Władze Łódzkiego Klubu Sportowego nie potrafią dogadać się z zawodnikami w sprawie zaległości finansowych i proponują rozłożenie zaległości na siedem lat. W takiej sytuacji znalazł się między innymi Marcin Mięciel.
– Wiedziałem, że jest ciężka sytuacja i chciałem te zaległości rozłożyć na rok, mimo że umowę mam tylko do lata. Chciałem pomóc, ale nie mogę zgodzić się na rozłożenie płatności na siedem lat. Nawet nie wiem czy będę jeszcze wtedy żył… To paranoja – w rozmowie z Legia.Net mówi Mięciel.
– Na pewno nie jest to, że zostałem odsunięty do zespołu Młodej Ekstraklasy, ale muszę akceptować wolę prezesów oraz trenera. Jeżdżę na treningi, ćwiczę z zespołem i daje z siebie wszystko. Mam nadzieję, że klub też będzie respektował umowy i zacznie płacić. W Łodzi nie dostaję pieniędzy od pięciu miesięcy. Nie dostałem też zaległych premii z zeszłego oraz z obecnego roku. Trochę tych pieniędzy już się zebrało. Najwyżej będę musiał złożyć pismo do Polskiego Związku Piłki Nożnej – kontynuuje napastnik ŁKS-u.
– Nie powinno tak być, że dobrze grający piłkarz ląduje w Młodej Ekstraklasie lub w rezerwach. Kiedy w Niemczech – na przykład w Bochum – nie chcieli kogoś, to taki zawodnik normalnie trenował z pierwszym zespołem i nie był w żaden sposób karany. Jeżeli klub chce się pozbyć swojego zawodnika, to sam szuka mu nowej drużyny – przyznaje Mięciel.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.