Czasami lepiej wykonać jeden, a nawet dwa kroki do tytułu i od nowa zacząć wspinaczkę w karierze piłkarskiej, niż tkwić w klubie, w którym nie potrafią wykorzystać twojego potencjału.
ZBIGNIEW MROZIŃSKI
Bardzo młodzi piłkarze są kupowani przez znane kluby, ale szybko zderzają się ze ścianą. Nie wszyscy są na tyle silni psychicznie, żeby poradzić sobie z presją w nowym otoczeniu, w obcym kraju, często bez znajomości jego języka. Zostają poparzeni dużą piłką. Wyjściem z patowej sytuacji jest szybka zmiana barw klubowych.
UCIECZKA Z ŁAWKI
Dobrym przykładem jest piłkarski szlak Martina Odegaarda, który sześć lat temu z wielką pompą trafił do Realu Madryt. Norweg był wtedy świeżo po szesnastych urodzinach i nie mógł liczyć, że od razu wskoczy do kadry pierwszego zespołu. Odegaard został oddany do Castillii, grających w trzeciej lidze rezerw królewskiego klubu. Znudziło mu się jednak wieczne czekanie na zainteresowanie kogoś z pierwszego zespołu i na początku 2017 roku na zasadzie wypożyczenia przeprowadził się do Holandii, gdzie najpierw grał w Heerenveen, a potem w Vitesse Arnhem. Gdy ofensywny pomocnik został nominowany do jedenastki sezonu 2018-19 Eredivisie, przypomniano sobie o nim w Hiszpanii. W ubiegłym roku z Realem Sociedad San Sebastian dotarł do finału Pucharu Króla, a trwające rozgrywki rozpoczął w Realu Madryt. Nie potrafił jednak przekonać Zinedine’a Zidane’a, miał też kontuzje i znowu zdecydował się na wypożyczenie. Zimą kapitan reprezentacji Norwegii przeniósł się do Arsenalu Londyn, gdzie czuje się zdecydowanie lepiej. W połowie marca angielskie media poinformowały, że menedżer Kanonierów Mikel Arteta jest bardzo zadowolony z postawy Martina i nie chciałby go po zakończeniu sezonu oddać do Madrytu, więc może Arsenal go wykupi.
W Realu zresztą było wielu świetnie zapowiadających się zawodników, którzy musieli się stamtąd ewakuować, bo ich kariery już na starcie zostały zahamowane. Na początku lat 90. na Santiago Bernabeu przybył Juan Esnaider, osiemnastoletni napastnik argentyński. Po prawie dwuletnim oddelegowaniu do klubowych rezerw, wtedy akurat grających na zapleczu Primera Division, w 1993 roku został wypożyczony do Realu Saragossa. Tam pokazał, dlaczego uważano go za duży talent, pomógł drużynie zdobyć Puchar Króla, a potem Puchar Zdobywców Pucharów, wkrótce zadebiutował też w reprezentacji Argentyny. Po tych sukcesach przypomniano sobie o napastniku w Madrycie i sezon 1995-96 spędził w Realu. Tyle że w tym klubie znowu był słabo, ale potem w Atletico i Espanyolu Barcelona spisywał się bardzo dobrze.
Duńczyk Flemming Povlsen w połowie roku 1986 roku przeszedł do Realu, ale dwudziestolatek od razu wylądował w Castillii. Nie widząc szans na grę w pierwszym zespole Królewskich, już po pierwszym sezonie odszedł do 1. FC Koeln, które w okresie, w którym w nim grał, czyli w latach 1987-90, nie schodziło z podium Bundesligi. Następnie na rok przeniósł się do holenderskiego PSV Eindhoven, aż wreszcie osiadł w Borussii Dortmund – zdobył mistrzostwo Niemiec, ale też jako jej zawodnik został z reprezentacją Danii mistrzem Euro ’92. Jego nie mniej słynny rodak Preben Elkjaer Larsen akurat w Niemczech się sparzył. Sezonu 1976-77 spędzonego w Koeln nie wspomina najlepiej. Gdy w następnych rozgrywkach Kozły zdobyły mistrzostwo Bundesligi, duński dwudziestolatek odbudowywał formę u boku Włodzimierza Lubańskiego w belgijskim KSC Lokeren. Potem Duńczykowi szło tam świetnie i w pewnym okresie tworzył trio napastników L-L-L z jeszcze jednym Polakiem – Grzegorzem Lato. Po Euro ’84, na którym z reprezentacją Danii dotarł do półfinału, Elkjaer został kupiony przez Hellas Werona i już pierwszy sezon zakończył jako mistrz Włoch.
RÓŻNY INTER
Znakomity pomocnik Kevin De Bruyne jest teraz jedną z największych gwiazd europejskiego futbolu, kolekcjonuje tytuły i nagrody jako zawodnik Manchesteru City, w którym gra już szósty sezon. Mało kto już pamięta, że jego pierwsze zetknięcie z ligą angielską nie było udane. Miał 21 lat, gdy na początku 2012 roku został kupiony przez Chelsea, ale rozgrywki dokończył w swym dotychczasowym klubie KRC Genk. Na kolejny sezon został natomiast wypożyczony do Werderu Brema i w Bundeslidze radził sobie na tyle dobrze, że kolejną ligową kampanię zaczął w barwach The Blues. Tyle że wkrótce ponownie grał w Niemczech, został bowiem sprzedany do Wolfsburga. Dopiero po udanym okresie w VfL został zawodnikiem The Citizens. Jego kolega z reprezentacji Belgii Romelu Lukaku, z którą zajęli trzecie miejsce na World Cup 2018, również w młodym wieku wylądował na Stamford Bridge. Miał 18 lat w 2011 roku, ale grał mało, więc na następny sezon napastnika oddano do West Bromwich Albion, gdzie wiodło mu się świetnie i sezon 2013-14 ponownie rozpoczął w Chelsea, lecz ponownie szybko został wypożyczony — tym razem do Evertonu. Po tym okresie The Toffees postanowili go odkupić. Na Goodison Park jego kariera nabrała przyspieszenia i wkrótce wrócił do czołowych klubów europejskich. Lata 2017-19 spędził w Manchesterze United, a teraz już drugi sezon broni barw Interu Mediolan i zmierza po mistrzostwo Italii.
Ten włoski klub nie okazał się natomiast szczęśliwy dla brazylijskiego napastnika Gabriela Barbosy, który miał 20 lat, gdy w 2016 roku Inter kupił go z Santosu. Nosił pseudonim Gabigol, miał za sobą udział z reprezentacją Canarinhos w Copa Centenario oraz złoty medal zdobyty na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. W Serie A jednak się nie sprawdził, potem był krótko w portugalskiej Benfice Lizbona. W 2018 roku z pomocą przyszedł mu Santos, gdzie znowu grał jak za dawnych lat, ale jeszcze lepiej mu poszło we Flamengo Rio de Janeiro, z którym został mistrzem Brazylii, zdobył Copa Libertadores, wrócił do drużyny narodowej i został uznany za najlepszego piłkarza grającego w Ameryce Południowej w roku 2019.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.