Przejdź do treści
Merci Thierry. Legenda bez Złotej Piłki

Ligi w Europie Świat

Merci Thierry. Legenda bez Złotej Piłki

Jest noc z szesnastego na siedemnastego grudnia. Kilkanaście godzin temu swoją decyzję o zawieszeniu butów na kołku ogłosił Thierry Henry. Decyzję, której można się było od dłuższego czasu spodziewać, wszak Francuz ma już na karku 37 wiosen, co jak na zawodowego piłkarza jest wiekiem bardzo słusznym. Mimo, że wiedziałem iż ten dzień prędzej czy później nadejdzie, to czuję ogromny smutek. Nie będzie bowiem zbyt dużym nadużyciem, jeśli postawię tezę, że z futbolem żegna się jeden z najwybitniejszych piłkarzy naszych czasów, a kto wie, czy nie jeden z najlepszych w całej historii.

Legenda

Fabiański wśród najlepszych bramkarzy Premier League – KLIKNIJ!

Wojtkowiak dla PN: Bundesliga? Za wysokie progi… Myślę o powrocie do Polski! – KLIKNIJ!

„Po dwudziestu latach gry w piłkę postanowiłem zakończyć sportową karierę. Muszę przyznać, że była to dla mnie wspaniała podróż i chciałbym podziękować w tym miejscu wszystkim kolegom i kibicom drużyn, w których miałem przyjemność grać. Wszystkim związanym z Monaco, Juventusem, Arsenalem, Barceloną i New York Red Bulls, a także reprezentacją Francji. To właśnie dzięki nim moja kariera była tak wyjątkowa” – napisał Henry w swoim oświadczeniu, które zamieścił na Facebooku.

Takimi właśnie słowami były reprezentant Francji pożegnał się z zawodowym futbolem. Świat piłki stracił postać absolutnie unikalną i na pewno będzie przez to uboższy. Szczególnie decyzję Henry’ego przeżyli fani klubów, które zaszczycił swoją grą, a już najbardziej ci, którzy w jakikolwiek sposób związani są lub byli z Arsenalem. Ja także jestem w tym gronie i dlatego piszę ten tekst właśnie z perspektywy kibica. Tak, myślę, że przyznanie się do wieloletniej miłości do londyńskiego klubu nie będzie w tym momencie nie na miejscu. Dzięki temu miałem możliwość obserwować karierę bramkostrzelnego Francuza z nieco bliższej perspektywy, z większym zaciekawieniem i z towarzyszącymi spotkaniom Kanonierów uczuciami i emocjami.

Ktoś powie: „Pewnie chłop nie będzie się teraz silił na obiektywność”. Nie muszę. Jak Henry grał w piłkę i jak czarował kibiców na stadionach całego świata – widzieli wszyscy. Za nim stoją także liczby i to nie byle jakie. Wystarczy tylko je wymienić, by dostrzec, że karierę zakończył jeden z największych synów futbolu.

20-LETNIA KARIERA HENRY’EGO W LICZBACH:


   141 meczów / 28 goli / 1 asysta
   20 meczów / 3 gole / 0 asyst

   377 meczów / 228 goli / 60 asyst

   121 meczów / 49 goli / 27 asyst

  
135 meczów / 52 gole / 42 asysty

   124 mecze / 51 goli





Statystyki to jedno, jednak bramkostrzelność wcale nie była jedynym walorem Henry’ego. Szybkość, zdolność błyskawicznego kalkulowania, boiskowa inteligencja, elegancja, klasa i cechy przywódcze. Francuz miał to wszystko, jednak kto wie jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie spotkał na swojej drodze – tak, dobrze się domyślacie – Arsene’a Wengera. To właśnie jego rodak odkrył go w Monaco i wprowadził w świat wielkiej piłki. Ich drogi na jakiś czas się rozeszły, jednak los chciał, by obaj panowie odnaleźli się właśnie w Arsenalu. Będąc bardziej precyzyjnym, to Wenger znalazł Henry’ego i kiedy tylko nadarzyła się okazja, sprowadził go do budowanej przez siebie drużyny. Jak się okazało, menedżer Kanonierów wpadł na genialny pomysł i przekształcił znakomitego skrzydłowego w wybitnego napastnika.

– Trener powiedział mi, że chciałby bym spróbował gry na środku ataku. Byłem zaskoczony, ponieważ w poprzednich klubach ustawiano mnie jako skrzydłowego, w reprezentacji ustawiano mnie jako skrzydłowego i na podobnej pozycji grałem w trakcie mistrzostw świata. On stwierdził, że w ten sposób lepiej będzie można wykorzystać mój potencjał, więc stwierdziłem – A dlaczego nie? – zdradził po latach sam zainteresowany. Jak się okazało, Wenger dobrze wiedział co robi, a jego znajomość piłkarza z lat młodzieńczych na pewno odegrała tu sporą rolę.



Thierry Henry grał i strzelał, a jeśli już pokonywał bramkarzy rywali, to tak, by jego trafienia na długo zapadały w pamięć – tak kibiców jak i rywali. Sam zawodnik miał problem z wybraniem tej najważniejszej bramki i nie może to dziwić, jeśli strzelał on z regularnością szwajcarskiego zegarka. – Ciężko wybrać tego najładniejszego gola. Były takie momenty, kiedy mówiłem – tak, to trafienie można dopisać do mojego top3, ale żeby zdecydować się na konkretnego gola… trudna decyzja. Każdy miał swoją wagę, swoje znaczenie, tak dla mnie, jak i dla drużyny oraz fanów – powiedział.

Francuz, jak każdy wielki piłkarz miał wpływ na grę swojego zespołu i to, czy ten zdobywał trofea. Arsenal z nim w składzie wygrał dwa mistrzostwa Anglii (w tym jedno, które zostało okraszone przejściem całego sezonu bez choćby jednej porażki), trzy Puchary Anglii, dwie Tarcze Wspólnoty, a także awansował do finału Ligi Mistrzów. Sam Henry aż cztery razy zdobywał Złotego Buta dla najlepszego strzelca Premier League. Czego chcieć więcej?


 



Sukcesy odnosił on także w innych klubach oraz z reprezentacją narodową (złoto na mundialu w 1998 roku i złoto podczas Euro w 2000 roku), jednak w żadnym miejscu nie czuł się tak dobrze jak w Arsenalu, gdzie łączył stare z nowym. Henry miał okazję grać i strzelać na Highbury, gdzie obejrzałem go na żywo po raz pierwszy i na Emirates Stadium, gdzie także miałem przyjemność podziwiać go w akcji. Zdaniem wielu, to właśnie Francuz, a nie Ryan Giggs jest najlepszym zawodnikiem w historii Premier League, ale to zostawiam już innym do oceny.

Postać Francuza obrosła już taką legendą, że kiedy wracał po latach do Arsenalu na wypożyczenie, to kibice Kanonierów świętowali zupełnie tak, jakby ich drużyna wywalczyła cenne trofeum. Ten nie zawiódł ich oczekiwań i już po kilku minutach obecności na boisku, w swoim pierwszym meczu po powrocie zdobył gola i pomógł londyńczykom w wyeliminowaniu Leeds United z Pucharu Anglii. Co ważne, napastnika docenił także sam klub, który ufundował specjalny pomnik stojący aktualnie przed Emirates Stadium. Na podobne wyróżnienie zapracowali sobie jeszcze Dennis Bergkamp, Tony Adams i Herbert Chapman.

Luka w życiorysie


O ile w północnym Londynie, Barcelonie, Nowym Jorku i całej Francji, Henry’ego kochają dozgonną miłością, to w jego CV brakuje bardzo ważnej pozycji. Chodzi oczywiście o Złotą Piłkę dla najlepszego piłkarza świata. Dwukrotnie popularny „Titi” znajdował się w finałowej trójce plebiscytu, ale głównego trofeum nigdy nie zdobył. W 2003 roku, kiedy znajdował się w absolutnie morderczej formie, musiał uznać wyższość pomocnika Juventusu, Pavla Nedveda i chociaż udało mu się wyprzedzić Paolo Maldiniego, to jednak marne było to pocieszenie. W roku 2006 Henry ponownie był blisko, ale także i tym razem musiał obejść się smakiem. Kto okazał się lepszy? Fabio Cannavaro, który wraz z reprezentacją Włoch wygrał Puchar Świata, a także jego kolega z kadry, Gianlugi Buffon. Ten drugi przypadek można zrozumieć, jednak brak Złotej Piłki dla Henry’ego kilka lat wcześniej, to sprawa dość kontrowersyjna.

Pisząc o karierze Henry’ego nie można pominąć także pewnej ciemnej karty. W 2009 roku, podczas meczu barażowego o awans do mistrzostw świata w RPA pomiędzy Francją i Irlandią, pozwolił on sobie na zagranie ręką, po którym podał do Williama Gallasa, a ten strzelił gola na wagę wygranej Trójkolorowych. Przewinienie Henry’ego było ewidentne i widział je cały świat, a on sam podczas pomeczowego wywiadu przyznał się do zagrania ręką. Po tym zdarzeniu nazwano go „oszustem”, a w Irlandii do dzisiaj pamiętaj mu nieprofesjonalne zachowanie i winią go za pogrzebana marzenia o grze na mundialu.





Pomijając ten epizod, nie może dziwić fakt, że wiadomość o zakończeniu kariery przez Henry’ego zasmuciła tak wielu kibiców, w tym mnie. Mam jednak tę satysfakcję, że mogłem śledzić jego karierę praktycznie od początku do końca. Oglądać piękne gole, cieszyć się z sukcesów, złościć po porażkach i – a to najważniejsze – zobaczyć go w akcji na żywo, z wysokości trybun. Cieszę się, że trafiłem na taki okres, w którym w piłkę grał jeden z największych piłkarzy w dziejach. Teraz będzie się spełniał w roli komentatora SkySports. Jeśli będzie to robił z podobnym polotem i klasą, to widzowie nie będą mieć prawa do narzekania.

Merci Thierry.

Grzegorz Garbacik


Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 4/2026

Nr 4/2026

Ligi w Europie Świat

Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]

FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.

Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]

Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.

On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji

Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.

2025.06.06 Chorzow
pilka nozna Mecz TowarzyskiPolska - Moldawia
N/z Bartosz Slisz, Jakub Moder radosc gol bramka, Jakub Kiwior, Mateusz Bogusz, Sebastian Walukiewicz
Foto Marcin Karczewski / PressFocus

2025.06.06 Chorzow Friendly match Poland - MoldaviaBartosz Slisz, Jakub Moder radosc gol bramka, Jakub Kiwior, Mateusz Bogusz, Sebastian Walukiewicz
Credit: Marcin Karczewski / PressFocus
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Endrick show! Brazylijczyk z hat-trickiem w Ligue 1 [WIDEO]

Olympique Lyon pokonał Metz aż 5:2. Trzy bramki zdobył Endrick, który notuje kapitalne wejście do francuskiego klubu po wypożyczeniu z Realu Madryt.

Endrick show! Brazylijczyk z hat-trickiem w Ligue 1 [WIDEO]
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce

Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Sebastian Szymanski 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej