Manchester United, czyli kolos na glinianych nogach
Louis van Gaal miał dwa miesiące i ogromne fundusze, by sprowadzić do Manchesteru United takich piłkarzy, jakich tylko chciał. Holender nie oszczędzał, ale w ferworze letnich zakupów nieco się pogubił. O ile udało mu się ściągnąć na Old Trafford wielkie gwiazdy do formacji ofensywnej, to niestety blok obronny potraktował po macoszemu. Nic więc dziwnego, że Czerwone Diabły nazywa się dziś kolosem na glinianych nogach.
O tym, że van Gaal będzie musiał wydać dziesiątki milionów funtów na nowych piłkarzy, wiedzieliśmy jeszcze przed oficjalnym startem jego pracy w Manchesterze. Nie było bowiem prawdą to co pod koniec swojej kadencji powiedział Sir Alex Ferguson, który przekonywał, że zostawił swojemu następcy gotowy i kompletny zespół. United w poprzedniej kampanii ligowej prezentowali się katastrofalnie, co było po części winą Davida Moyesa, ale również słabej kadry. Słabej w stosunku to siły prezentowanej przez najgroźniejszych rywali Manchesteru w Premier League. Moyes także oczywiście miał czas na dokonanie odpowiednich korekt, ale chyba zbyt mocno uwierzył w słowa wielkiego poprzednika i przez długie miesiące żył w przekonaniu, że otrzymał do dyspozycji tak zwanego „samograja”. Błąd.
Czerwone Diabły już w lecie 2013 roku potrzebowały wzmocnień, a zwłoka w tym temacie doprowadziła jedynie do tego, że rok później niezbędny był gruntowny „remont” całego zespołu i wymiana zużytych część na nowe. Być może nie brzmi to zbyt elegancko, ale te motoryzacyjne porównania pasują do sytuacji, w której znalazła się drużyna holenderskiego maga jak ulał. Van Gaal doskonale o tym wiedział. Trener o takim doświadczeniu, tak bogatym CV i wielkich osiągnięciach, dostrzega takie niuanse na pierwszy rzut oka. Ktoś więc więc zapyta – To dlaczego do jasnej Anielki wytykasz takiemu fachowcowi błędy? Czyżbyś był mądrzejszy od niego?
Nie, i absolutnie nie w tym rzecz. O tym, że Manchester United potrzebuje wzmocnień w formacji obronnej, najlepsi znawcy angielskiego futbolu wspominali od dawna, jeszcze zanim zakończył się poprzedni sezon. Mówił o tym Gary Neville, którego w kwestiach związanych z Premier League można uznawać za autorytet. Konieczność gruntownej przebudowy bloku defensywnego wieszczyli także Gary Lineker oraz wielu innych brytyjskich dziennikarzy. Podobne zdanie w temacie miał również legendarny bramkarz Manchesteru, Peter Schmeichel, który namawiał do wykupienia z Borussii Dortmund Matsa Hummelsa. Można tak wymieniać i wymieniać, ale wszystko sprowadza się do wspólnego mianownika, czyli wzmocnień w obronie, których – ku rozpaczy kibiców klub – van Gaal nie dokonał.
Oczywiście, nie jest rzeczą łatwą załatanie dziur po takich gigantach jak Nemanja Vidić, Rio Ferdinand czy Patrice Evra, którzy przez lata stanowili o sile obronnej zespołu. Po pierwsze, dawali oni kolejnym bramkarzom spokój i komfort, a po drugie, byli sennym koszmarem dla napastników drużyn przeciwnych, którzy często gęsto rozbijali się o nich niczym o solidny mur. Kiedy wyżej wymieniona trójka była w swojej optymalnej formie, to defensywna United była niezwykle trudna do złamania.
Jak ta sytuacja wygląda dzisiaj? W erze po Vidiciu, Ferdinandzie i Evrze? Raczej słabo. Wychowywani na ich następców Chris Smalling, Jonny Evena i Phil Jones, to jednak nie ten sam rozmiar kapelusza. Nie dość, że nie wnoszą oni podobnej jakości, to jeszcze są niezwykle podatni na kontuzje. Oczekiwanie na to aż osiągną pewną określoną stabilność w swojej grze trwa już tak długo, że chyba tylko najwięksi optymiście wierzą jeszcze, że wybiją się oni ponad pewien dobry poziom. Dobry i nic więcej, a przecież mówimy o United, a nie – z całym szacunkiem – o Stoke City. Jeśli do tego dodać chaotycznego i nieobliczalnego Rafaela oraz nieopierzonych Blacketta, Thorpe’a oraz McNaira, to otrzymujemy obraz obronnych zasieków, które raczej nie wzbudzają u rywali trwogi, a wręcz zachęcają do zmasowanych ataków.
Co na to wszystko wspomniany Louis van Gaal? Sprowadził na Old Trafford swojego pupilka z reprezentacji Holandii, Daleya Blinda, Marcosa Rojo oraz dostał do kompletu Luke’a Shawa. Pierwszy z tych piłkarzy ma za sobą dobry sezon i udane mistrzostwa świata, ale zdecydowanie lepiej czuje się w grze ofensywnej, gdzie może się podłączyć na skrzydle. To samo dotyczy Rojo, który był wielkim odkryciem reprezentacji Argentyny w trakcie mundialu. Nie można jednak uciec od wrażenia, że to zawodnik nieco… „elektryczny”, co potwierdzają także obserwatorzy ligi portugalskiej, gdzie Rojo grał jeszcze do niedawna w barwach Sportingu Lizbona. No i w końcu Shaw. Wielki talent, ale gdy trafił pod skrzydła van Gaala, to ten dopatrzył się u niego sporych braków w przygotowani i zalecił indywidualne treningi. Potem Anglika dopadły kontuzje i ciężko o nim napisać coś więcej, ponieważ jeszcze nie wiadomo, jak wpasuje się w system gry nowego menedżera.
Skoro już jesteśmy przy taktyce. Preferowane przez van Gaala ustawienie, czyli 3-5-2 to wciąż problem dla jego piłkarzy. Niech nikogo nie zmylą ostatnie wygrane. Manchester nie ma obecnie stopera tej klasy, co wspomnieni już Vidić czy Ferdinand, dlatego w starciach z mocniejszymi rywalami może mieć spore problemy. O ile Di Maria, Falcao, Rooney, Mata czy van Persie raczej ze swoich zadań ofensywnych się wywiązują, to w tyłach takiego komfortu van Gaal mieć nie może i jeśli w styczniu nie zakupi obrońcy światowej klasy, to nawet ratowanie się Carrickiem i Fletcherem może mu nie pomóc w walce o czołową czwórkę i powrót do Ligi Mistrzów.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.