Marek Gancarczyk jeszcze półtora roku temu występował w jednej drużynie ze swoim bratem, Januszem. Ten drugi zaliczył dziś kilkunastominutowy występ w barwach Polonii, zaś Marek rozpoczął spotkanie w wyjściowym składzie ekipy z Wrocławia.
– Mecz zakończył się dla nas dobrze, bo wygraliśmy na trudnym terenie. Założyliśmy sobie, żeby przede wszystkim poukładać grę z tyłu i próbować wyprowadzać kontrataki. Mamy poukładany zespół. Jeżeli wszyscy walczą, to możemy wygrać nawet bez napastników – powiedział piłkarz Śląska.
Czy piłkarz Śląska rozmawiał przed meczem ze swoim bratem? – Tak, kontaktowaliśmy się przed meczem. Pytałem go, czy zagra; on pytał o to samo mnie. Nie miałem pewności, że wyjdę dziś w pierwszym składzie, ale po cichu na to liczyłem i nie byłem zaskoczony decyzją trenera – mówił.
Gancarczykom nie było jednak dane spotkać się na boisku. Marek opuścił plac gry w 77. minucie, a Janusz wszedł dwie minuty później. – Nie myślę kategoriami, żeby się z nim mierzyć. Janek to dobry piłkarz i życzę mu jak najlepiej. Mam nadzieję, że wywalczy grę w pierwszym składzie – zakończył Marek Gancarczyk.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.