– Pokazaliśmy, że mamy odrobinę charakteru, potrafimy się zebrać w sobie. Szkoda, że nie udało się wygrać, bo wtedy wszyscy byliby w stu procentach zadowoleni – tak Marcin Żewłakow skwitował bezbramkowy remis Bełchatowa w Warszawie z Polonią.
Żewłakow zaczynał karierę w Polonii. Chciał ją w niej zakończyć, ale mimo, że przed rozpoczęciem sezonu prawie uzgodnił umowę to klub od niej w ostatniej chwili odstąpił. Na stadion przy Konwiktorskiej były napastnik reprezentacji Polski przyjechał jakby do siebie. Kibice po meczu zgotowali mu owację.
– Przez sekundę zrobiło mi się cieplej na sercu. Bardzo za to kibicom dziękuję. Ale teraz jestem zawodnikiem GKS Bełchatów i ta drużyna mnie interesuje. Przyzwyczaiłem się do tego klubu, polubiłem ten klub i chętnie zostałbym w Bełchatowie. Mam kontrakt do końca czerwca i na tym się mogę opierać. Jeżeli chodzi o moje siły, o motywację to jestem gotowy podjąć wyzwanie i nadal grać na poziomie ekstraklasy. Podejmę je z miłą chęcią – mówił mimo wszystko zadowolony Żewłakow.
Nastrój mogła mu zepsuć tylko sytuacja z 83. minuty. Chciał wykonać rzut karny, po tym jak faulowany był Mateusz Cetnarski. Obaj byli wyznaczeni do wykonania „jedenastki”. Kolega był pierwszy w kolejce, ale po faulu na nim wydawało się, że powinien strzelać doświadczony napastnik.
– Nie mam pretensji. Mateusz był wyznaczony. Wziął piłkę i strzelił. Tak to czasem jest. Rzut karny jest pewnego rodzaju loterią. Z naszej strony na pewno nie będzie komentarzy. Stało się. Może w ostatniej kolejce to sobie powetujemy. Do Warszawy nie przyjeżdżaliśmy jako faworyt. Po dwóch porażkach morale nie było za ciekawe. Chcieliśmy pokazać, że jesteśmy drużyną, która potrafi się przeciwstawić przeciwnościom losu albo wahnięciom formy. I to nam się udało – powiedział Marcinb Żewłakow, którego występ z trybun oglądał brat Michał.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.