Manchester City jest już o krok od wywalczenia mistrzostwa Anglii. „The Citizens” pokonali w poniedziałkowy wieczór Leicester City (1:0), a gola na wagę trzech punktów i – wszystko na to wskazuje – tytułu strzelił Vincent Kompany.
Kompany, znaczy kapitan (fot. Phil Noble / Reuters)
Zdaniem wielu komentatorów, to właśnie to spotkanie było ostatnią nadzieją… piłkarzy Liverpoolu. Wydawało się bowiem, że jeśli Manchester City miał jeszcze gdzieś stracić punkty, to właśnie w starciu z Leicester City. W ostatniej kolejce „Obywatele” zmierzą się bowiem z Brighton i wydaje się, że nie jest to rywal, który mógłbym im postawić zbyt wysoko zawieszoną poprzeczkę.
Drużyna prowadzona przez Brendana Rodgersa nie przyjechała jednak na Etihad Stadium w roli chłopców do bicia, tym bardziej, że ostatnio „Lisy” wysoko pokonały Arsenal, a to zawsze – nawet biorąc poprawkę na słabą formę londyńczyków – dodaje wiatru w żagle.
Można było w ciemno zakładać, że Manchester od razu rzuci się na rywala, chcąc jak najszybciej rozstrzygnąć losy spotkania, ale presja pętała nieco nogi zawodnikom Pepa Guardioli i ci grali dość nerwowo. Leicester szukało z kolei swoich szans w szybkich wypadach i niewiele brakowało, by jeden z takich ataków przyniósł efekt.
W 32. minucie wydawało się, że gospodarze w końcu dopną swego, ale piłka po strzale Serio Aguero najpierw odbiła się od poprzeczki, a następnie została wybita przez Kaspra Schmiechela i jak wykazał system goal-line technology, gola nie było. Kibice na trybunach zaczęli się coraz bardziej niepokoić.
Manchester City napierał, przypuszczał atak za atakiem, jednak nic to nie dawało. Rywal bronił się mądrze i szczęśliwie, coraz bardziej się cofając i okopując przed swoim polem karnym. Mur defensywny Leicester był tak szczelny, że wydawało się, iż jego sforsowanie będzie niemożliwe.
Skoro jednak zawodzili tak znakomici piłkarze jak Raheem Sterling czy Leroy Sane, to sprawy w swoje ręce musiał wziąć w końcu sam kapitan, a więc Vincent Kompany, który zdecydował się na uderzenie z dystansu. Mimo znacznej odległości, Belg huknął tak mocno i celnie, że piłka trafiła idealnie w okienko bramki rywala. Schmeichel wyciągnął się jak długi, a nie miał najmniejszych szans, by obronić taką bombę.
Manchester City tej jednobramkowej zaliczki już z rąk nie wypuścił i dopiął swego, czyli dopisał na swoje konto bardzo ważne punkty. Dzięki temu gospodarze mają przed ostatnią kolejką jedno „oczko” więcej od Liverpoolu i wystarczy, że pokonają na finiszu kampanii Brighton. W równolegle toczonym meczu „The Reds” będą walczyć z Wolves.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.