Sukces reprezentacji
Polski w finałach mistrzostw Europy we Francji będzie konsumowany w wielu dziedzinach.
Jak dużo zespół Adama Nawałki zyskał marketingowo?
Polacy pozostawili po sobie we Francji bardzo dobre wrażenie(foto: Ł. Skwiot)
Przed startem
turnieju na łamach „PN” analizowaliśmy potencjał reklamowy reprezentantów i
selekcjonera. Euro 2016 było czasem ofensywy kampanii piłkarzy świadomie
budujących od lat wizerunek na tym polu, jak Robert Lewandowski czy Grzegorz
Krychowiak. Awans do ćwierćfinału wykreował nowych bohaterów, zmieniając
postrzeganie całej drużyny narodowej, która wreszcie zaczęła być kojarzona z
sukcesem. Dowodem popularności są liczby. Oficjalny kanał PZPN na YouTube,
„Łączy nas piłka”, tylko do końca czerwca zyskał 82 tysiące nowych
subskrybentów, generując ruch 20 milionów wyświetleń filmów odsłaniających
polskie kulisy turnieju. Liczba wzmianek o zespole w mediach w Polsce w okresie
od 1 do 30 czerwca jest szacowana na około 400 000 tysięcy. Według danych
Instytutu Monitorowania Mediów o szczycie NATO w Warszawie od 1 do 7 lipca
pojawiało się na przykład 25 tysięcy polskojęzycznych komentarzy.
Uznane marki
– Mamy do czynienia z
efektem szerszego procesu, trwającego od dłuższego czasu i opartego na zbiorze
zjawisk – tłumaczy ekspert marketingu sportowego, prezes zarządu Sport
Management Polska, Grzegorz Kita. – Często jest tak, że nawet duże sukcesy
nieoparte na kompleksowych fundamentach, nie sprzedają się lub są krótkotrwałe.
Tutaj pewnej genezy można upatrywać w tym, jak bardzo postrzeganie piłki nożnej
w Polsce zmieniło się w czasie mistrzostw Europy w 2012 roku. To był przełom.
Wtedy wszyscy niezwiązani lub niezainteresowani zobaczyli na własne oczy jak
duża jest skala zjawiska, skala zainteresowania wydarzeniem w ujęciu sportowym,
gospodarczym czy wizerunkowym. Turniej zmienił też krajobraz infrastruktury
piłkarskiej w Polsce – nowoczesne i wielofunkcyjne stadiony stały się w naszym
kraju oczekiwanym standardem. Kolejnym aspektem jest wzrastająca pozycja
polskich piłkarzy na rynku europejskim. Polacy w sposób naturalny stają się
podstawowymi zawodnikami wielkich, uznanych marek piłkarskich. Kiedyś
cieszyliśmy się z obecności jednego Polaka w silnym klubie, wielkim wydarzeniem
było kiedy strzelił bramkę. Obecnie mamy Roberta Lewandowskiego – piłkarza
globalnego, markę w skali światowej. Nie musimy się oszukiwać, oceniając jego
dokonania. Ale oprócz Lewandowskiego są też inni jak Grzegorz Krychowiak, Arek
Milik, Wojciech Szczęsny, Łukasz Fabiański, Kamil Glik. Swoją rolę w budowie
pozytywnej percepcji kibiców odgrywa też Ekstraklasa. Można mieć zastrzeżenia
do poziomu sportowego, jednak jest ładnie opakowana i wywołuje pozytywne
wrażenia wizerunkowe. Kolejny element – zmiany w PZPN i nowa twarz związku w
postaci prezesa Zbigniewa Bońka. Całości postrzegania scenerii dopełniają
profesjonalnie organizowane i promowane projekty dotyczące sportu dziecięcego,
takie inicjatywy jak Turniej „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” czy
Coca-Cola Cup. Kiedy to wszystko połączymy z udanymi eliminacjami i długim występem
na mistrzostwach, sukces okazuje się mocniejszy, trwalszy, doceniony, a nawet
przeceniony, przez opinię publiczną. Dzięki temu, że te wszystkie elementy
występują w sposób kompleksowy i komplementarny – postrzeganie futbolu stało
się bardziej wszechstronne, uniwersalne, docierające do szerszej publiczności,
wzbudzające wiarygodność.
Boom na reprezentację
skalą przewyższył przedturniejowe prognozy. Jednak reklamodawcy łatwo mogli
stać się ofiarami sukcesu drużyny narodowej, wypuszczając rynkową szansę z rąk.
Drużyną narodową przez siłę przebicia do ogółu opinii publicznej zajęły się
wszystkie, nie tylko sportowe, media. Reprezentanci patrzyli na konsumentów z
lodówek, billboardów, serwisów plotkarskich, zajmowali pozycję numer jeden w
głównym wydaniu wiadomości. Kiedy wszyscy chcieli ogrzać się w blasku sukcesu,
przedarcie się przez szum medialny było utrudnione. Z portfela czternastu
oficjalnych sponsorów i partnerów reprezentacji Polski oraz PZPN część nie
wykazała w czasie turnieju większej aktywności.
– PZPN przy
odpowiedniej strategii negocjacyjnej ma prawo oczekiwać za pakiety oficjalnego
sponsora i partnera nawet od 60 do 100% więcej niż przed startem eliminacji
Euro 2016 – mówi Kita.
Sukces PZPN, sukces
UEFA
Wizerunkowo zyskała
Vistula. Piłkarze ubrani w nienagannie skrojone garnitury przykuwali wzrok.
Dzięki sesji zdjęciowej i odpowiedniej promocji marka nie była mylona z
konkurencją. Przemyślana, długofalowa kampania z zaangażowaniem konsumentów w
zbieranie figurek z podobiznami piłkarzy oraz akcję biało-czerwonych sznurówek
przyniosła pozytywny efekt sponsorowi głównemu, grupie LOTOS S.A. Oficjalni
partnerzy reprezentacji mieli i tak ułatwione zadanie przy firmach
posługujących się tym tytułem pod parasolem UEFA. Carlsberg zapłacił 40 milionów
euro za kontrakt z centralą w Nyonie, dwukrotność sumy przeznaczając na
działania reklamowe i marketingowe. Spece piwnego potentata stanęli przed
wyzwaniem zakazu reklamy dla marek alkoholu w czasie wydarzeń sportowych we
Francji, nakazu dostosowania się do sztywnego protokołu komunikacji UEFA oraz
nieobciążonej obsługą wielomilionowej umowy konkurencją. Euro 2016 stało się
kolejną areną walki ambush marketingu (kiedy konkurencja bez tytułu oficjalnego
sponsora podejmuje działania marketingowe w celu promocji – przyp. red.) na
rynku browarów, ocenianą głównie przez akcje promocyjne Heinekena. Koncern
wypuścił we Francji w czasie mistrzostw między innymi linię butelek z flagami
wszystkich uczestników turnieju. W wielu europejskich krajach trwają rozmowy na
temat prawnego zakazania tej formy marketingu.
Wyzwaniem dla
wszystkich firm było przepracowanie strategii reklamowych pod zmieniające się
gusta odbiorców. Pokolenie milenijne nie ogląda tradycyjnej telewizji, szukając
treści wideo w internecie. Przy wyborze kilku źródeł z formy on-line
skorzystało w Wielkiej Brytanii w czasie ME aż 76 procent odbiorców. W
porównaniu do Euro 2012 zatarciu uległy różnice w budżetach reklamowych między
internetem a telewizją. Głównym kanałem kampanii stały się social media, a narzędziem
– urządzenia mobilne.
Długa droga do
ćwierćfinału z Portugalią wpłynęła na popularność mniej eksponowanych wcześniej
reprezentantów Polski. Nowego bohatera wykreował już pierwszy mecz z Irlandią
Północną. Dobra gra i zachwyty płynące z twitterowych kont Rio Ferdinanda oraz
Gary’ego Linekera zwróciły uwagę na Bartosza Kapustkę. W podsumowaniu
przygotowanym przez Facebooka, pomocnik Cracovii do końca ćwierćfinałów zyskał
najwięcej polubień fanpage’u ze wszystkich uczestników Euro, zaliczając wzrost
o 538 procent. Tak spektakularny wynik zawdzięczał dosyć niskiemu kapitałowi
początkowemu. W pierwszej dziesiątce znalazło się aż pięciu Polaków (jeszcze
Mariusz Stępiński, Łukasz Fabiański, Piotr Zieliński, Bartosz Salamon),
reprezentacja zaliczyła skok o 44 procent, zajmując czwarte miejsce w kategorii
drużyn.
– Po tym jak polska
piłka osiągnęła znaczący poziom marketingowo-wizerunkowy, beneficjentami tego
zjawiska stali się także jego indywidualni bohaterowie – mówi Kita. –
Analizując fenomeny marketingowe reprezentantów Polski, nie można postawić
znaku równości. Inne czynniki dotyczą Kapustki, inne Pazdana, kolejne
Lewandowskiego, Krychowiaka czy Błaszczykowskiego. Kapustka wybił się na fali
udanego występu, błysku talentu. W jego przypadku kilka elementów synergicznie
zagrało naraz. Najważniejsze były: dobry mecz, pochwalne peany Linekera i
Ferdinanda, młody wiek ogólnie i młody wiek debiutu na ME, ale też rodzaj
sukcesu w stylu amerykańskim. Osiągnięty w krótkim czasie: od rezerw Cracovii
do meczu na mistrzostwach Europy. Z kolei Pazdan zasłużył się czym innym. Po
pierwsze bardzo dobrą grą zapracował na opinię obrońcy, który stał się opoką
drużyny, barierą nie do przejścia. Ale w kreacji wizerunku pomógł też
charakterystyczny wygląd (ogolona głowa) i dynamiczne „zassanie” tej postaci do
subkultury przez tysiące memów w internecie czy akcje w stylu „Ogolę się na
Pazdana”.
Wyzwanie 2020
Marketingowo
największym wygranym Euro 2016 jest UEFA. Europejska centrala zarobiła na tym
polu 450 milionów euro, osiągając aż 40-procentowy wzrost od turnieju
rozegranego przed czterema laty na polskich i ukraińskich boiskach. Głównym
czynnikiem hossy było powiększenie liczby uczestników do 24. Więcej drużyn,
meczów, transmisji telewizyjnych, ekspozycji brandów, pozwoliło w rozmowach ze
sponsorami trzymać władzom UEFA w ręku najsilniejsze karty. Z wyjątkiem
mizernej frekwencji w fan zonach, biznesu nie popsuło też zagrożenie atakami
terrorystycznymi, które zdominowało medialny przekaz przed startem imprezy.
Gospodarz dał grunt jednej z najbogatszych europejskich gospodarek, największej
w tej roli od 1996 roku czyli wówczas Anglii, co również miało znaczenie przy
odtrąbieniu tak dużego sukcesu.
– Dodatkowo wzrosło zainteresowanie piłką
nożną w Azji. Stąd pierwsze umowy sponsorskie z chińskimi koncernami – mówi
profesor Simon Chadwick, międzynarodowy specjalista do spraw marketingu
sportowego, wykładowca University of Salford w Manchesterze. – Żadnym,
powtarzam żadnym zagrożeniem dla mistrzostw Europy nie był rozgrywany w tym samym
czasie turniej Copa America Centenario. Europa pozostaje ekonomicznym centrum
futbolu. Przede wszystkim Euro stało się towarem z wyższej półki. UEFA jest
zarządzana według reguł wolnego rynku i skupiona na jak najskuteczniejszym
dotarciu do klienta. Jest lepszym partnerem reklamowym, niż nadal kojarzona z
korupcją FIFA. Wielu ludzi pracujących w dziale marketingu ma doświadczenie
niezwiązane z futbolem. Dlatego zmieniła się strategia działań i rozwoju, jest
zdecydowanie inna niż jeszcze dziesięć lat temu. Zwróćmy uwagę na plany
rozegrania Euro 2020 w trzynastu miastach od Bilbao po Baku. Marketing będzie
bardziej skomplikowanym procesem, także trudniejszym do osiągnięcia celów
skuteczności i wydajności. W tym czasie, w każdej z lokalizacji, firmy otrzymają
jednak szansę na dotarcie do odbiorcy przez konkretniejszą strategię reklamową.
Pomoże to w zbudowaniu głębszych relacji.
Kolejne mistrzostwa
przyniosą następną rewolucję w kształcie rozgrywek. Nie wiadomo jak trwałą.
Powiększenie liczby finalistów do 24 zespołów wywołało wiele głosów krytyki,
między innymi selekcjonera reprezentacji Niemiec Joachima Loewa.
– Pytanie co dalej.
Wzrost liczby uczestników, przy prawie połowie federacji biorących już teraz
udział w rozgrywkach, jest alogiczny. Ten kierunek grozi dalszym eksperymentom
na żywym organizmie i osłabianiu prestiżu mistrzostw Europy. Walcząc o
utrzymanie dynamiki wzrostu zarobków, kolejnym pomysłem może być w nieodległej
przyszłości Euro rozgrywane co dwa lata. Pomysł dzisiaj absurdalny, ale wiele
koncepcji ma charakter idei pełzających, hybrydowych, czyli przez lata
oswajających opinię publiczną, dojrzewając, zdobywając sobie teren krok po
kroku – kończy Kita.
Michał Czechowicz
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W OSTATNIM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.