„Wielki powrót Liverpoolu” czy „Tak, zrobili to!” – takie właśnie tytuły dominują w angielskich mediach po wtorkowym wyczynie drużyny Juergena Kloppa. Liverpool odrobił straty z pierwszego meczu z Barceloną i wywalczył awans do wielkiego finału Ligi Mistrzów.
O tym meczu będzie mówiło się jeszcze bardzo długo (fot. Reuters)
„The Reds” mimo trzech bramek straty, wyszli z bardzo poważnych tarapatów i pokonali Barcelonę (4:0). Nic więc dziwnego, że w lokalnych mediach pisano o tym, co zdarzyło się na Anfield w samych superlatywach. Motywem przewodnim w niemal wszystkich tytułach jest oczywiście słowo „powrót”.
„Jeśli ktoś uważał, że przy wyniku 0:3 z pierwszego meczu, Liverpool nie ma już żadnych szans, ten był po prostu głupi. Wielkimi bohaterami Anfield zostali rezerwowy Georginio Wijnaldum, a także Divock Origi, który zagrał tylko dlatego, że kontuzjowani byli Salah oraz Firmino” – czytamy w „The Guardian”.
W takim samym tonie utrzymana jest relacja „The Sun”, który pisze wręcz o cudzie. Zdaniem dziennikarzy tej bulwarówki, to co zrobił Liverpool można określić mianem „nieprawdopodobnego i epickiego powrotu”. Podkreśla się również fakt, że odrabianie strat i wychodzenie z sytuacji niemożliwych stało się już znakiem rozpoznawczym „The Reds”.
Wspomniany wcześniej wymowny tytuł „Zrobili to!” znajdziemy z kolei w „Daily Mail”. Tu możemy m.in. przeczytać o tym jak sprytny sposób piłkarze Liverpoolu oszukali rywali przy czwartym, decydującym o awansie golu.
Na koniec warto jeszcze przytoczyć okładkę dziennika „Marca”. Bardzo wymowna.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.