Skandale
przed i podczas turnieju Copa America, przegrany finał, zakończenie
reprezentacyjnej kariery przez Leo Messiego nie wyczerpały limitu
porażek argentyńskiego futbolu. Tuż przed rozpoczęciem zgrupowania
przygotowującej się do turnieju w Brazylii kadry olimpijskiej do
dymisji podał się Gerardo
Martino. Nowego trenera trzeba było brać z łapanki.
Foto: Grzegorz Wajda
Po
przegraniu finału CA 2016 i ogłoszeniu przez Messiego, że ma już
dość reprezentacji, w Argentynie zawrzało. Większość mediów
utożsamiała decyzję Leo z kolejną porażką, tymczasem „Piłka
Nożna” już wcześniej donosiła o ogromnym bałaganie
organizacyjnym w jednej z największych federacji piłkarskich
świata. Sam gwiazdor jeszcze w czasie turnieju napisał, że ma już
dosyć chaosu serwowanego przez działaczy, a potem podczas
konferencji prasowej dorzucił, iż w turnieju należy grać, ale
zaraz po nim trzeba będzie wyjaśnić, co dzieje się wokół
reprezentacji.
A
dzieje się fatalnie. Tragiczna organizacja zgrupowań, już dziś
publicznie kontestowana przez wszystkich, jeszcze niedawno nie
znajdowała odzwierciedlenia nawet w tekstach dziennikarskich.
Zaleganie z opłatami i wypłatami (Martino czekał na pensję nawet
siedem miesięcy), no i brak profesjonalistów do kierowania
federacją aktualnych wicemistrzów świata i Ameryki. Argentyna
zamiast zarabiać krocie na znaku towarowym, na meczach towarzyskich,
a potem inwestować w młodzież… ani nie zarabia, ani nie
inwestuje. Tylko jak może być inaczej, skoro po śmierci rządzącego
twardą ręką tamtejszym futbolem przez 36 lat Julio H. Grondony
władzę przejął jego wierny, ale mierny żołnierz Luis Segura?
Ten zasłynął z rozciągnięcia ligi z 20 do 30 drużyn i
manipulowania formatami rozgrywek, a kiedy wreszcie doszło do
wyborów prezydenta AFA, to mimo 75 głosujących w urnie znalazło
się 76 głosów i wyszedł remis 38-38…
Selekcjonera brak
54-letni
Gerardo Martino odchodzi z posady po dwóch z rzędu
wicemistrzostwach kontynentu. Niby nieźle, ale 23 lata czekania na
zwycięstwo w poważnym turnieju to zbyt długo! Martino w kraju nie
miał dobrej prasy, stracił lidera drużyny, ba, stracił drużynę
bo Javier Mascherano i sześciu innych piłkarzy również przebąkuje
o zmęczeniu reprezentacją. A tak mówiąc mają na myśli nie tylko
trzy lata przegranych finałów, lecz cały bałagan organizacyjny, z
gasnącymi światłami podczas meczu z Brazylią, brakiem organizacji
lotów, przygotowaniem centrum treningowego w Ezeiza…
Ale
szkoleniowiec stracił nie tylko trzon zespołu, lecz także wsparcie
ze strony działaczy, którzy walcząc o zachowanie władzy
zapomnieli o największym dobru argentyńskiej piłki, czyli
reprezentacji. Przypomnijmy więc o dziwacznej stracie Paulo Dybali,
którego Martino nie powołał na Copę, by móc skorzystać z jego
usług podczas igrzysk w Rio. Jednak dzień po ogłoszeniu listy
powołanych… Juventus przekazał komunikat informujący, że
Argentyńczyka na żadne igrzyska nie puszczą, bo te nie są
oficjalnym turniejem FIFA, więc nie czują się zobligowani do
zwalniania na nie swej gwiazdy. Dla Martino był to policzek
pokazujący, że ani piłkarz, ani AFA nie liczą się z jego
zdaniem. Mało tego, po CA okazało się, że nie będzie też mógł
liczyć na Funesa Moriego i Matiasa Kranevittera, których planował
powołać do 18-osobowego składu na igrzyska olimpijskie. A było to
chwilę po tym, jak FIFA w porozumieniu z argentyńskim Trybunałem
Sprawiedliwości doprowadziły do usunięcia Luisa Segury, powołania
tymczasowego p. o. szefa federacji, a jeszcze kluby niezależnie od
AFA stworzyły Superligę, bo miały dosyć bałaganu w piłkarskiej
centrali! Mało? Dodajmy, że Gabriel Milito dwa miesiące po objęciu
reprezentacji U-20 zrezygnował z posady i przeniósł się do piłki
klubowej (nie ujawnił powodów odejścia), a było to dzień przed
oficjalną groźbą ze strony FIFA o usunięciu Argentyny z
eliminacji mistrzostw świata 2018!
Były
selekcjoner reprezentacji Paragwaju i były trener Barcelony w takich
okolicznościach po prostu pękł. – Gerardo czuł, że nie ma za
sobą żadnego wsparcia, jest sam. W czasach kryzysu stałby się
ofiarą rzuconą publiczności na pożarcie – pisał jeden z
lokalnych dziennikarzy w komentarzu redakcyjnym chwilę po ogłoszeniu
decyzji selekcjonera.
Nie
ma co się oszukiwać, nominacja Julio Olarticoechey na trenera
reprezentacji olimpijskiej jest totalnym zaskoczeniem. To mniej
więcej tak, jakby Andrzej Juskowiak z telewizyjnego studia TVP albo
Jan Tomaszewski dostali zlecenie przegotowania kadry na igrzyska.
„Vasco” wynajęty został do nowego zlecenia pięć tygodni przed
startem zmagań piłkarskich w Rio de Janeiro! Julio był wprawdzie
znakomitym piłkarzem, zaliczył trzy mundiale (wygrał ten w 1986
roku), ale nigdy nie pracował jako trener zawodowców. O powołaniu
na stanowisko zadecydował fakt, iż… nie miał konkurentów.
Martino
zadeklarował bowiem już rok temu, że prowadzić będzie zarówno
pierwszą reprezentację jak i tymczasową U-23, a trenera U-20 od
dwóch miesięcy Argentyna nie ma. Wszystko dlatego, że
selekcjonerem dwudziestolatków podczas ubiegłorocznych mistrzostw
Ameryki i mistrzostw świata był Humberto Grondona, któremu posady
w AFA załatwiał… ojciec, Don Julio Grondona. Dla Martino był
ignorantem nie mającym pojęcia o futbolu. To dlatego, by usunąć
Humberta z AFA, były już selekcjoner zadeklarował poprowadzenie
ekipy w Rio. Wiosną tego roku Martino zyskał ciekawego
współpracownika w osobie Milito. Lecz po ich rezygnacji federacja
znalazła się w kropce, groziło jej nawet usunięcie z grona
olimpijczyków. AFA postanowiła więc wybrać najmniejsze zło i
desygnowała Olarticoecheę.
Kariera
Julia od 1992, kiedy to zakończył karierę zawodniczą, do 2016,
gdy został trenerem ekipy olimpijskiej, nie zasłużyła nawet na
wzmiankę w Wikipedii. Bo faktycznie, do 2008 roku ów znakomity
boczny obrońca sprzed lat, pracował z młodzieżą z przerwami na
odcinanie kuponów od dawnej sławy. Osiem lat temu trafił do AFA,
pracował jako asystent w drużynach od U-15 do U-20. Na początku
tego roku przejął reprezentację kobiet, nie na długo, jak
widać… Olarticoechea brak doświadczenia trenerskiego nadrabia
pracowitością i szczerością: – To co dzieje się w AFA jest
smutne. Ciągle słyszę, że brakuje pieniędzy. River i Boca nie
paliły się do zwalniania zawodników, kluby z Europy też nie chcą
współpracy. Ale mamy plan B i pracujemy nad planem C. Będziemy
gotowi nawet jeśli okaże się, że pojedziemy bez kompletu
zawodników. Dlaczego trzeba planu C? Bo AFA zajęta wewnętrznymi
rozgrywkami nie miała czasu na twarde rozmowy w Europie. W nowych
władzach FIFA też nie mają już tak silnych ludzi jak niegdyś.
Argentyna znalazła się na równi pochyłej i stacza się coraz
szybciej!
Szaleństwo
na ratunek?
Atletico
Madryt puściło na turniej Angela Correę, ale zablokowało Luciano
Vietto (zastąpił go już Jonathan Calleri z Sao Paulo FC), wypadł
ze składu też Joaquin Correa. Temu Sampdoria w maju na wyjazd
pozwoliła, lecz w lipcu został sprzedany do Sevilli, nie pomogło
nawet to, że nowym trenerem klubu jest Argentyńczyk Jorge Sampaoli.
Wcześniej już Martino skreślił Mauro Icardiego z Interu Mediolan,
Boca nie chciała puścić chłopaków, którzy walczą w Copa
Libertadores i startującej w sierpniu lidze. River pozwoliło na
wyjazd tylko tych graczy, z którymi trener Marcelo Gallardo nie
wiąże przyszłości.
Argentyna
faworytem imprezy? O nie! Nie tym razem! Mistrzowie olimpijscy z 2004
i 2008 tym razem nie mogą się równać z Brazylią czy Kolumbią,
bo lokalni konkurenci do igrzysk przygotowywali się dłużej i w
sposób planowy.
Igrzyska
olimpijskie zdają się jednak być mniejszym zmartwieniem, bo
trenera nie ma przede wszystkim pierwsza reprezentacja. Poszukiwania
nowego selekcjonera trafiły federację w fatalnym momencie, bo Tata
Martino odszedł dosłownie kilka dni po potwierdzeniu umów Jorge
Sampaoliego w Sevilli i Rodolfo Arruabarreny w AEK Ateny. Sampaoli od
dawna deklarował, że marzeniem jego życia jest praca z
reprezentacją, a tu dosłownie kilka dni dzieliło go od zawodowego
spełnienia. Media zaczęły więc ścigać się w typowaniu
kandydatur na nowego selekcjonera. Sęk w tym, że AFA czeka na
wybory szefa, który ten drugi wybór przyklepie. W całej sytuacji
odnalazł się Marcelo Bielsa, acz jego gwałtowne zorientowanie na
kadrę doprowadziło do furii prezydenta rzymskiego Lazio, bo El Loco
miał z nim podpisaną umowę, którą zerwał przed wejściem w
życie. Bielsa prowadził już reprezentację latach 1998-2004,
sukcesów nie odniósł, poza zwycięstwem na IO w Atenach, w 2004.
Potem przeszedł wspaniały szlak w Chile, Bilbao i Marsylii.
Wszędzie zbudował ciekawe teamy, acz kulisy odejścia z ligi
francuskiej do dziś wprawiają w zdumienie, bo Argentyńczyk odszedł
po pierwszej kolejce drugiego sezonu pracy w Ligue 1! Teraz rezygnuje
z pracy w Lazio w sytuacji, gdy zatrudnienie zmiennika na miesiąc z
kawałkiem przed startem ligi skazuje klub na kłopoty od startu
rozgrywek. Ale według dziennika „Ole” sam prezydent Argentyny
widzi Bielsę w roli selekcjonera, a dziś to Mauricio Macri pociąga
za sznurki w AFA, poza tym jak mało który polityk zna się na
futbolu. W końcu przez kilkanaście lat był szefem Boca Juniors,
budując w tym czasie prawdziwą maszynę do wygrywania.
Prezydent
Lazio już publicznie chłoszcze niedoszłego trenera swojego
zespołu, naigrywając się z jego wymagań typu: pięć telefonów,
bilety lotnicze. Ale Bielsa nie pozostaje dłużny i punktuje
włoskiego działacza: – Od czterech tygodni czekamy na informację,
co dzieje się w sprawie transferów zawodników, o których
prosiliśmy. Nie mamy informacji na temat sprzedaży piłkarzy,
których nie widzimy dalej w składzie.
Bielsa
już drugi raz rzucił europejski klub dla reprezentacji, wcześniej,
w 1998 roku zrezygnował z pracy w Espanyolu Barcelona. Jedyną
alternatywą dla weterana z Rosario jest 40-letni Marcelo Gallardo z
River Plate Buenos Aires. Ten mimo młodego wieku ma już na koncie
wszystkie możliwe południowoamerykańskie puchary i mistrzostwo
krajowe w Urugwaju. Jak na tak młody wiek to niemal guardiolowskie
osiągnięcia. Lecz prezydent River Plate o odejściu swego pupila
nawet nie chce słyszeć. Sam Gallardo publicznie na temat zmiany
pracy się nie wypowiada, jakby zdawał sobie sprawę, że Bielsa już
jest o krok od posady. Gdyby faktycznie potwierdziły się te
informacje, to MB byłby trzecim w historii selekcjonerem, który
drugi raz objąłby reprezentację Argentyny. Wcześniej byli to:
Guillermo Stabile i Alfio Basile.
Bartłomiej
Rabij
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ RÓWNIEŻ W NAJNOWSZYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.
On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.
Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji
Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.
Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce
Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.