Max Molder: Jestem zaskoczony, że już zaszliśmy tak daleko [WYWIAD]
Szkoleniowiec Piasta Gliwice jako jedyny trener w Ekstraklasie nie wygrał jeszcze meczu w tym sezonie. Max Molder jednak nie bije na alarm, wręcz przeciwnie – uważa, że jego drużyna jest na dobrej drodze do poprawy wyników.
Jak pan odbiera to, co stało się w Lubinie, czyli stratę gola w doliczonym czasie, już na chłodno? Pojawiły się nowe przemyślenia?
To chyba najgorszy możliwy sposób zakończenia meczu – mówi Molder. – Byliśmy tak blisko, by wreszcie odnieść pierwsze zwycięstwo. Piłkarze na to zasługiwali. Z mojego punktu widzenia decyzja VAR była bardzo dziwna – tym bardziej że graliśmy jeszcze z 45 sekund po sytuacji. W Lubinie przyjęliśmy mocny cios mentalny, nie brakowało frustracji. Krótko po meczu jednak czułem w drużynie spokój i przekonanie, że jesteśmy na dobrej drodze, że zwycięstwa przyjdą. Też mam takie poczucie.
Czyli pana zdanie na temat tego rzutu karnego i VAR-u po czasie się nie zmieniło.
Nie, dla mnie to był ewidentny faul, powinien być rzut wolny. Zawodnik, który wyskakiwał do główki, cały czas pchał Tomasiewicza w plecy. Jeśli masz 90-kilowego faceta z ręką na plecach, skończy się to tak, jak się skończyło – czyli piłką na ręce. Na początku meczu była identyczna sytuacja pod polem karnym rywala i wtedy był gwizdek. Tu też powinno być tak samo.
Złość pomeczowa przełożyła się pozytywnie na treningi?
Tak, nawet bardzo dobrze. Po meczu mieliśmy trzy dni wolnego – ci, którzy mają rodziny, pojechali do domu, spędzili z bliskimi trochę czasu. A kiedy wróciliśmy, było widać, że drużyna jest w świetnym nastroju.
Lepiej późno niż wcale! 😉 Kosidis wyrównał z karnego w 98. minucie meczu! 💪
To gdzie właściwie leży problem? Jeśli spojrzymy na tabelę oczekiwanychpunktów, plasujecie się w niej też na 17. miejscu.
Proszę pamiętać, że mamy rozegranych mniej meczów niż rywale, więc jest szansa na poprawę. Jagiellonia też ma pięć spotkań i niemal identyczne xP. Oczywiście nie chodzi wyłącznie o statystyki, ale one pokazują, że w wielu aspektach wyglądamy dobrze. Teraz kluczowe jest, żeby to udźwignąć także mentalnie. Byłem już w takich sytuacjach z nowym zespołem, nowym stylem i wiem, że jesteśmy w dobrym momencie procesu – mogę śmiało to powiedzieć. Dlatego jestem spokojny, że sytuacja się odwróci. Nie lubię używać tego argumentu, zwłaszcza że nie wygraliśmy nawet jednego spotkania, ale nie mogę powiedzieć, że rywale byli od nas dużo lepsi.
Jak bardzo ciążył na was brak strzelanych goli?
Presję z tym związaną bardziej czuli zawodnicy niż ja. Ja nie czytam komentarzy, nie śledzę opinii – mam nadzieję, że piłkarze też, choć pewnie trudniej im się od tego odciąć. Niemniej wiedziałem, że bramki przyjdą.
A jak by się pan odniósł do pojawiającej się w mediach opinii, że posiadani zawodnicy nie są odpowiednio sprofilowani do sposobu gry, który pan preferuje?
Akceptuje taką opinię, ale się z nią nie zgadzam. Przyszedłem tu właśnie po to, żeby zmienić styl gry. Trzeba też zaznaczyć, że nie da się w jednym okienku transferowym sprowadzić w stu procentach odpowiednich piłkarzy do stylu, który preferujesz. To proces.
Wsparcie? To najważniejsze
Czuje pan wsparcie zarządu?
Zdecydowanie. I to jest dla mnie najważniejsze. Oczywiście każdy trener chciałby być uwielbiany przez wszystkich, ale w życiu tak nie jest. Najważniejsi są dla mnie zawodnicy i zarząd. Czuję, że mam ich zaufanie. Jestem przekonany, że wkrótce nadejdą lepsze momenty, wtedy kibice też zaczną patrzeć na mnie przychylniej.
Można już ocenić wasze okienko transferowe?
Było dobre. Mamy wielu solidnych zawodników. Ostatni z nich, Jason, dołączył do nas dosłownie dwa dni przed meczem z Zagłębiem. Wszystko wymaga czasu: nie tylko, żeby piłkarze zgrali się na boisku, ale też, żeby w szatni poznali swoją rolę, zbudowali relacje. To nie dzieje się z dnia na dzień.
Żałuje pan, że jakieś ruchy do klubu się nie udały?
Na przykład kogo?
Nie wiem, dlatego pytam.
Nie wszystkie transfery udało się, to normalne. Ale z tego, co mamy, jestem bardzo zadowolony.
Ile jest prawdy w tym, że Legia Warszawa zainteresowała się Frantiskiem Plachem?
Nie dziwi mnie, że najlepszym bramkarzem w lidze interesują się inne kluby.
Środek w zasięgu Piasta?
Na jaki przedział miejsc w tabeli ma pan zespół?
Możemy spokojnie celować w środek tabeli.
Jak dużą rolę pełnią liczby w pana pracy? Coraz więcej klubów ma możliwości i chwali się działaniem na liczbach, analizach, ale generalnie efektów nie ma żadnych.
Spoglądam przede wszystkim na statystyki, które pomogą zrozumieć, jaką drużyną chcemy być. Na przykład metryka oczekiwanych goli jest obecnie najbardziej popularna, ale niekoniecznie ją lubię. Nie uwzględnia choćby dużych sytuacji, gdzie wychodzisz dwóch na jednego, a kończą się złym podaniem i nawet nie dochodzi do strzału. Ciekawsze dla mnie jest expected threat, które pokazuje dominację w meczu na inny sposób. Natomiast nie jestem geekiem statystyk. Najważniejsze jest, aby znaleźć te, które mają sens dla drużyny i nad nimi pracować.
To ile mniej więcej czasu potrzeba, aby zobaczyć już w pełni pana zespół?
Patrząc, w którym momencie procesu jesteśmy, jestem nawet pozytywnie zaskoczony, że zaszliśmy tak daleko. Proces oczywiście trwa, ale zmierza w dobrą stronę.
Nowa pozycja dla Grzegorza Tomasiewicza to pana autorski pomysł?
Nie, natomiast bardzo lubię tego zawodnika. Chciałem mieć na boisku jak najwięcej jakości. To inteligentny piłkarz, potrafi rozwiązywać różne problemy na boisku. Nie jestem typem trenera, który ma tablicę i na niej po dwóch zawodników przypisanych do każdej pozycji. Mógłbym mieć, ale dla mnie istotne jest, żeby piłkarze mogli współdziałać w różnych sytuacjach i na różnych pozycjach. Gdy mamy piłkę, Grzegorz operuje bardziej w środku pola, a w fazie defensywnej, gra jako prawy obrońca, w czym też jest dobry.
Jak scharakteryzuje najbliższego rywala?
Jagiellonia Białystok to najmocniejszy przeciwnik, z jakim przyjdzie wam się zmierzyć jak dotąd w tym sezonie?
Mamy dużą szansę na pozytywny rezultat. To powinien być dobry mecz – dwóch drużyn, które chcą grać piłką. Kluczowe będzie odebranie Jagiellonii rytmu, bo oni również będą chcieli mieć przewagę w posiadaniu.
Różnic między Ekstraklasą a ligą szwedzką znajdziemy zapewne sporo, ale który system rozgrywek panu bardziej odpowiada – wiosna-jesień czy odwrotnie?
To zależy od tego, gdzie się znajdujesz w danym momencie. Teraz jestem tutaj, kończy się lato, boiska są dobre.
Murawy w Polsce w lutym nie muszą być jednak najlepszej jakości.
Dokładnie. Miałem takie doświadczenia także w Danii. Wtedy futbol zmienia się bardziej w walkę, mniej w nim jest gry. Żeby poprawić jakość, potrzebne są dobre murawy, a to ogromne koszty. PSG ma 16 ludzi do dbania o boiska, w Piaście mamy dwóch-trzech, którzy robią wszystko, aby murawa była w jak najlepszym stanie. Przy stylu gry, który preferujemy, murawa musi być jak najlepsza.
Trener Max Mölder w ubiegłym sezonie był bliski awansu do Allsvenskan grając najmłodszą drużyną w lidze! 🧐
Jeśli chcecie jeszcze bliżej nowego trenera, zachęcamy do zapoznania się z artykułem! 💻👀
A jakie jeszcze ma pan odczucia a propos piłki w Polsce?
Stadiony wszędzie są dobre, nawet w niższych ligach. Graliśmy sparing z Podbeskidziem i tam, w 2. lidze, stadion też robił wrażenie. Natomiast jeśli chodzi o ogólny styl czy charakter drużyn w Ekstraklasie, nie zaskoczyło mnie nic.
Jak się pan odnajduje na Górnym Śląsku? Oddalone od Gliwic o kilkanaście kilometrów Katowice zostały wybrane najlepszym miastem do życia w Polsce.
Pierwszą noc w Polsce spędziłem właśnie w Katowicach. Od tamtego momentu jestem jednak tylko w Gliwicach – i bardzo mi się tu podoba. Brakuje mi rodziny, ale to część życia trenera.
Kontaktował się pan z innymi Szwedami mającym związki z Ekstraklasą, gdy robił pan research na temat kraju i ligi?
Nie i zrobiłem to celowo. Chciałem sam wyrobić sobie zdanie o lidze i o Polsce, nikim się nie wyręczać.
Ostatnia sprawa, z Górnikiem Zabrze wszystko wyjaśnione?
To były derby, emocje są wtedy ogromne, nie da się ich od razu wyłączyć. Nie powinno się tak zachowywać, ale też nie robiłbym z tego wielkiej sprawy. Porozmawiałem z Adamem (kierownik drużyny – przyp. red), zrozumiałem jego emocje – mam nadzieję, że to się już nie powtórzy.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.
No cóż dobry bajerant 😄