Inwestycja szefów Wisły Kraków w zakup Maora Meliksona spłaca się z tygodnia na tydzień. Izraelczyk w kolejnym już meczu odegrał kluczową rolę i walnie przyczynił się do zwycięstwa. – Nie chcę mówić za wiele o swojej grze. Najbardziej cieszą trzy punkty. Potrzebowaliśmy ich po ostatniej ligowej kolejce – stwierdził z typową dla siebie skromnością po wygranej w piątek 3:1 z GKS-em Bełchatów.
– Maaskant to dobry trener, wie co powiedzieć zawodnikom w szatni. Chciał, żebyśmy po przerwie grali szybciej i druga połowa była już dużo lepsza – komentował.
Melikson nie tylko wpisał się na listę strzelców – przy dużej pomocy bramkarza Łukasza Sapeli – ale i asystował przy bramce Cwetana Genkowa. – Cieszę się, że wreszcie udało nam się strzelić gola z rzutu rożnego. Chyba po raz pierwszy – zauważył.
Nie można zapominać także, że to po faulu na nim z boiska wyleciał Tomasz Wróbel. – Miałem piłkę przy nodze, zagrywałem ją do Czarka Wilka, kiedy poczułem cios w twarz. Zabolało, ale miałem głowę skierowaną w dół, nawet nie wiem czym mnie uderzył, chyba łokciem. Muszę zobaczyć to w telewizyjnej powtórce – opisywał Melikson.
Tym razem z konieczności wystąpił na skrzydle. – Decyzja zapadła dzisiaj, ale grałem już na tej pozycji. Nie była to dla mnie żadna nowość, ani tym bardziej problem.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.