Przejdź do treści
Mateusz Szwoch: Serce Arki

Polska Ekstraklasa

Mateusz Szwoch: Serce Arki

W tym sezonie zapisał się w pamięci kibiców jako zawodnik, który w starciu z Ruchem Chorzów, wygranym przez Arkę Gdynia 3:0, zaliczył aż trzy asysty. W pozostałych meczach również radził sobie nieźle. Czy o Mateuszu Szwochu będzie się teraz mówiło częściej tylko w kontekście dobrej gry, a nie choroby serca, którą ma za sobą?

Foto: Arka Gdynia, Łukasz Zieliński

Beniaminek świetnie gra u siebie, gdzie odniósł trzy zwycięstwa – nad Ruchem, Wisłą i Śląskiem. Gdynianie zdobyli w tych meczach osiem bramek, nie tracąc ani jednej. Kiedy Szwoch zaliczył w jednym spotkaniu trzy kluczowe podania, poczuł się… jak w I lidze. To wtedy, grając na zapleczu ekstraklasy, rozwinął się, nabrał pewności na boisku, nauczył się gry ofensywnej. Mimo odejścia do Legii, mógł do Gdyni wrócić na wypożyczenie. Legioniści zastrzegli w umowie, że w każdej chwili mogą jego pobyt nad morzem skrócić, ale na razie się na to nie zanosi. Legia ma swoje priorytety, gra o Ligę Mistrzów.

– W Gdyni, jeszcze w I lidze, po raz pierwszy poczułem, że mogę rządzić na boisku i rzeczywiście prowadzić grę. Wszedłem na wyższy poziom. Gram zdecydowanie lepiej, czuję zaufanie sztabu szkoleniowego i też sam do siebie mam większe zaufanie. Odnośnie Ruchu Chorzów i trzech asyst, tamten mecz fantastycznie się dla mnie ułożył. Grałem na wielkim luzie i może dzięki temu poszło tak świetnie? – zastanawia się 23-letni ofensywny pomocnik.

Po świetnym występie rozdzwonił się telefon Mateusza. Piłkarz musiał tłumaczyć, dlaczego we wcześniejszym meczu z Wisłą, również wygranym 3:0, nie udało mu się mieć ani jednego kluczowego podania…

Ten od wady serca

– Zdecydowanie rzadziej byłem przy piłce, a wynikało to z faktu, że cała drużyna tak zagrała. Dlatego nie było okazji, żeby się wykazać. Kiedy możemy wymienić kilkanaście podań, przeprowadzić atak pozycyjny, wtedy czujemy się lepiej. Arce gra się trudniej, kiedy piłka praktycznie nie spada na ziemię – wyjaśnia.

Pytania dziennikarzy Mateuszowi uzmysłowiły jeszcze jedną rzecz. Grając tak dobrze, sam wysoko zawiesił sobie poprzeczkę. Kiedy był w Legii, nikt na niego nie liczył, nikt nie oczekiwał cudów. Po prostu istniał gdzieś obok, o czym świadczy chociażby fakt, jak nisko umiejętności młodych zawodników oceniał wówczas Stanisław Czerczesow. Akademię i jej piłkarzy wręcz wyśmiał, stawiał tylko na sprawdzonych przez siebie graczy. Jedynie Henning Berg posłał Szwocha na boisko osiem razy w ekstraklasie.

– Pojawiałem się na placu tylko wtedy, gdy Legia grała w eksperymentalnym ustawieniu. Tak wyglądała moja rzeczywistość. W Gdyni czuję się częścią podstawowego składu. Trenerzy wymagają ode mnie, żebym był kluczowym piłkarzem. Współtworzę ofensywne trio i jestem centralną postacią zespołu. W takim ustawieniu nie mogę pozwolić sobie na to, by przez chwilę być niewidocznym – opowiada, mając na myśli współpracę z Dariuszem Zjawińskim, Marcusem da Silvą, czy Miroslavem Bożokiem. Postawione przed nim wymagania są w zasadzie takie same, jak w I lidze, kiedy prowadził drużynę do najwyższej klasy rozgrywkowej. W tej roli się odnalazł. Jak na zapleczu – gra tak samo dobrze, nie robi mu wielkiej różnicy fakt, że musi mierzyć się z ekipami z ekstraklasy. Szwoch mówi, że Arka ma swój styl, nie zamierza go zmieniać, nawet rywalizując z potentatami. Zresztą było tak, kiedy Arkowcy mierzyli się z Jagiellonią czy Wisłą.

Zarówno z naszego punktu widzenia, jak i Mateusza dobrze, że mogliśmy porozmawiać o czymś innym niż choroba serca, a także związane z tym komplikacje. Poprzedni cały rok zawodnik Arki musiał spisać na straty. W kwietniu 2015, kiedy trenował i grał w Legii, podczas cyklicznych badań wykryto u niego arytmię serca. Sprawa od początku wyglądała poważnie, piłkarza odsunięto od treningów. Po szczegółowych badaniach okazało się, że to nie sama arytmia jest największym problemem. Miał kardiomiopatię, czyli chorobę mięśnia sercowego, a wspomniana arytmia była jedynie jej następstwem. Potrzebny był zabieg ablacji, który przeszedł pomyślnie. Mógł wrócić do sportu, ale wizyty w szpitalu nie życzy nikomu. Zwłaszcza że spędził kilka dni z pacjentami ponad 50 lat starszymi. A przecież wydawało się, że 23-latek grający zawodowo w piłkę powinien być okazem zdrowia. W pewnym momencie dzwonił do znajomych i opowiadał o końcu kariery. Co gorsza, miał w tym dużo racji, niektórzy lekarze przestrzegali, że wyczynowe uprawianie sportu z taką wadą serca to samobójstwo.

– Doskonale zdaję sobie sprawę, że przez długi czas kojarzono mnie ze względu na chorobę. Tuż po powrocie na boisko udzielałem trzech, czterech wywiadów dziennie, w których padały mniej więcej te same pytania. Czasami było to uciążliwe, swoje przeżyłem. Teraz muszę badać się co pół roku – mówi. Dopytujemy Mateusza pół żartem, pół serio, dla którego klubu bije jego serce. W Arce gra bowiem od juniora młodszego, tutaj nauczył się najwięcej. W Legii zaliczył epizod, ale dla części kibiców na zawsze mógłby istnieć w pamięci jako legionista wracający do Gdyni z podkulonym ogonem.

Drużyna z DNA

– Nie spotkałem się z opiniami, że zdradzam Arkę. Jestem związany z tym klubem od lat, a transfer do Legii miał być sportowym krokiem naprzód. Zresztą, nadal mogę tam wrócić. Natomiast dziś nie rozpatruję powrotu z wypożyczenia jako spełnienia marzeń. Raczej żyję z meczu na mecz – tłumaczy.

Oczywiście Szwoch to nie jedyny młody-zdolny, próbujący sił w większym klubie. Jego kolega z Gdyni, Dariusz Formella został wykupiony z Lecha latem 2013, tam spisywał się przeciętnie. Kolejorz zdecydował się go wypożyczyć z powrotem na ulicę Olimpijską zimą 2016 roku. Skrzydłowy świetnie rozumie się na boisku ze Szwochem, w zasadzie w dwójkę poprowadzili Arkę do awansu. Formella w pół roku zagrał 13 razy, strzelił sześć goli i zaliczył cztery asysty. Po takiej rundzie, zakończonej awansem do najwyższej klasy rozgrywkowej, ochoczo wrócił na Bułgarską i… znów zawodzi. Czyżby najlepiej czuł się w Trójmieście? Z pewnością niektórzy zawodnicy są skazani na dany klub. Coś o tym wie Jacek Kiełb. Podpisywał już kontrakty z Polonią Warszawa, Lechem Poznań, czy Śląskiem Wrocław, ale już dwukrotnie wracał do Korony Kielce. Dziś znów dobrze spisuje się w żółto-czerwonych barwach. Przykłady Formelli i Kiełba pokazują, że być może nie warto na siłę wyjeżdżać z mniejszego klubu.

– Żałuję, że po awansie nie udało się Formelli zatrzymać. Pewnie za pół roku okaże się, który z nas lepiej na tych zmianach wyszedł – ja, czy Darek – mówi Szwoch.

W 5. kolejce ekstraklasy Arka wygrała trzeci z rzędu mecz u siebie. Tyle że jednocześnie zespół beznadziejnie radził sobie na wyjazdach. Aż do ostatniej soboty, kiedy nieoczekiwanie rozprawił się z mistrzem Polski na Łazienkowskiej.

– Z całą pewnością nie przestraszyliśmy się ekstraklasy. Oczywiście mecze, które wygraliśmy, świetnie się ułożyły, ponieważ pierwsi strzeliliśmy gola, w dodatku u siebie – wyjaśnia. – Dlatego bardzo mnie interesowało, jak poradzimy sobie, kiedy grając na boisku rywala, obejmiemy prowadzenie. Tak czy inaczej, potwierdziliśmy już, że zasługujemy na ekstraklasę, a na bardziej precyzyjną ocenę poczekajmy do końca pierwszej rundy.

Niciński jak Stokowiec?

Za jeden element można pochwalić drużynę prowadzoną przez trenera Grzegorza Nicińskiego – konsekwencję. W niemal każdym meczu Arka ma futbolówkę przez blisko 60 procent czasu gry.

– Mamy swoją filozofię. Lubimy utrzymywać się przy piłce, bo wtedy rywal musi biegać. Wiele zespołów woli oddać inicjatywę i liczyć na kontry. Arka tak nie gra. Nie będziemy beniaminkiem, który zabija futbol. Chcemy mieć swoje DNA – deklaruje ofensywny pomocnik.

Zespół Nicińskiego będzie wierny temu stylowi nawet w starciach z potentatami ligowymi. – Każda polska drużyna potrafi atakować z kontry. Naszą przewagą jest to, że umiemy prowadzić grę. Oczywiście mecz ma różne fazy i tak pewnie będzie chociażby w spotkaniach z czołówką ligi, ale Arka jest gotowa – tłumaczy.

Dziś Arkę należy postrzegać jako zespół z dobrą atmosferą, zbiór zawodników również świadomych tego, jak dbać o formę, regenerację i nawyki żywieniowe. W tym ostatnim przede wszystkim jest zasługa Łukasiewicza, a właściwie jego żony, Patrycji Szachty, naukowo zajmującej się na co dzień problemem nadwrażliwości pokarmowej oraz prowadzeniem sportowców pod kątem żywienia.

– W szatni można posłuchać Antka, każdemu to wyjdzie na zdrowie. Zresztą, akurat atmosfery może nam zazdrościć każda drużyna. Nie mamy jedenastu gwiazd, więc wszyscy muszą tak samo pracować na boisku – opowiada Szwoch.

Zagłębie Lubin w ostatnich dwóch sezonach pokazało, że beniaminek wcale nie musi do końca rozgrywek walczyć tylko o życie. W sezonie 2014-15 jako spadkowicz, Zagłębie wygrało 1. ligę, a później zajęło trzecie miejsce w ekstraklasie i godnie zaprezentowało się w eliminacjach Ligi Europy. Gdyby spojrzeć na zespoły z ekstraklasy, właśnie do ekipy z Lubina najbliżej Arce. Obie drużyny mają swój styl, a także młodych trenerów, do niedawna jeszcze ligowych piłkarzy, czyli Nicińskiego i Piotra Stokowca. Imponuje praca wykonana przez tego drugiego – dziś w Zagłębiu nie ma przepłaconych piłkarzy, szkoleniowiec chętnie korzysta z wychowanków klubowej akademii. Przed Arką dłuższa droga. Dziś oba kluby mają przecież inne cele. – W przypadku Arki chodzi o utrzymanie w elicie – mówi Mateusz. – Mamy własną ścieżkę. Czy wyobrażam sobie walkę do ostatniej kolejki, jak Górnik Łęczna rok temu? Szczerze mówiąc, jeszcze o tak wielką stawkę, w dodatku z takim ciśnieniem, nie grałem.

Jakość i koloryt

Szwoch jest pechowcem i szczęściarzem w jednej osobie. Z jednej strony zaliczył świetny początek rozgrywek, a z drugiej – trafił na czas, kiedy jeszcze lepiej prezentował się Konstantin Wassiljew i wielu ekspertów uważa, że to Estończykowi należy przyznać tytuł najlepszego zawodnika startu sezonu. Zresztą czy mogło być inaczej, skoro zaliczył w czterech meczach pięć goli i trzy asysty? Być może brzmi to irracjonalnie, ale za takimi statystykami tęsknią zawodnicy w najlepszych ligach świata. O opinię na temat konkurenta zapytaliśmy właśnie Szwocha, co ciekawe, najczęściej wskazywanego przez kibiców jako Piłkarza Lipca Lotto Ekstraklasy.

– Wassiljew niesamowicie się wyróżnia – mówi Szwoch. Skąd taka dyspozycja na początku sezonu? Czy można tak grać jedynie dzięki doświadczeniu i tym górować nad przeciwnikami? – Wassiljew jest tu od kilku lat, ale nie zawsze tak dobrze grał. Złapał teraz świetną formę, a na bazie doświadczenia może wiele ugrać. Pamiętajmy, że to reprezentant Estonii, dla której strzela bramki. Jeśli trafiasz w kadrze, wiadomo, że w polskiej ekstraklasie będziesz wybijał się ponad przeciętność – analizuje Mateusz.

Jako jeden z nielicznych, Wassiljew realnie wzmocnił polską ekstraklasę. Estończyk jest tutaj od 2014 roku, ale nikt nie postrzega go jako zagraniczny szrot odbierający miejsce polskim piłkarzom. – Pokazał, że nie musimy ściągać słabych obcokrajowców – uważa Szwoch, jako argument podając historię Artjomsa Rudnevsa, króla strzelców w sezonie 2011-12 w barwach Lecha Poznań.

Wassiljew wnosi do polskiej ligi jakość i koloryt, ale to samo można również napisać o prowadzonej na boisku przez Szwocha Arce Gdynia.

Hubert Maćkowiak

ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ RÓWNIEŻ W NAJNOWSZYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej