Nie było niespodzianki w środowy wieczór na Etihad Stadium. Manchester City pokonał na swoim terenie Arsenal (3:0), przez większość spotkania kontrolując przebieg wydarzeń na murawie.
Kevin de Bruyne mimo przerwy wciąż w bardzo wysokiej formie (fot. Reuters)
W normalnych warunkach mecz na Etihad Stadium mógłby zostać uznany za wielki hit. Problem w tym, że Arsenal grał do tej pory dość słabo i do finałowej części sezonu przystępował z dziewiątej pozycji w tabeli. Manchester City był drugi ze skromnymi szansami na obronę tytułu mistrzowskiego, a jakby tego wszystkiego było mało – klub został wyrzucony z Ligi Mistrzów na swoje działania względem regulaminu Finansowego Fair Play i chociaż złożył odwołanie, to nie było wiadomo, czy cokolwiek on da.
Motywacja The Citizens mogła być więc poddana pod wątpliwość. Dla takiej drużyny liczy się tylko pierwsza lokata w tabeli, a bój o wicemistrzostwo – szczególnie w obliczu niepewnej przyszłości na arenie międzynarodowej – to jednak nie ten sam kaliber emocji.
Spotkanie zaczęło się dość pechowo dla gości, ponieważ bardzo szybko z boiska musiał zejść kontuzjowany Granit Xhaka. Uraz Szwajcara wyglądał dość poważnie i dlatego z murawy został on zniesiony na noszach. Minęło kilkanaście minut, a już menedżer Arsenal musiał dokonać kolejnej korekty. Tym razem problemy ze zdrowiem nie pozwoliły na kontynuowanie gry Pablo Mariemu.
Jak to wszystko wyglądało pod względem emocji czysto sportowych? Tu zdecydowanie więcej argumentów mieli gospodarze. Na środku boiska Manchester City panował całkowicie, ale nie mogło to dziwić, skoro Pep Guardiola miał do dyspozycji takich asów jak Kevin de Bruyne, David Silva czy Ilkay Gundogan.
The Citizens rozpędzali się z każdą kolejną minutą, jednak albo brakowało im szczęścia, tak jak po strzale Raheema Sterlinga, albo znakomicie bronił Bernd Leno, tak jak wtedy, gdy w sytuacji sam na sam znalazł się Riyad Mahrez.
Miejscowi długo pracowali na gola i w końcu dopięli swego. W doliczonym czasie pierwszej połowy, fatalny błąd popełnił David Luiz, który zamiast przeciąć długie zagranie w pole karne, skiskował i pozwolił, by Sterling ponownie znalazł się w dogodnej pozycji. Tym razem Anglik okazji nie zmarnował i mimo ostrego kąta mocnym strzałem pokonał Leno.
Niedługo po zmianie stron David Luiz ponownie dał o sobie znać, tym razem faulując szarżującego w polu karnym rywala. Nie dość, że Brazylijczyk sprokurował karnego dla Manchesteru City, to jeszcze został ukarany czerwoną kartką i osłabił swój zespół. Do piłki ustawionej na „wapnie” podszedł Kevin de Bruyne, który ze spokojem podwyższył na 2:0.
Trudne w tej sytuacji nie uciec od wrażenia, że wszystkie problemy Arsenalu w tym meczu zaczęły się właśnie od wejścia na plac gry wspomnianego Luiza.
W końcówce na boisku doszło do bardzo nieprzyjemnego zdarzenia. Ederson wpadł z impetem w swojego klubowego kolegę, Erika Garcię i jak się okazało, doprowadził do jego poważnej kontuzji. Lekarze przez kilkanaście minut udzielali mu pomocy i ostatecznie Hiszpan został na noszach przeniesiony bezpośrednio do karteki.
Już po tym fakcie Manchester City ustalił wynik spotkania. Swojego gola zdobył rezerwowy Phil Foden i pewne zwycięstwo gospodarzy stało się faktem. Drużyna Guardioli zrobiła swoje, natomiast Arsenal po raz kolejny udowodnił, że przed Mikelem Artetą ogrom pracy, jeśli Kanonierzy mają wrócić na należne im miejsce w Premier League.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.