– Legia od pewnego czasu prezentuje zwyżkę formy, czego potwierdzeniem może być awans do finału rozgrywek o Puchar Polski oraz dobra gra w Poznaniu zakończona bardzo pechową porażką. Moim zdaniem warszawiacy wracają na właściwe tory, mają psychologiczną przewagę i będą faworytami najbliższego spotkania – powiedział Radosław Michalski przed meczem Lechii Gdańsk z Legią Warszawa. Do rewanżu za środowy półfinał Pucharu Polski między tymi drużynami dojdzie już w sobotnie popołudnie w meczu ligowym.
– Problemem dla Macieja Skorży może być brak Ivicy Vrdoljaka i Inakiego Astiza. Chorwat dzieli i rządzi w środku pola, więc ciężko będzie go zastąpić. Również Hiszpan powoli wraca do normalnej dyspozycji, chociaż daleko mu do szczytowej formy. Poza tym ostatnio dobrze prezentował się w parze z Dicksonem Choto. Nie sądzę, aby w Gdańsku Legia zastosowała podobną taktykę jak w spotkaniach pucharowych. Po ostatnich niepowodzeniach Lechia nie czuje się pewnie i na pewno nie będzie dążyła do zdominowania drużyny, tym bardziej, że ma problemy ze strzelaniem goli. Nie wierzę, że gospodarze odkryją się przed legionistami. Lechia jest podrażniona ostatnimi niepowodzeniami. Drużyna od miesiąca nie może strzelić gola i zasłużenie odpadła z rozgrywek o Puchar Polski. Na pewno zagra ambitnie, ale w tej chwili to może być za mało na Legię. W takich spotkaniach najczęściej decyduje suma umiejętności, a w tej chwili ta jest po stronie gości z Warszawy – przyznał były piłkarz Legii i były dyrektor sportowy Lechii.
– Moim zdaniem słabsza postawa liderów Lechii – Łukasza Surmy i Abdou Traore – wynika z kryzysu całej drużyny. Ostatnio kilka porażek spadło również na trenera Tomasza Kafarskiego, który zareagował bardzo emocjonalnie. Teraz on musi wszystko sobie przeanalizować. Przecież jego piłkarze nie zapomnieli jak się gra w piłkę, dlatego nie wolno ich lekceważyć – zauważył Michalski.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.