box Pulpo Gonzalez także wiele znaczą – w szatni i na boisku.
Motorami napędowymi ataku są natomiast Djaniny Tavarez i wspomniany wyżej
Renteria. Co ciekawe, każdy z tutejszych zespołów może zatrudniać po pięciu
obcokrajowców, i pięciu naraz może grać. Tyle że po dwóch latach spędzonych w
lidze MX, zawodnik zagraniczny nie jest już traktowany jak obcokrajowiec.
Santos jest klubem
partnerskim Celtiku Glasgow oraz kolumbijskiego Club Equidad, ale nikt nie
kryje, że model, na którym najbardziej wzorują się w Torreon stworzono w…
Porto. Dlatego, aby realizować strategiczne cele postawione przez młodego
prezydenta klubu Alejandro Irraragorriego, które zakładają regularne awanse do
ligowych play-offów i jak najdłuższą międzynarodową promocję marki w
rozgrywkach ConcaChampions – którą docelowo Święci z Torreon mają wygrać, aby
uzyskać awans do FIFA Clubs World Cup – nieodzowne jest wyszukiwanie
utalentowanych piłkarzy. To znaczy ponadprzeciętnie uzdolnionych, czyli takich,
których później – jak choćby wspomnianego Quintero – można odsprzedać z dużym
zyskiem. – Analiza ponad stu lig z całego świata mieści się w zakresie
obowiązków wszystkich zatrudnionych w dziale Inteligencia Deportiva. Używamy
software’u WyScout, GolSTATS i MatchAnalysis, większość scoutingu robimy stąd,
ale często analitycy jeżdżą obserwować poszczególnych piłkarzy. Mamy tylko
jednego scouta w Europie plus rozbudowane kontakty w ligach Południowej
Ameryki. Na przykład Bryan Rabello, który przyszedł latem z Sevilla FC monitorowany
był od 3 lat – wyjaśnia transferowe tajemnice Adrian. – Kandydatury są omawiane
na spotkaniach analityków z dyrektorem technicznym, po nich tworzona jest lista
pięciu najlepszych piłkarzy na każdą pozycję pasujących do naszego profilu.
Decyzję o angażu, bazując na informacjach przygotowanych przez mój wydział,
podejmują prezydent, trener i dyrektor sportowy. Równie poważnie traktowane
jest szkolenie. Akademia trenuje na terenie stadionu i ośrodka treningowego
pierwszej drużyny, aby młodzieżowcy mogli uczyć się blisko pierwszego zespołu.
Każdy z trenerów ma obowiązek przejść szkolenie i dostać akredytację z
meksykańskiego ZPN. Oprócz analityków, dietetyków, trenerów przygotowania
fizycznego, lekarzy i fizjoterapeutów, mamy też specjalistę od wyszkolenia technicznego
z Hiszpanii. Albert Espigares przedtem pracował w Espanyolu Barcelona, Valencii
i Realu Madryt. Efekty? W ostatnich pięciu latach ponad dwudziestu piłkarzy z
naszej akademii zostało wprowadzonych do pierwszego zespołu. Dziewięciu jest
obecnie w 23-osobowej kadrze Santosu.
Zaczęło się od „Piłki Nożnej”
Skoro tyle już było o
lidze Meksyku i realiach w jakich funkcjonuje mistrz kraju z miejscowości
Torreon, słów kilka warto poświęcić naszemu rodakowi. A miał oczywiście ciekawą
drogę do Santosu Laguna. – Kiedy usłyszałem w redakcji „PN”, że praca
dziennikarza jest trudniejsza niż się może wydawać, a równolegle dostałem kosza
od dziewczyny, postanowiłem wyjechać z Polski. Najlepiej jak najdalej, myślałem
o USA, ale ostatecznie zatrzymałem się w Anglii. Zaczynałem od pracy w pubach i
restauracjach, później dostałem robotę w Chelsea w pionie zarządzającym
stadionem poza meczami, następnie pomagałem w dziale IT. Równolegle
zaangażowałem się w program grassroots, czyli w trenowanie młodzieży, a stąd
już był tylko krok do własnego biznesu – zacząłem organizować obozy i
weekendowe szkółki piłkarskie – wspomina niedoszły reporter „PN”. – Trafiłem w
niszę na rynku w dobrej dzielnicy Londynu, dobrze mi szło. Naturalnie nie
zapominałem o edukacji, najpierw na London Metropolitan University zrobiłem
licencjat, a potem MBA Football Industries na University of Liverpool. Ta druga
uczelnia, to największy konkurent FIFA Masters w Szwajcarii. Ceniona, ale i
ceniąca się, za roczne studia musiałem zapłacić 13 tysięcy funtów. Praktyki z
tej uczelni odbywaliśmy w Celtiku Glasgow, gdzie po ich zakończeniu kontrakt
dostał mój kolega z roku, Meksykanin. I to on mnie zarekomendował do klubu
partnerskiego Szkotów ze swojej ojczyzny, Santosu z Torreon.
Kiedy w połowie
ubiegłej dekady Adrian, który pochodzi z niewielkiego miasteczka Brok na
Mazowszu, myślał o praktykach w tygodniku „Piłka Nożna”, nosił jeszcze nazwisko
Piotrowski. Do dziś zresztą w niezmienionej formie pozostało w paszporcie, ale
na co dzień używa: Peterson. Z jakiego powodu? – Kiedy jako trener starałem się
o angaż w elitarnej szkole, która poszukiwała kandydatów na to stanowisko, i
dostałem ostatecznie tę posadę po rekomendacji rodziców dzieci, które
trenowałem, nikt nie odpowiadał na moje CV. Już pracując w placówce, zapytałem
szefa HR, z jakiego powodu. Bez ogródek i zażenowania powiedział mi, że nawet
nie czyta życiorysów osób, których nazwisk nie jest w stanie wymówić – wyjaśnia
nasz rodak. – Pomijając fakt, że tolerancja dla obcokrajowców ze strony
Anglików jest udawana, a rasistowskie nastawienie jest na Wyspach o wiele
silniejsze niż w Polsce, nie chciałem, aby ktoś ponownie, zamiast kompetencji,
oceniał moje pochodzenie i z tego tytułu dyskwalifikował moje podania. A
Piotrowski, to przecież – identycznie jak Peterson – syn Piotra. Dla mnie i
mojej rodziny żadna różnica, za to możliwości na rynku pracy zupełnie inne.
Adrian do dziś nie ma
brytyjskiego obywatelstwa, a do Meksyku trafił z rekomendacji i jako absolwent
elitarnej uczelni, ale akurat w Torreon nikt nie czyni mu zarzutu, że jest
Polakiem. Przeciwnie – to atut. – Santos, czyli Święci – nazwa klubu jest
nieprzypadkowa, ponieważ związki z religią chrześcijańską, są pewnie większe
niż gdziekolwiek indziej na świecie. Stadion w Torreon jest jedynym w obu
Amerykach, a nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że także na świecie, gdzie
w kompleks sportowy jest wkomponowany kościół, który jest siedzibą tutejszej
parafii. Wszyscy, na czele z władzami klubu, są niezwykle religijni, a świętego
Jana Pawła II otacza tu kult pewnie większy nawet niż w Polsce. Wszędzie są
obrazy z podobizną naszego papieża a ten, który mam nad biurkiem wisiał długo
przedtem, zanim stało się moje – opisuje Adrian. – Przed obecnym sezonem w
Santosie pojawił się inny polski akcent, klub sprowadził wspomnianego już
Chilijczyka Bryana Rabello, który ma nasze obywatelstwo. Po dziadkach, którzy
wyemigrowali do Ameryki Południowej, co pomogło mu w transferze do klubu z Unii
Europejskiej. Tyle że po polsku nie mówi nawet słowa, i nie czuje żadnych
związków z ojczyzną przodków. Kiedy zostaliśmy sobie przedstawieni jako rodacy
– jedyne, co zdołał okazać, to… zdziwienie.
Odbezpieczone spluwy
Niespełna 29-letni
Adrian jest w Santosie sekretarzem do spraw futbolu. Dla sztabu pierwszej drużyny
wykonuje analizy dotyczące własnej drużyny, podgląda również grę przeciwników.
Zajmuje się scoutingem kandydatów do gry w Santosie z Europy, w spisie
obowiązków ma również kontakty z klubami z naszego kontynentu w celu
nawiązywania współpracy i poszukiwania innowacji w systemach stosowanych przez
akademie funkcjonujące na Starym Kontynencie. –
Mam duże szczęście, że mogę uczyć się od Pepe Riestry, naszego dyrektora
technicznego, który w lidze uchodzi za niezwykle rzetelnego i najbardziej
otwartego na nowe trendy – komplementuje przełożonego nasz rodak. – Kiedyś
chciałbym wypełniać taką rolę, więc możliwość pracy u boku profesjonalisty
rekompensuje mi ciężki klimat, w jakim funkcjonuję w Meksyku. Torreon to miasto
w środku pustyni, półtorej godziny samolotem do Mexico City, pięć godzin autem
do morza i sześć do granicy z USA. Temperatury wahają się tu pomiędzy 30 i 40
stopni Celsjusza. Jedzenie jest dobre, ostre, choć trzeba uważać gdzie kupuje
się posiłki, bo w ulicznych barach nikt nie przestrzega BHP, zatem dość szybko
trafiłem do szpitala po zatruciu pokarmowym. Ludzie są niesamowicie mili i
pomocni, szkoda tylko, że tak niewielu mówi po angielsku. Meksyk jest źle
postrzegany przez obcokrajowców, ale zupełnie niesłusznie. Światowe media
donoszą tylko o rabunkach, napadach i kartelach narkotykowych, a tak naprawdę w
ciągu sześciu miesięcy nie spotkałem się tu z żadną przemocą. Owszem, po
ulicach jeżdżą odkryte furgonetki z wojskiem z ostrą bronią, ale to jest jeden
z kosztów bezpieczeństwa. Jeszcze trzy lata temu Torreon zaliczano do pięciu
najniebezpieczniejszych, obok Johanesburga, Caracas, czy Rio, miast świata, ale
teraz ludzie mogą czuć się tu bezpiecznie. Zatem nie dziwne, że przywykli do
widoku odbezpieczonych spluw. Inwestycja w walkę z przestępczością spowolniła
modernizację dróg, które są generalnie słabe, i pewnie w ogóle rozwój kraju,
ale od czegoś trzeba było zacząć. Zapomniałem tylko dodać że Toreon liczy
zaledwie… milion mieszkańców. Przy dwadzieścia razy większym Mexico City, czy
dziesięć razy liczebniejszej Guadalajarze jest zatem niewielkie. Przynajmniej w
tutejszych realiach…
Adam GODLEWSKI
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”
Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.
On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.
Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji
Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.
Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce
Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.