Legia Warszawa prowadziła 3:0 z Koroną Kielce, jednak w drugiej połowie kielczanie strzelili dwa gole i gospodarze drżeli o wynik. Ostatecznie komplet oczek zostaje na Łazienkowskiej.
Josue z bramką i asystą (Fot. 400mm.pl)
Legia Warszawa wygrywa swój pierwszy mecz w rundzie wiosennej tego sezonu w PKO BP Ekstraklasie. Gospodarze byli zdecydowanym faworytem tego spotkania, jednak wygrana nie przyszła im z taką łatwością.
Pierwsza część spotkania w Warszawie była niemal koncertowa w wykonaniu gospodarzy. Legia prezentowała się solidnie i była przede wszystkim skuteczna w swoich atakach. „Wojskowi” oddali trzy celne uderzenia i po dwóch z nich piłka znalazła się w siatce.
W 24. minucie Josue wykorzystał rzut karny i na tablicy wyników przy Łazienkowskiej pojawił się wynik 1:0. Nieco ponad dziesięć minut później było 2:0 po golu Maika Nawrockiego. Młody obrońca Legii wykorzystał centrę Josue i głową umieścił piłkę w siatce.
Druga połowa rozpoczęła się znakomicie dla gospodarzy. Dwie minuty po wznowieniu gry Kapustka podwyższył na 3:0. Carlitos znalazł dobrze ustawionego kolegę w polu karnym i pomocnik kąśliwym strzałem po ziemi zdobył gola. Pachniało efektownym zwycięstwem Legii, jednak z biegiem czasu warszawska maszyna gubiła obroty.
Korona zintensyfikowała swoje ataki i wykorzystywała błędy Legionistów. W 65. minucie Yevgeniy Shikavka zdobył kontaktowego gola, w 79. minucie 30-letni Białorusin zdobył drugiego gola, co niewątpliwie wywołało nerwy w drużynie Legii. Pewne prowadzenie zamieniło się w walkę o zwycięstwo tego spotkania.
Ostatecznie Legioniści dowieźli prowadzenie do końca spotkania. W ostatnich minutach meczu gospodarze oczekiwali podyktowania rzutu karnego po zagraniu ręką jednego z graczy Korony, jednak arbiter nie wskazał na wapno.
Legia wykorzystała tym samym potknięcie Rakowa i zbliżyła się do „Medalików” na 7 punktów.
Korona przegrała swój 3. mecz z rzędu i cały czas jest na ostatnim miejscu.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.