Tego można było się spodziewać. Manchester City nie dał żadnych szans Burnley i rozgromił niżej notowanego rywala na swoim terenie aż (5:0). Dzięki temu popularni Obywatele umocnili się na drugiej pozycji w tabeli Premier League.
Manchester City gładko ograł kolejnego rywala (fot. Reuters)
Piłkarze Burnley wiedzieli, że jadąc na Etihad Stadium, szanse na ugranie korzystnego wyniku mają dość nikłe. Manchester City na swoim terenie jest niezwykle groźny, o czym kilka dni wcześniej przekonał się Arsenal. Kanonierzy nie mieli w starciu z aktualnymi mistrzami Anglii żadnych szans i można było się spodziewać, że równie surowo potraktowani zostaną gracze Seana Dyche’a.
Podczas dwóch ostatnich wizyt na stadionie Obywateli Burnely straciło aż dziesięć goli i już pierwsze minuty meczu pokazały, że także i tym razem będzie czekać gości niezwykle trudna przeprawa. Manchester bardzo szybko przejął inicjatywę i zaczął tkać swoje koronkowe ataki, szukając wyrw w murze obronnym rywala.
Podopieczni Pepa Guardioli budowali swoje akcje ofensywne z cierpliwości i w 23. minucie dopięli swego. Po odegraniu piłki ze skrzydła od Bernando Silvy, dobrą pozycję do oddaniu strzału sprzed pola karnego wypracował sobie Phil Foden. Młody Anglik uderzył bardzo precyzyjnie, a chociaż Nick Pope wyciągnął się jak długi, to nie zdołał sięgnąć futbolówki.
Patrząc na przebieg wydarzeń na boisku, można było postawić tezę, że kolejne gole w Manchesterze są jedynie kwestią czasu. W 42. minucie prowadzenie gospodarzy podwyższył Riyad Mahrez, który zakręcił obrońcą w polu karnym i strzałem w kierunku dalszego słupka dał swojej drużynie dwubramkowy zapas.
Miejscowym wciąż było mało i jeszcze przed przerwą udało się im dołożyć kolejne trafienie. Po tym jak w polu karnym sfaulowany został Sergio Aguero, sędzia skorzystał z systemu VAR i wskazał na „wapno”. Efekt był taki, że jedenastka została podyktowana, a na bramkę zamienił ją rozgrywający koncertowe zawody Mahrez.
Wspomniany Guardiola mógł być zadowolony z postawy swoich piłkarzy, ale sen z powiek na pewno spędzał mu uraz Aguero, który nie mógł kontynuować gry.
10 – Riyad Mahrez has now scored 10+ goals in five successive campaigns in all competitions (11 goals). Consistent. pic.twitter.com/FmWvq4Jd03
Po zmianie stron nic w obrazie gry się nie zmieniło. Manchester City atakował, Burnley nie miał niczego do powiedzenie i dlatego w 51. minucie gospodarze prowadzili już 4:0. Foden obsłużył świetnym prostopadłym podaniem Bernardo Silvę, a ten wyłożył piłkę do Davida Silvy, który musiał już jedynie dołożyć stopę i dopełnił formalności.
The Citizens wciąż byli nienasyceni, a skoro przeciwnik nie miał kompletnie niczego do zaoferowanie, to po prostu trzeba było z tego skorzystać. W 63. minucie Manchester ponownie podkręcił tempo, a do piłki zagranej przez Gabriela Jesusa dopadł Foden, który zapisał na swoim koncie dublet.
Końcówka zawodów była już toczona w tempie „na chodzonego”. Mający pewne zwycięstwo gospodarze nie musieli napierać na rywala z takim impetem na wcześniej, a trzeba zaznaczyć, że przez kilkadziesiąt minut Manchester nie grał nawet na 60-70 procent swoich możliwości.
Podopieczni Guardioli odnieśli przekonujące zwycięstwo i umocnili się na drugiej pozycji w ligowej tabeli. Burnley z kolei raz jeszcze się przekonał jak wiele brakuje mu do najlepszych drużyn w Anglii.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.